Pacjentka z podejrzeniem koronawirusa skarżyła się na procedury. Minister zdrowia reaguje

Pacjentka z podejrzeniem koronawirusa skarżyła się na procedury. Minister zdrowia reaguje

Dodano: 1
Anna Morawska
Anna Morawska / Źródło: Facebook / Anna Morawska
W rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” Łukasz Szumowski odniósł się do sprawy Anny Morawskiej z Krotoszyna, która twierdzi, że czekała 88 godzin na wyniki testów na zakażenie koronawirusem. Zdaniem ministra zdrowia doszło do chaosu, którego winą padła pacjentka.

– Sytuacja jest dla wszystkich nowa i stresująca. Personel szpitala powinien wykazać się spokojem. Tymczasem mieliśmy chaos i niepokój, których ofiarą padła pacjentka. Do tego nigdy nie powinno dojść. Wystarczyło przestrzegać procedur wskazanych przez głównego inspektora sanitarnego. NFZ powołał już specjalny zespół monitorujący prawidłowość działań placówek opieki zdrowotnej przy podejrzeniu zarażenia koronawirusem – powiedział minister zdrowia w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”. Łukasz Szumowski dodał, że pacjentka powinna być leczona i powinien być jej zapewniony komfort i bezpieczeństwo. – Z naszych ustaleń wynika, że nie było ryzyka, że jest zarażona koronawirusem, więc powinien się nią zaopiekować personel szpitala w Krotoszynie, tak jak każdym chorym z infekcją – zapewnił szef resortu zdrowia.

Łukasz Szumowski komentując doniesienia kobiety, że czekała na wyniki badań 88 godzin powiedział, że „odnośnie czasu, w którym prowadzone jest badanie na obecność koronawirusa, to ten standard to 18 godzin”. – Państwowy Zakład Higieny przyjmuje próbki całą dobę, choć badania są uruchamiane w momencie, jak skończy się poprzednie. I pamiętajmy, że w medycynie i diagnostyce przypadek przypadkowi nierówny. Czasem trzeba powtórzyć badanie, czasem trzeba pobrać więcej próbek. Najważniejszy jednak nie jest czas, ale prawidłowa diagnostyka – dodał minister.

O co chodzi w sprawie pacjentki?

O przyjęciu pacjentki z zaburzeniami funkcjonowania układu oddechowego poinformował oficjalnie 25 lutego szpital w Krotoszynie. „Pacjentka przyjęta została na SOR, z objawami grypopodobnymi (kaszel, podwyższona temperatura, duszność). W trakcie wywiadu przeprowadzonego przez personel okazało się, że osoba tam przebywała w ostatnim czasie we Włoszech” – czytamy w komunikacie Sławomira Pałasza, rzecznika prasowego SPZOZ w Krotoszynie. Kierując się zaleceniami ministerstwa zdrowia, szpital odizolował pacjentkę, a na oddziale wprowadzono reżim sanitarny. Kierownick SOR-u skontaktował się z trzema szpitalami zakaźnymi, informując o stanie pacjentki. „Szpitale zakaźne nie znalazły podstaw do przyjęcia pacjentki, zalecając dalszą obserwację w Krotoszynie” – informował 25 lutego rzecznik szpitala.

Oczekiwanie na wynik

Kobieta pozostała więc w Krotoszynie, a pobrane od niej próbki wysłano do Warszawy, gdzie przeprowadzane są testy na obecność koronawirusa SARS-CoV-2. Jeszcze o godz. 9:45 Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Krotoszynie informował, że nie posiada wyników badań, choć te, według wcześniejszych informacji, miały zostać przekazane przez Państwowy Zakład Higieny w Warszawie w piątek 28 lutego do godz. 10-12. „Mimo wielu telefonów do laboratorium ze strony lekarza wyznaczonego do kontaktu z PZH, wiemy jedynie tyle, że badania są w trakcie wykonywania” – informowano. W końcu w sobotę pojawiły się wyniki badań – u pacjentki nie stwierdzono koronawirusa SARS-CoV-2. W trakcie jej stan uległ poprawie.

