Skalpel życia i śmierci

Skalpel życia i śmierci

Dodano: 
Operacja, zdj. ilustracyjne
Operacja, zdj. ilustracyjne
Jeżeli chirurg źle zoperuje chorego z nowotworem, nie pomogą mu nawet najlepsze programy lekowe – mówi prof. Adam Dziki, chirurg specjalizujący się w operacjach jelita grubego.

Jaką rolę odgrywa ręka chirurga w leczeniu onkologicznym?

Zasadniczą. Błędu chirurga i źle wykonanej operacji nie da się niczym naprawić. Choremu nie pomogą wtedy nawet najlepsze programy lekowe. W przypadku nowotworów operacyjnych, a nie zaawansowanych, które do operacji się nie kwalifikują, podstawą leczenia onkologicznego jest chirurgiczne usunięcie guza. Radioterapia i chemioterapia to leczenie wspomagające, poprawiające wyniki o kilka procent.

Jak ocenia pan poziom chirurgii onkologicznej w Polsce?

Źle. Zapadalność na nowotwory nie jest u nas dużo większa niż w innych krajach Europy. Jest przeciętna, ale wyniki leczenia mamy prawie najgorsze w Europie.

Dlaczego?

Bo polscy chirurdzy są niedouczeni, uważają, że potrafią zoperować wszystko – raka mózgu, macicy, nerki, wątroby, sutka. A ktoś, kto uważa, że zna się na wszystkim, nie zna się na niczym. Lekarz, który specjalizuje się w operacjach sutka, nie wykona dobrze operacji trzustki czy wątroby. I jeśli jest mądry, to nie będzie się do tego rwał. Na całym świecie istnieje tzw. chirurgia narządowa – chirurg specjalizuje się w operacjach żołądka, przełyku, piersi, jelit, wątroby i trzustki itd. I dzięki temu ma najlepsze wyniki leczenia w tej dziedzinie.

Dlaczego w Polsce te wyniki są gorsze niż w innych krajach?

Mamy zły system edukacji. Specjalizację z chirurgii robi się przez sześć lat i dobrze wykształcony chirurg onkolog powinien umieć zoperować każdy nowotwór – tarczycy, prostaty, wątroby, nerki, płuca itd. Ale to tylko teoria, bo to jest niemożliwe. Problem w tym, że nasi chirurdzy w większości tak właśnie uważają, sądzą, że potrafią zoperować każdy narząd. Specjalizacja z chirurgii onkologicznej to przestarzały twór.

Jak pana zdaniem powinna wyglądać dobra edukacja chirurgów?

Powinno istnieć centrum lub centra akredytacyjne, skupiające kilka szpitali powiązanych umowami. Młody człowiek powinien mieć obowiązek uczenia się na różnych oddziałach, spędzać pod okiem specjalistów po pół roku i mieć możliwość używania skalpela. Dzisiaj jest to ograniczone ze względu choćby na brak umów między szpitalami. Jednak samo obserwowanie operacji to ważna część edukacji, ale można to robić, oglądając światowych mistrzów na filmach edukacyjnych. Chirurg powinien spędzać jak najwięcej czasu na oddziale i praktykować, praktykować, praktykować. Początkującemu nie jest łatwo, dobrze to pamiętam, choć minęło 40 lat. „Niech pan odsunie głowę, panie kolego, bo pan zasłania” – słyszałem na sali operacyjnej.

Co pan wtedy robił?

Zaglądałem tak, żeby nie zasłaniać. Uczyłem się, obserwując. Mnóstwo czytałem. Udało mi się wyjechać do USA na trzyletnie stypendium Fulbrighta i to doświadczenie zmieniło wszystko. Pracowałem z chirurgiem, który operował Ronalda Reagana, z najlepszymi specjalistami chirurgii kolorektalnej [zajmującej się schorzeniami jelita grubego, odbytu i odbytnicy – red.], bo wiedziałem od początku, że tochcę robić. W Stanach przez trzy lata każdy chirurg robiący specjalizację miał po 15 dyżurów w miesiącu. Jeśli chciał załatwić sprawę w banku, brał urlop. Nie żenił się aż do zrobienia specjalizacji, bo nie miał czasu, ale kończył ją świetnie wyedukowany. W USA chirurg musi pracować 80 godzin tygodniowo. W Polsce według przepisów minimum 48 godzin, ale to za mało. Nie można być dobrym chirurgiem, nie spędzając setek godzin na bloku. Ja pracowałem po 12 godzin na dobę. Byłem młodym szefem, osobiście sprawdzałem stan chorych rano i wieczorem, pilnowałem wszystkiego. Pierwszy w Polsce zrobiłem europejską specjalizację z chirurgii kolorektalnej, bo u nas do dziś ona nie istnieje. Poza mną tylko trzech polskich lekarzy zdało taki egzamin europejski.

Jak można oceniać jakość chirurgii?

Oceniając wyniki leczenia na oddziale, m.in. liczbę powikłań, czas pobytu chorego w szpitalu, odsetek wznów miejscowych, odsetek przeżyć. I tak robi się we wszystkich krajach, w których chirurgia jest na wysokim poziomie, np. w Szwecji, Holandii, Wielkiej Brytanii.

I co wynika z takiej oceny?

