Nauka to baza do rozwoju ludzkości
Materiał partnera

Nauka to baza do rozwoju ludzkości

Dodano: 
Prof. Agnieszka Chacińska
Prof. Agnieszka Chacińska / Źródło: Archiwum Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej
Rozmowa z Panią Profesor Agnieszką Chacińską, profesor nauk biologicznych, specjalistką z zakresu biologii molekularnej oraz biochemii.
Zofia Szkarłat

Prof. Agnieszka Chacińska jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Warszawskiego i członkiem korespondentem Polskiej Akademii Nauk. Była pracownikiem naukowym Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie oraz Uniwersytetu we Fryburgu w Niemczech. Zrobiła doktorat w Instytucie Biochemii i Biofizyki PAN. W latach 2017-2019 była Dyrektorem Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego (CeNT).

Autorka ponad 70 prac opublikowanych w najbardziej prestiżowych czasopismach naukowych – Nature, Cell i Science, regularnie zapraszana do wystąpień na międzynarodowych konferencjach i w najlepszych ośrodkach akademickich świata.

Laureatka prestiżowego grantu Fundacji na rzecz Nauki Polskiej o nazwie ReMedy, wartego prawie 40 mln złotych i finansującego program Międzynarodowej Agendy Badawczej. Program ReMedy, realizowany jest od ponad dwóch lat w Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego. Jego celem jest zapewnienie najwyższego poziomu badań oraz skutecznego transferu ich rezultatów dla dobra społeczeństwa i gospodarki m.in. przez międzynarodową rekrutację naukowców, kluczową rolę doradczą ciała złożonego ze światowej klasy uczonych, a także podwyższanie standardów organizacyjnych nauki.

Pani Profesor, jakie przełożenie ma nauka podstawowa na praktykę? Czy przynosi realne korzyści społeczeństwu w rozumieniu społecznym i gospodarczym?

Agnieszka Chacińska: Nauka podstawowa to nie tylko badania zamknięte w czterech ścianach laboratoriów. Wyniki tych badań trzeba szeroko prezentować, publikować i patentować. Ważne badania na wysokim poziomie przyczyniają się do lepszego zrozumienia świata, także świata wewnątrz naszego ciała. Takie nowatorskie badania podstawowe mają lub będą mieć następnie realne przełożenie na praktykę np. na rozwiązywanie problemów medycznych nurtujących nasze społeczeństwo. To szczególnie istotne teraz – także z punktu widzenia pandemii, jaka nas dotyka. Kwestie medyczne determinują społeczeństwo od zawsze, ale dziś widać to bardzo plastycznie.

Wraz z prof. Magdą Konarską przewodzę agendzie badawczej ReMedy, a wcześniej przez lata zarówno w Niemczech, jak i w Polsce kierowałam zespołem naukowym działającym w obszarze biologii molekularnej komórki i biochemii. Nasze odkrycia cieszą się dużym zainteresowaniem międzynarodowego środowiska naukowego i przekładają się na bardzo konkretne pomysły nowych terapii chorób.

Tematyka badań obecnie prowadzonych w moim laboratorium, a także w laboratoriach ReMedy, ma na celu zaproponowanie nowych strategii zapobiegania i leczenia wielu chorób cywilizacyjnych. A to jest temat po pierwsze bardzo praktyczny z perspektywy społeczeństw, a po drugie – niestety – coraz bliższy każdemu z nas. Środowisko, w jakim żyjemy, a także dostępność leków i terapii, spowodowały wydłużenie życia kolejnych pokoleń. Żyjemy długo, ale borykamy się z chorobami, których występowanie znacząco wzrosło w ostatnich dekadach: cukrzyca, choroby serca, nowotwory czy choroby neurodegeneracyjne, jak choroba Alzheimera. Jeśli więc zadamy pytanie, czy nauka podstawowa jest obecnie potrzebna, odpowiem – jak najbardziej; jest konieczna! Nie potrafimy leczyć części chorób wymienionych powyżej. Dla części jest dostępne tylko leczenie objawowe, o zmiennej skuteczności. Bardzo ważny przykład to choroba Alzheimera. Tu poza nieskutecznym leczeniem objawowym ciągle nie mamy dobrego pomysłu, jak naprawę leczyć, ani nawet jak wcześnie wykryć czy zapobiegać tej chorobie. Nie mamy tego pomysłu, bo nie wiemy, co się dzieje w naszych neuronach. Chcemy zdobyć wiedzę, jakie mechanizmy szwankują, doprowadzając do degeneracji naszego mózgu dużo wcześniej zanim zaobserwujemy pierwsze „zewnętrzne” symptomy degeneracji. Pokuszę się o stwierdzenie, że nauka podstawowa daje podwalinę do badań, bez których nie może rozwijać się prawidłowo cywilizacja – w rozumieniu zarówno społecznym, jak gospodarczym. Nie powinien więc dziwić fakt, że kraje o najmocniejszej gospodarce mają także najlepiej rozwiniętą naukę podstawową. To nie przypadek.

