Bardzo przebiegły przeciwnik

Bardzo przebiegły przeciwnik

Dodano: 
Słodycze – zdjęcie ilustracyjne
Słodycze – zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Getty Images
Cukrzyca atakująca coraz młodszych pacjentów, insulinooporność występująca także u osób szczupłych i wynikające z niej problemy np. z zajściem w ciążę. Choroby metaboliczne są podstępne i coraz bardziej powszechne ‒ mówi dr Jakub Bukowczan z Polsko-Amerykańskiego Centrum Zdrowia MEDIQUS.

Kilka miesięcy temu rozmawialiśmy o problemach z odchudzaniem. Mówił Pan wtedy, że jednym z nich jest to, że jedzeniem się pocieszamy, uspokajamy nerwy. Ostatnie miesiące to szczególnie trudny czas dla walczących z nadwagą.

Czas trudny, ale wielu dobrze go wykorzystało. Wśród moich pacjentów są tacy, którym ostatnie miesiące bardzo pomogły. Mieli czas, by o siebie zadbać, skrupulatnie przestrzegać zaleceń. Teraz wracają do pracy i ich koledzy przecierają oczy ze zdumienia. Pracujemy oczywiście dalej, żeby ugruntować efekty tych starań. A ci, którzy trochę się zapomnieli? Cóż. Zakasujemy rękawy i ruszamy do walki.

Ostatnie miesiące dostarczyły kolejnych dowodów na to, że warto. Większa waga to także większe szanse na zakażenie COVID-19.

Otyłość i nawet nadwaga nie tylko zwiększają szanse na zarażenie, zwiększają także szanse powikłań, jeśli już do zarażenia dojdzie.

Dlaczego?

O tym, że osoby otyłe są bardziej narażone na poważne komplikacje, a nawet śmierć z powodu infekcji, wiedzieliśmy od dawna. COVID-19 tylko to potwierdził. Dlaczego? System odpornościowy osób otyłych jest stale eksploatowany. Ma mniejsze zasoby do obrony przed infekcjami. Większa waga to także większe obciążenie dla serca i płuc. Pacjenci z otyłością, którzy przeszli COVID-19 często wspominają o uczuciu, jakby mieli na piersiach wielką metalową płytę. Wielu nie mogło samodzielnie oddychać.

A cukrzyca?

U pacjentów z cukrzycą, u których rozwinęła się choroba COVID-19, zaobserwowano wyższe ryzyko rozwoju ciężkich powikłań. Cukrzycę jako chorobę współistniejącą miało też niestety wielu pacjentów, którzy przegrali walkę z infekcją.

Na czym polega fenomen cukrzycy? Nakłady na jej leczenie wciąż rosną, a pacjentów przybywa w sposób wręcz lawinowy.

To przypadłość związana z postępem cywilizacyjnym. Paradoksalnie problemem jest bogactwo żywności i bardzo łatwy do niej dostęp. Nasz organizm ewolucyjnie nie jest na ten nadmiar przygotowany. Zmienił się też nasz tryb życia. Ruszamy się mniej niż jeszcze 40 lat temu. Do tego dochodzą problemy związane z zaburzeniem naturalnego dla człowieka trybu dzień‒noc, ustawiczny stres. Pojawiają się zaburzenia metaboliczne, których krańcową postacią jest cukrzyca. Liczba pacjentów rośnie, a badania pokazują, że wciąż wielu chorych nie jest świadomych swojej choroby. To bardzo groźna sytuacja.

Dlaczego pacjenci nie wiedzą, że są chorzy? Wiedza o cukrzycy jest powszechna.

Wiedza to jedno, wykorzystanie jej to coś zupełnie innego. Winę za taki stan rzeczy w dużej mierze ponoszą sami lekarze. Pacjenci z cukrzycą bardzo często są diagnozowani dopiero po przejściu udaru czy zawału serca. Często dopiero takim pacjentom robi się tzw. krzywą cukrową. Na szczęście ten stan rzeczy coraz szybciej się zmienia. To kwestia świadomości lekarzy i samych pacjentów, ale także wynik zmiany podejścia do cukrzycy. Państwa już wiedzą, że taniej jest inwestować w profilaktykę czy wychwytywanie cukrzycy na wczesnym etapie niż w leczenie jej zaawansowanych postaci. To ważne. Także dlatego, że od kilku lat obserwujemy zjawisko do tej pory nieznane, czyli cukrzycę typu 2 u coraz młodszych pacjentów. Dziś cukrzyca jest spotykana nawet u 20-25-latków, co kiedyś było nie do pomyślenia.

Znamy przyczynę?