Jeśli ktoś ma słabe wyniki, to wypada z gry. Najbogatszych krajów świata nie stać na marnowanie pieniędzy, więc wszędzie tam są zarządzenia i dyrektywy, w jakim ośrodku chory z danym schorzeniem powinien być operowany. W Polsce ich nie ma. U nas oddziały chirurgii narządowej są tylko w Centrum Onkologii w Warszawie. Natomiast w całym kraju w szpitalach są oddziały chirurgii onkologicznej, gdzie operuje się wszystko. I tak samo jest finansowany zarówno oddział z dobrymi wynikami leczenia, jak i ten, na którym śmiertelność sięga 20 proc.! Polscy chirurdzy zresztą nie chcą się poddawać ocenie jakości leczenia tak jak koledzy na Zachodzie. Jeżeli szpital powiatowy wykonuje trzy operacje raka odbytnicy w ciągu roku, to skazujetych chorych na śmierć. Bo jakie można mieć doświadczenie, operując trzech chorych w roku?

Specjalizacja powinna być scentralizowana w konkretnych szpitalach?

To nie muszą być duże ośrodki, mogą być choćby powiatowe, ale niech robią jedną rzecz doskonale. Na przykład szpital w Kielcach może być najlepszy w leczeniu raka tarczycy, więc pacjent niech jedzie właśnie tam, bo w tym szpitalu są najlepsi chirurdzy, najmniej powikłań i najkrócej się leży. To wszystko oznacza oszczędności. Ośrodki same powinny deklarować, w czym chcą się specjalizować. Ale lekarze tam pracujący muszą być dobrzy i operować w ciągu roku minimum stu chorych. Bo nie można być świetnym we wszystkim, no chyba że jest się Panem Bogiem. A czym różni się w Polsce chirurg od Pana Boga? Tym, że Panu Bogu nie wydaje się, że jest chirurgiem.

Jaki powinien być dobry chirurg?

Bardzo dobry chirurg tym różni się od dobrego, że operuje głową. Jego myśl wyprzedza ruch ręki, bo zdaje sobie sprawę, jakie skutki może spowodować ten ruch. Nie wystarczy ciąć, tak jak kiedyś widział i jak się nauczył raz na zawsze. Bardzo dobry chirurg potrafi również dobrze zakwalifikować pacjenta do operacji i prowadzić go po niej. Wie, kogo nie należy operować – nie mówię o nowotworach – bo czasem przy podejrzeniu wyrostka wystarczy podać leki i już nie trzeba będzie ciąć. Bardzo dobry chirurg operuje to, na czym zna się najlepiej, a jeśli nie jest w czymś specjalistą, to odeśle chorego do odpowiedniego ośrodka. Nie ma rozbuchanegoego, uczciwie analizuje swoje wyniki leczenia i poddaje się weryfikacji zewnętrznej.

Jak szukać dobrego chirurga?

Najlepiej sprawdza się poczta pantoflowa, ktoś kogoś zoperował, był zadowolony i poleca tego lekarza. W internecie opinie pisują o sobie również sami lekarze i ich rodziny.

Ile warto i można czekać na operację u dobrego chirurga?

Nowotwór rośnie dziesięć lat, więc dwa-trzy tygodnie nie zrobią różnicy, ale dłużej nie wolno czekać.

Czy chirurg to u nas intratny fach?

Dobry chirurg zarabia godziwie, ale pieniądze przychodzą z czasem. Liczba chirurgów spada, bo na początku pieniądze są w chirurgii takie jak np. w dermatologii czy okulistyce, a praca ciężka fizycznie i w dodatku grozi odpowiedzialność sądowa. Dzisiaj każdy z byle zropiałą raną biegnie do sądu po odszkodowanie. Lekarze zarabiają dobrze, ale jest to okupione tytaniczną pracą, a jeśli ktoś chce od razu dużych pieniędzy, niech idzie do biznesu.

Miewał pan porażki?

Jak każdy. Podczas jednej z moich pierwszych operacji – chodziło o zespolenie nerwów lędźwiowych – doszło do znacznego krwawienia i pacjent po kilku dniach zmarł. Inne były czasy, możliwości, szwy, inne oddziały intensywnej opieki. Do dzisiaj pamiętam nazwisko tego pacjenta. Jeżeli po chirurgu spływają jego porażki, to powinien przestać operować. Każdy powinien analizować swoje niepowodzenia.

Jak pan sądzi, jest pan dobrym szefem?

Wydaje mi się, że niezłym. Kilka lat temu jeden z tygodników przeprowadził badanie wśród młodych chirurgów, pytając, gdzie chcieliby pracować. Ja ten ranking wygrałem. Ośmiu kolegów po specjalizacji w mojej klinice zostało ordynatorami. Mam bardzo młody zespół. Wysyłam rezydentów na szkolenia, daję im operować. Szkolę zespół tak, by wszystko szło jak należy, bez względu na to, czy jestem na oddziale, czy mnie nie ma. Widziałem w życiu już tyle porażek, upadków karier, że nie myślę o sobie: co to nie ja. Niedługo zbieram się na emeryturę, bo wyznaję zasadę, że trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny niepokonanym. A nudzić się nie będę. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 10/2018
Więcej możesz przeczytać w 10/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0