Skoro waga procesów badawczych dla społeczeństwa jest tak duża, logiczne wydaje się, że trzeba sięgać po więcej, być ambitnym. Jakie warunki trzeba spełniać w Polskich realiach, by maksymalizować efektywność zespołów?

ACH: Należy zaznaczyć, że warunki te nie są unikalne dla Polski. Standardy działania powinny być identyczne bez względu na lokalizację. Potrzebne są fundusze. Co więcej, jeśli nie zadbamy o ich skierowanie na innowacyjne badania o wysokim poziomie, środki zostaną zmarnowane. To przepis dla każdej nauki – podstawowej czy nie, biologii molekularnej czy innych dziedzin. Przede wszystkim konieczna jest dobrze wykwalifikowana i kreatywna kadra naukowa. Zespoły badawcze powinny działać w sposób interdyscyplinarny. To bardzo ważne, ponieważ tylko wtedy następuje samoistny rozwój – naukowcy uczą się od siebie i czerpią z zagadnień wychodzących daleko ponad ich własną dyscyplinę. Drugi filar to zdrowa konkurencja. Ona determinuje postęp, szukanie rozwiązań i dążenie do odpowiedzi. To także konkurencja o najlepszą kadrę, i to konkurencja na arenie międzynarodowej.

Konkurencja? To chyba trudne w realiach polskiej nauki? Konkurencja wśród naukowców wciąż rozumiana jest jako zjawisko negatywne.

ACH: W nauce jest konkurencja. Ona determinuje postęp i dążenie do szukania nowych dróg, a także wykorzystywania odpowiedzi, których nauka dostarcza. Ale to musi być motywująca, uczciwa konkurencja. W Polsce wśród dużej części naukowców wciąż brakuje chęci zrozumienia faktu, że międzynarodowa nauka jest bardzo konkurencyjna, nie tylko w aspekcie finansowania, ale także pierwszeństwa w odkryciach. Wielu naukowcom w Polsce nie służy zauważenie standardów międzynarodowych. Nie są konkurencyjni. Ta krytyka nie jest nieuzasadniona. Polska ma żenująco niski sukces w zdobywaniu funduszy europejskich przeznaczonych na naukę. Polska nauka musi więc tę konkurencyjność poprawić – bo ma służyć społeczeństwu i konkurencyjnej gospodarce, z których to czerpie fundusze i do których trafiają jej rezultaty. W Polsce wygrają te instytucje naukowe, które dostrzegą potrzebę dążenia do podwyższenia poziomu, a tym samym konkurencyjności nauki. Z punktu widzenia instytucji, żeby tak się stało, muszą zostać spełnione określone warunki – nie mogą istnieć przeszkody biurokratyczne, dobrana musi zostać kadra zarządcza i administracyjna z odpowiednim podejściem oraz wiedzą na temat drogi do osiągnięcia celu oraz koniecznych mechanizmów. Co ważne, procesy należy realizować dynamicznie. Nie można osiąść na laurach. Mówienie, że jest świetnie jest zakłamywaniem rzeczywistości. Jednorazowe akty też niewiele zmienią. Dążenie do bycia lepszym i bardziej konkurencyjnym z punktu widzenia instytucji jest procesem a nie zdarzeniem. Liczy się czas, żeby nie stracić szansy na odkrycia.

