Tomasz M. otruł syna i samego siebie. Są wyniki sekcji zwłok

Tomasz M. otruł syna i samego siebie. Są wyniki sekcji zwłok

Dodano: 
Tomasz M. z synem
Tomasz M. z synem / Źródło: Facebook
Zdarzenie, które miało miejsce w sali zabaw na warszawskim Bemowie, wstrząsnęło opinią publiczną. Mężczyzna, który kilka dni przed zajściem był bohaterem programu „Uwaga”, otruł samego siebie oraz syna. Prokuratura zleciła przeprowadzenie sekcji zwłok, której wyniki podano we wtorek.

Jak podaje „Fakt” powołując się na wypowiedź Mirosławy Chyr, „biegły z zakresu medycyny sądowej wskazał, że do zgonu osób doszło na skutek niewydolności krążeniowo – oddechowej”. – W toku sekcji został pobrany materiał do szczegółowych badań toksykologicznych w celu ustalenia przyczyny zgonu Tomasza M. i Artura M. – dodała. I wyjaśniła, że zakres badań toksykologicznych będzie szeroki. – Są tak zwane standardowe badania, gdzie prokurator zleca ustalenie obecności takich substancji jak alkohol, czy środki odurzające. Tutaj mamy szersze spektrum – podsumowała.

„Wszyscy chcą ze mnie zrobić wariata”

Do tragedii doszło na warszawskim Bemowie w niedzielę 25 listopada po godzinie 17. Do wyznaczonego przez sąd spotkania ojca dziećmi doszło na sali zabaw. Wszystkiemu przyglądał się wyznaczony do sprawy kurator, bowiem na co dzień opiekę rodzicielską sprawuje w tym przypadku matka. W pewnym momencie 35-letni Tomasz M. zabrał 4,5-letniego syna do łazienki. Tam miał zażyć substancję chemiczną o nieznanym jeszcze składzie. Tę samą truciznę podał dziecku. Obaj zmarli.

W piątek 23 listopada 35-latek umieścił na  list otwarty do Sądu Okręgowego we Wrocławiu, który wcześniej wydał mężczyźnie zakaz przebywania z dziećmi bez udziału kuratora. „Obserwując poczynania Sądu można odnieść wrażenie, że nikomu nie zależy na uspokojeniu sprawy i zażegnaniu konfliktu, który osiągnął już chyba apogeum. Jakim prawem Państwo reglamentujecie czas, jaki mogę spędzać z moimi dziećmi. Taki stan rzeczy powoduje frustrację i w dalszym ciągu tylko zaognia konflikt” – napisał Tomasz M.

„Wszyscy chcą ze mnie zrobić wariata i psychopatę tylko dlatego, że domagam się równouprawnienia i prawa do opieki nad moimi biologicznymi dziećmi. Nie zrezygnuję z moich dzieci nigdy i mojej postawy nie zmienię i będę trwał przy moich dzieciach” – dodał.

Wystąpił w „Uwadze”

Dzień przed publikacją listu nastąpiła emisja programu „Uwaga”, w którym pojawił się Tomasz M., oraz pani Justyna, która była w trakcie rozwodu z mężczyzną. Okazało się, że 35-latek miał prokuratorskie zarzuty. Dotyczyły one uporczywego nękania małżonki i dzieci, nachodzenia w domu rodziny i znajomych żony. Najpoważniejszy zarzut dotyczył uprowadzeń rodzicielskich czteroletniego synka. Uprowadzenia za każdym razem kończyły się interwencją policji. – Porwań było dużo, nawet nie liczyłam. Jeździł za mną i za dziećmi do parków, na place zabaw. Pojawiał się wszędzie – mówiła pani Justyna.

W rozmowie z dziennikarzami Tomasz M. utrzymywał, że „nie jest wariatem”. – Nie jestem człowiekiem, który mógłby zrobić coś sobie, albo dziecku. Nie jestem osobą, która może robić skrajne rzeczy – przekonywał.

Czytaj także:
„Uwaga!” TVN: Porwania, kłótnie i groźby samobójstwa. Tak wygląda spór o opiekę nad dziećmi

Czytaj także