Pojawianie się cukrzycy u coraz młodszych pacjentów idzie w parze z rosnącą otyłością dzieci i młodzieży. W tym miejscu chciałbym zauważyć, że Polska pod względem stopnia otyłości wśród dzieci i młodzieży jest jednym z wiodących narodów w Europie. Problemem jest też fakt, że coraz częściej pojawia się zjawisko nakładania się na siebie różnych typów cukrzycy. Widzę dzieciaki przyjmujące insulinę, z cukrzycą typu 1, które tyją, co kiedyś było zjawiskiem rzadkim. To pacjenci, u których na dotychczasową chorobę nakłada się także insulinooporność.

Pana najmłodszy pacjent z cukrzycą typu 2?

Chłopak w wieku 18 lat. Waga 138 kg. Leczyłem też dziewczynkę. 4 lata, waga 54 kg. Ją leczyłem na insulinooporność.

Insulinooporność jest pierwszym krokiem do cukrzycy?

Każdy pacjent, który ma cukrzycę typu 2, ma także insulinooporność, ale nie każdy pacjent, który ma insulinooporność, rozwinie cukrzycę. Mimo to problemu insulinooporności nie można bagatelizować. Potrzebna jest wiedza o nim, tym bardziej że występuje on coraz powszechniej. Ważne jest, by osoby cierpiące na insulinooporność zostały dobrze zdiagnozowane. Pacjent, który wie że ma insulinooporność, ma narzędzia do walki z nią. Jeśli odpowiednio je wykorzysta, będzie bezpieczny, nie rozwinie np. cukrzycy.

Jakie objawy mogą naprowadzić nas na myśl, że mamy insulinooporność?

Klasycznym objawem jest senność po posiłku. Także wzmożona ochota na słodkie czy senność po zjedzeniu słodyczy. Również popołudniowe znużenie i zaburzenia koncentracji. Przykład? Jedziemy samochodem i nagle czujemy tak wielką słabość, że musimy się zatrzymać, nawet chwileczkę się zdrzemnąć. Objawem mogą być także problemy ze zrzuceniem wagi tradycyjnymi metodami, takimi jak obniżanie kaloryczności posiłków czy zwiększenie aktywności fizycznej. U kobiet objawem mogą być bardzo bolesne miesiączki, w których standardowe leki rozkurczowe nie dają efektów. Także silne objawy napięcia przedmiesiączkowego czy bolesne owulacje w środku cyklu. Nad tym, czy ich problemem nie jest insulinooporność, powinny się zastanowić także dziewczyny, u których w okresie dojrzewania występował bardzo silny trądzik lub problem nadmiernego owłosienia. Taka dziewczyna może być nawet szczupła, ale jeśli kiedyś miała lub ma opisane objawy, jej problemy mogą być związane z niezdiagnozowaną insulinoopornością.

Insulinooporność może dotyczyć także osób szczupłych?

Insulinooporność to problem, który występuje najczęściej u osób z otyłością czy nadwagą, ale nie tylko. Szczupłe osoby z tą przypadłością to bardzo ciekawa grupa pacjentów. Przeprowadzono wiele badań, ale mechanizm tego zjawiska nie jest do końca poznany. Są teorie mówiące o tym, że pewne znaczenie ma tu rozmieszczenie tkanki tłuszczowej. Naukowcy z Harvardu przeprowadzili doświadczenie, w którym szczurom przeszczepiano tkankę tłuszczową w różne miejsca na ciele. Te, którym przeszczepiono tłuszcz w okolice brzuszne, miały znacznie podniesiony poziom insulinooporności. To może być pewna wskazówka.

Zagrożone byłyby osoby szczupłe, u których tłuszcz gromadzi się w okolicy brzucha?

Ta prawidłowość sprawdza się w przypadku kobiet. Czasem jest też mowa o ramionach albo pupie. Ważne, by osoby szczupłe nie bagatelizowały problemu i wiedziały, że insulinooporność może ich także dotyczyć. Także dlatego, że insulinooporność może powodować problemy tam, gdzie zupełnie byśmy się ich nie spodziewali. Jest np. wiele kobiet, które mają przez nią problemy z zajściem w ciążę. Czasem wiele lat leczą się na bezpłodność i nie wiedzą, że źródłem ich problemów mogą być zaburzenia metaboliczne.

Insulinooporność może powodować problemy z zajściem w ciążę?

Istnieje ścisły związek pomiędzy insulinoopornością i zaburzeniami jajeczkowania, czyli czymś, co w końcowej formie nazywane jest zespołem policystycznych jajników. Problem występuje zazwyczaj u kobiet otyłych, ale nie tylko. Wysoki poziom insuliny powoduje, że jajniki nie funkcjonują tak jak powinny i to przekłada się na ich zdolność do produkcji hormonów i jajeczkowania. Dziewczyny miesiączkują normalnie, ale gros ich cyklów jest bezowulacyjna.

Przy próbie zajścia w ciążę to jak loteria.