Co to znaczy? Przecież nauka to proces długotrwały…

ACH: To prawda. I powinien być ciągły, nieprzerwany. Jedno odkrycie powinno pociągać za sobą kolejne. Środowisko naukowe musi pozbyć się błędnego poczucia, że jeśli nie zrealizujemy zadania teraz, to możemy zrobić to za trzy miesiące lub za pół roku. Często jest to już wtedy niemożliwe lub nie ma sensu, bo odkrycia dokonał ktoś inny. Jeśli nie wyjdziemy naprzeciw potrzebie tu i teraz – stracimy szansę. Szansy nie mogą czekać. W nauce opóźnienie zawsze powoduje stratę, czasami nieadekwatnie dużą. I znowu wracamy do wcześniejszej refleksji: żeby działać kreatywnie, dynamicznie, ludzie tworzący zespoły muszą mieć swobodę działania, nie mogą walczyć z biurokracją własnych jednostek naukowych i urzędów.

Wiele instytucji jest obecnie zarządzanych i administrowanych w sposób przestarzały i niezbyt wydajny. W efekcie naukowcy borykają się z problemami natury organizacyjnej, a powinni skupiać się na osiągnięciu celów nauki, do których narzędziem jest realizacja projektów badawczych. Nauka jest międzynarodowa i potrzebne jest umiędzynarodowienie nauki polskiej. Do tego trzeba sprawnej, przyjaznej, otwartej i anglojęzycznej administracji, wspierającej uczonych w czynnościach organizacyjnych. Sam proces przygotowania wniosków o finansowanie oraz raportowanie zaoszczędza naukowcom wiele czasu i jest znacznie łatwiejszy, jeśli naukowcy otrzymują wsparcie od wykwalifikowanych pracowników administracyjnych.

Czyli nauka nie powinna mieć granic terytorialnych?

ACH: Absolutnie nie powinna! Oczywiście, jeśli zespół pod flagą Polski dokona przełomowego odkrycia, to wspaniała rzecz – nie tylko w rozumieniu ideowym, ale także gospodarczym, ponieważ odkrycie czy wynalazek może stać się efektywny biznesowo. Wtedy kraj i jego obywatele zarabiają. Musimy jednak pamiętać, że nauka, tak jak gospodarka, jest globalna. Pozytywne rezultaty pracy naukowej odnoszą się do całej społeczności świata. Dlatego, jak wspomniałam wcześniej, konkurencję należy widzieć z perspektywy pozytywnej, motywującej, choć istnieją również jej ciemne strony. Nie do zaakceptowania jest jednak, w szczególności w naukach ścisłych, przyrodniczych i medycznych, odrzucanie porównania swojej pracy do międzynarodowych standardów. Fundusze kierowane na taką naukę idą w błoto. Trochę pokory w kontekście porównywania się z innymi naukowcami na świecie nie zaszkodzi nikomu. Zrozumienie konkurencyjności nauki gwarantuje szukanie najlepszych uczonych do tworzenia nowych zespołów i rekrutowanie do zespołów znamienitych naukowców z różnych dziedzin i krajów. Choćby mieli być lepsi od szefa. Muszą o tym pamiętać liderzy zespołów, a często niestety – zdarza im się zapominać. Należy jednak skupiać się na pozytywach. Jestem i zawsze byłam dumna z grupy naukowej, którą kieruję. Moim celem jest także bycie dobrym mentorem młodych współpracowników. Chcę, by na skutek naszych relacji przekształcili się w pełni dojrzałych „kreatorów” postępu, w tym naukowców zdolnych do podjęcia własnej ścieżki badawczej, odpowiedzialności za młodszych, nowych wyzwań. Nie jest to proces łatwy i nie da się uniknąć się błędów. Zachęcam jednak szefów grup naukowych, aby i w tej sferze widzieli swoją rolę. Warunkiem wysokiego poziomu nauki jest udział w kształtowaniu następnych pokoleń kreatywnych pracowników.

W jakich obszarach działa Pani obecnie najintensywniej? Czy możemy spodziewać się przełomowych odkryć?

