Były szef PKW o wyborach w czasach epidemii

Były szef PKW o wyborach w czasach epidemii

Dodano: 
Wojciech Hermeliński
Wojciech Hermeliński / Źródło: Newspix.pl / Grzegorz Krzyżewski
– Wybory prezydenckie powinny być przesunięte na inny termin – uważa były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński.

Problem terminu od kilku dni nurtuje polityków. Kandydaci opozycyjni uważają, że wybory trzeba odłożyć na czas po epidemii . Strona rządząca twierdzi, że nie ma takiej potrzeby. Jedni i drudzy mają swoje argumenty, czasami przyziemne. Opozycja martwi się, że prezydent Andrzej Duda, który walczy o reelekcję, na razie zyskuje w sondażach – pokazuje się w mediach, wygłasza orędzia, konsultuje się z rządem, mimo zagrożenia koronawirusem jeździ po Polsce, choć nie na spotkania wyborcze tylko ze służbami zaangażowanymi w walkę z epidemią. Słowem jest widoczny, a inni kandydaci nie.

Obóz rządzący odbija piłeczkę i twierdzi, że kampanię można prowadzić za pośrednictwem internetu, w mediach społecznościowych. A ponieważ Polacy są zamknięci w domach i śledzą wszystkie informacje, zatem kandydaci opozycji mają publiczność dużą jak nigdy. Rzecz w tym, że ich popularność spada, więc chcą przełożenia wyborów. Czy strony mają rację czy nie, wydaje się, że wybory 10 maja mogą być trudne do utrzymania – przede wszystkim z powodów organizacyjnych.

Były szef PKW zwraca uwagę na prawa obywatelskie – gdyby tak się zdarzyło, że w maju epidemia szalałaby w Polsce w najlepsze i np. domowej kwarantannie podlegałoby kilkadziesiąt tysiący osób, to nie mogłyby zagłosować, a to byłoby pogwałceniem ich czynnego prawa wyborczego.

Ale są też argumenty bardziej prozaiczne np. kwestia organizacji wyborów. Żeby wybory prezydenckie się odbyły trzeba do komisji zwerbować 250 tys. osób, a to może się po prostu nie udać. Na dodatek takie osoby powinny przejść szkolenia, zwykle organizowane w wielkich salach.Kto się zdecyduje na udział w takim szkoleniu w dobie epidemii? Są też inne problemy.

Katarzyna Piekarska, posłanka Koalicji Obywatelskiej kilka dni temu złożyła w Sejmie interpelację do premiera, w której zapytała m.in czy istnieje plan zabezpieczenia przeprowadzenia wyborów, czy do pomocy zostaną skierowane służby mundurowe (policja i wojsko), czy w razie wysokiej frekwencji wyborczejzostaną np. ustanowione limity osób przebywających w lokalach wyborczych, czy przed wejściem do lokali planowane jest przeprowadzanie badania kontrolnego, takiego jak na przejściach granicznych.

To są pytania zasadne, na które rząd będzie musiał sobie odpowiedzieć, gdyby upierał się przy majowych wyborach. Przykładowo bowiem policja została już obciążona dodatkowymi obowiązkami – sprawdzaniem czy ludzie zobowiązani do kwarantanny siedzą w domach i pilnowaniem by do szpitali zakaźnych nie wchodziły osoby niepowołane. Angażowanie funkcjonariuszy do zabezpieczenia wyborów mogłoby spotkać się z ich żywą niechęcią.

Mimo tych problemów obóz rządzący twardo trzyma się scenariusza, że pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się 10 maja. Bez wątpienia będzie z tego awantura polityczna i padną ciężkie oskarżenia, że Zjednoczona Prawica łamie konstytucję oraz wykorzystuje epidemię, aby utrzymać urząd prezydenta na następne 5 lat. Ale na takie oskarżenia obóz rządzący jest już uodporniony.

Źródło: Wprost

Czytaj także

 0