Niestety bez podjęcia odpowiedniego leczenia loteria z małą szansą na wygraną. Moje pacjentki to bardzo często kobiety, które wcześniej były u wielu ginekologów, w specjalistycznych klinikach leczenia niepłodności. Nikt nie odkrył źródła ich problemu. My diagnozujemy i podejmujemy leczenie. Kobiety wreszcie zachodzą w ciążę.

Jak długo trwa terapia?

Każdy przypadek jest inny, ale zdarza się, że już po trzech miesiącach kobieta, która wcześniej bezskutecznie próbowała zajść w ciążę, dowiaduje się że będzie mamą. Mam też pacjentkę, którą leczę od roku. Obecnie jest w trzecim miesiącu ciąży. Zanim trafiła do mnie, miała za sobą osiem lat nieudanych starań. Inna, trafiła do mnie po czterech próbach z in vitro. Bezskutecznych. Dopiero w wyniku podjętego leczenia zaszła w ciążę. W ciągu roku. W leczeniu zaburzeń płodności ważne jest holistyczne podejście do pacjenta. To dzięki niemu udaje nam się to, co gdzie indziej wydawało się już niemożliwe.

Z insulinoopornośćią mają problem głównie kobiety?

Wspomniałem o kobietach ze względu na ich wynikające z insulinooporności kłopoty z zajściem w ciążę. To ważne, żeby panie, które już długo bezskutecznie starają się o potomstwo, wiedziały, że ich problem może być spowodowany zaburzeniami metabolicznymi. Ale leczę też bardzo wielu mężczyzn. Ciekawa grupa to panowie aktywnie uprawiający sporty siłowe.

Sport to zdrowie…

…pod warunkiem że przy jego uprawianiu nie stosuje się wspomagaczy, np. hormonów anabolicznych, które, owszem, budują tkankę mięśniową, ale jednocześnie dewastują organizm, bardzo zaburzając m.in. gospodarkę metaboliczną.

Bywalcy siłowni to pana stali pacjenci?

Dziś bardzo modne jest coś, co kiedyś funkcjonowało w ścisłym podziemiu, czyli hormonalne budowanie ładnego ciała. Często robi się to na siłowniach, a czasem w zaciszu domowym. Wszędzie w zupełnie niekontrolowany sposób. Osoby, które by uzyskać masę mięśniową, stosowały mniej lub bardziej legalne wspomagacze, przychodzą do mnie ze zniszczoną wątrobą albo po by-passach w wieku 35 lat! Bardzo często ich problemem jest także insulinooporność.

Pierwsze zalecenie to odstawienie wspomagaczy…

Oczywiście, ale szkopuł w tym, że problemy często dotyczą osób, które już je odstawiły. Przychodzą mężczyźni z problemami metabolicznymi, z zachwianą gospodarką hormonalną, często z uszkodzoną wątrobą i dopiero w czasie wywiadu okazuje się, że kilka lat wcześniej, czasem w wieku dorastania, eksperymentowali z różnymi środkami do budowy masy mięśniowej. Są też pacjentki, dziewczyny, które stosowały hormony anaboliczne, androgeny. Trafiają do mnie z zupełnie zaburzoną gospodarką hormonalną i problemami metabolicznymi.

To duża grupa pacjentów?

Dużo większa niż bylibyśmy skłonni przypuszczać. To coraz poważniejszy problem, nie tylko wśród kulturystów, ale także wśród osób zajmujących się różnymi dziedzinami, w których liczy się siła mięśni czy idealny kształt ciała.

Problemy metaboliczne to coś, co można wyleczyć, czy tylko nauczyć się kontrolować?

Możemy nauczyć się je kontrolować tak, żeby nie dopuścić do zaawansowanych powikłań. Naszych pacjentów nie tylko leczymy, ale i uczymy ich, jak dbać o siebie, by problemy nie powróciły w przyszłości. To holistyczne podejście, w którym bardzo często korzystamy także ze wsparcia psychologa. To działa. Pacjenci, którym pomogliśmy, przysyłają do nas swoich przyjaciół, rodziny. Pomogliśmy już bardzo wielu osobom.

Dr n. med. Jakub Bukowczan

Absolwent Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kształcił się podyplomowo w USA, Irlandii oraz Anglii, gdzie ukończył specjalizacje z chorób wewnętrznych, endokrynologii oraz diabetologii. Członek Royal College of Physicians in London oraz Royal College of Physicians of Ireland. Posiada pełną nostryfikację dyplomu lekarskiego w USA. Odbył pospecjalizacyjny staż kliniczny w Weill-Cornell Medical College/New York Presbyterian Hospital w Nowym Jorku w specjalistycznym centrum leczenia nadwagi i otyłości. Jest członkiem wielu prestiżowych towarzystw naukowych w Europie, Wielkiej Brytanii i USA.


Artykuł powstał we współpracy z Mediqus

Artykuł został opublikowany w 28/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.


  • Partner serwisu
  • Boehringer Ingelheim

Czytaj także

 0