ACH: Obecnie kierowany przeze mnie zespół z Uniwersytetu Warszawskiego, działający w obrębie ReMedy, zajmuje się badaniami, które wykorzystują nasz pomysł dotyczący leczenia tzw. chorób mitochondrialnych. Choroby mitochondrialne występują rzadko, najczęściej u dzieci, ale mają bardzo ostry przebieg i często prowadzą, niestety, do przedwczesnej śmierci. Ich podstawą genetyczną jest brak funkcji białek mitochondrialnych, najczęściej zaangażowanych w oddychanie komórkowe i produkcję energii. Pomysł oparty na naszych oryginalnych badaniach naukowych jest obecnie patentowany i w zeszłym roku został opublikowany w prestiżowym czasopiśmie naukowym. Wykorzystujemy mechanizmy komórkowe i widzimy, że nasz pomysł działa na prostych modelach – zatem już możemy mówić o przełomowym odkryciu. Dotąd nie było możliwości leczenia tych chorób. Rezultaty są bardzo obiecujące i – tak jak wspominałam – mają znaczenie globalne.

Jednak to dopiero początek drogi. Teraz należy przełożyć odkrycia na badania kliniczne. Te z kolei mogą jednak okazać się trudne z racji rozproszenia pacjentów w różnych krajach oraz często szybkiego i ostrego przebiegu choroby. W takich sytuacjach możliwe są terapie eksperymentalne, oparte na indywidualnych decyzjach lekarzy prowadzących. Teraz zamierzamy wykonać kolejne badania – tym razem nad zrozumieniem i wykluczeniem efektów ubocznych naszej strategii. W tym celu otrzymaliśmy grant NCN. Jesteśmy w kontakcie z rodzinami dzieci. Te osoby są żywo zainteresowane wdrożeniem terapii. Zaczynamy też promocję naszego odkrycia wśród lekarzy bezpośrednio czuwających nad pacjentami. Wspólne działania z pacjentami i lekarzami prowadzimy w ramach działań założonej przez nas Fundacji ReMedy+. W tych działaniach potrzebujemy innej ekspertyzy i innych warunków, niż te dostarczone przez środowisko akademickie. Schemat naszego postępowania dowodzi moich wcześniejszych słów i konieczności działań ponadterytorialnych i interdyscyplinarnych, a także konieczności wydajnej organizacji. Bez współprac międzynarodowych nasze badania byłyby mniej cenne. Mój zespól prowadzi bardzo dużo badań we współpracy z innymi zespołami, także z tak prestiżowych miejsc jak uniwersytety w Cambridge i Getyndze.

Wspomina Pani o grancie, jaki otrzymał zespół. Powiedzmy kilka słów na temat finansowania projektów.

ACH: Z przyjemnością mogę powiedzieć, że Polska ma dobry system finansowania nauki podstawowej. Główną rolę pełni tu Narodowe Centrum Nauki, które działa wg. najlepszych standardów międzynarodowych. Program Międzynarodowych Agend Badawczych, a takim jest ReMedy, wyjątkowy pod względem wielkości, jest finansowany przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. To kolejna organizacja z olbrzymim udziałem w finansowaniu nauki w Polsce. Fundusze na ten program pochodzą ze środków unijnych. Należy jednak mocno pracować nad dobrą dystrybucją funduszy niegrantowych dla instytucji, ponieważ w tym obszarze Polska ma wiele do zrobienia. Krokiem w dobrą stronę w tym sektorze są uniwersytety badawcze.

Czego należy życzyć Polskim naukowcom?

ACH: Przede wszystkim kreatywności, wytrwałości oraz odwagi – odwagi do wychodzenia z szablonów, przecierania nowych dróg. I, co ważne, by nie poddawali się biurokracji. Ludzie w Europie i także w Polsce są kreatywni. Wystarczy tylko tę kreatywność odnaleźć i pielęgnować, jednocześnie broniąc jej przed deprecjacją w gąszczu biurokracji i złych niemerytorycznych decyzji. I wyciągać rękę po więcej.

Źródło: ReMedy, Uniwersytet Warszawski

Czytaj także

 0