Z perspektywy Anny Morawskiej

Kobiet, która przebywa w szpitalu w Krotoszynie, opublikowała na Facebooku nagranie, na którym opowiedziała, jak proces diagnozowania wyglądał z jej perspektywy. Anna Morawska skarży się w nagraniu na procedury i przewlekłość działań związanych z diagnostyką, podkreślając jednak, że personel szpitala w Krotoszynie stanął na wysokości zdania, jej zdaniem zawiodły procedury. – Nie nagrywam tego filmiku, żeby wzbudzić panikę, ale żeby pokazać, jak w Polsce wykrywa się i leczy koronawirusa w porównaniu z tym, jakie mamy informacje dostarczane przez media i rząd – zapowiedziała. Podkreśliła przy tym, że przez ostatnie dni ją i personel szpitala spotkała ogromna liczba absurdów.

facebook

– Problem w tym, że mimo jednoznacznych objawów koronawirusa i przebywania w północnych Włoszech trzy tygodnie wcześniej, żaden ze szpitali nie chciał mnie przyjąć – mówi kobieta. – Dlaczego? Jedyny argument, który usłyszałam: okres wylęgania wirusa to 14 dni. Ja wróciłam z Włoch 21 dni temu. Nieważny był mój stan, objawy jednoznacznie wskazujące na koronawirusa, to, że każdy organizm jest inny, ani to, że parę dni wcześniej wróciłam z kolejnej podróży zagranicznej. Ważne były „widełki” 14 dni – opisuje Anna Morawska.

W końcu podjęto decyzję, by sprawdzić, czy kobieta ma grypę. Testy dały ujemny wynik, co miało oznaczać przewiezienie jej do szpitala zakaźnego na dalszą diagnostykę. – Kolejne telefony, mija czas, a ja nadal na kozetce bez miligrama leków – relacjonowała pani Anna. Jak dodała, nadal nie oznaczało to decyzji o przyjęciu jej na oddział szpitala zakaźnego. Zapadła decyzja, by wymazy pobrać w szpitalu w Krotoszynie i przesłać je do Warszawy, by tam przeprowadzić testy na obecność koronawirusa SARS-CoV-2. Kolejnym problemem był jednak czas pracy laboratorium Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie – próbki przyjmowano do godz. 15. – Koronawirus od 15 ma wolne – ironizowała kobieta, przyznając, że lekarze w Krotoszynie mieli związane ręce przez procedury.W końcu kobietę przewieziono do izolatki, gdzie rozpoczęto leczenie. Anna Morawska twierdzi, że do pobierania wymazów został przeszkolony wyłącznie personel szpitali zakaźnych, a pielęgniarki z Krotoszyna musiały je pobrać, choć „nie powinny się w takiej sytuacji znaleźć”.

Czekanie na wynik

Kolejnym problemem było długie oczekiwanie na wyniki. Pani Anna twierdzi bowiem, że nie było pewne, czy próbki zostaną przebadane, bowiem ponownie pojawiał się problem formalny – kobieta wróciła z Włoch 21 dni temu, nie 14. Nie brano pod uwagę, że w tym czasie ponownie podróżowała. Na wynik testów trzeba było czekać do soboty. – Lekarz od środy paręnaście razy dziennie dzwoni do laboratorium w Warszawie – relacjonowała kobieta. Pół godziny po opublikowaniu przez nią nagrania, Anna Morawska zamieściła na Facebooku informację, że po 88 godzinach od pobrania wymazu przyszedł wynik z Warszawy – u kobiety nie stwierdzono SARS-CoV-2. – Koronawirus nas nie wykończy. Wykończą nas 82 godziny (tyle upłynęło w momencie powstawania nagrania – red.) czekania na wynik. Tak rewelacyjnie jesteśmy przygotowani – zakończyła swoją relację Anna Morawska.

Czytaj też:
Polka wróciła z Mediolanu z objawami koronawirusa. Są wyniki badań

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
-
 1

Czytaj także