Są już wytyczne

Są już wytyczne

Dodano: 
Diagnostyka patomorfologiczna, zdjęcie ilustracyjne
Diagnostyka patomorfologiczna, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: East News
Rozmowa z prof. Andrzejem Marszałkiem, konsultantem krajowym w dziedzinie patomorfologii, kierownikiem Zakładu Patologii Nowotworów WCO oraz UM w Poznaniu, prezesem Polskiego Towarzystwa Patologów.

Diagnostyka patomorfologiczna to dziś podstawa właściwego leczenia nowotworów. Czy w Polsce jest ona obecnie prowadzona na odpowiednim poziomie?

Polscy patomorfolodzy są tak samo dobrze wykształceni, jak patomorfolodzy w krajach Europy Zachodniej czy USA. Potrafimy pracować na takim samym poziomie, dostęp do wiedzy i technologii jest taki sam. Do rozpoznania choroby nowotworowej konieczne jest pobranie tkanki nowotworowej, by się przekonać, czy są tam komórki nowotworowe, by na tej podstawie ocenić, jaki to typ nowotworu. Dynamicznie rozwijają się techniki badań genetycznych, a na podstawie szczegółowej diagnostyki – leczenie celowane, personalizowane. Diagnostyka patomorfologiczna potwierdza rozpoznanie nowotworu, określa jego typ (i/lub podtyp), wskazuje kierunki dalszego leczenia.

Skąd więc taki problem z diagnostyką w Polsce? Często jest ona niepełna, opóźniona…

Problemem był system rozliczeń; koszt badania patomorfologicznego wrzucono kiedyś w koszt procedury zabiegowej. Był on na absurdalnie niskim poziomie, tymczasem przez ostatnie lata techniki patomorfologiczne bardzo się udoskonaliły, upowszechniła się m.in. technika badań immunohistochemicznych, a koszt badania zwiększył się w niektórych przypadkach z kilkunastu złotych do kilkuset lub nawet kilku tysięcy złotych. NFZ za to nie płacił odrębnie, a szpitale starały się oszczędzać na diagnostyce. Zdarzały się sytuacje, że rozpoznawano nowotwór, ale pacjent nie miał wykonywanych badań dodatkowych czynników, które decydują potem o właściwym leczeniu. Pacjenci trafiali do ośrodków, w których badania musiały być powtarzane. Traciliśmy czas, a często szanse na skuteczne leczenie. Przekonaliśmy Ministerstwo Zdrowia, że konieczne jest opisanie standardów patomorfologicznych, które trzeba spełnić w przypadku diagnostyki nowotworów. W wytycznych opisaliśmy standardy pobierania, utrwalania, przechowywania i wykorzystania materiału, co jest kluczowe do właściwej diagnostyki; wskazaliśmy wszystkie niezbędne techniki. W kwietniu 2021 r. ministerstwo rozpoczęło badania pilotażowe finansowania badań patomorfologicznych wykonanych według standardu. Mam nadzieję, że od 2022 r. NFZ będzie finansować badania patomorfologiczne odrębnie, niezależnie od finansowania leczenia.

Prof. Andrzej Marszałek

Pobieranie i zabezpieczanie materiału jest ściśle określone w wytycznych postępowania. Pobierający materiał, np. podczas bronchoskopii, powinni stosować się do wytycznych. Dlaczego nie zawsze tak się dzieje?

Na jakość materiału badania patomorfologicznego mają wpływ wszystkie etapy jego wykonania. Dla uzyskania jak najlepszej jakości materiału kluczowy jest moment jego pobrania i natychmiastowego odpowiedniego utrwalenia (rodzaj utrwalacza, jego pH, temperatura, czas utrwalania). Brak zachowania odpowiednich procedur, zanim materiał trafi do zakładu patomorfologii, gdzie zostanie dalej opracowany i przygotowany do oceny mikroskopowej, może spowodować nieodwracalne uszkodzenie tkanek, białek oraz materiału genetycznego i utratę możliwości wykonania niezbędnych badań lub oznaczeń. Czasem w ośrodkach niezajmujących się diagnostyką nowotworów na co dzień procedury są wykonane suboptymalnie.

Jest projekt długo oczekiwanej ustawy o jakości w ochronie zdrowia. Czy poprawi ona sytuację, jeśli chodzi o jakość wykonywanych badań diagnostycznych?

Ustawa jest bardzo potrzebna, jej założenia są dobre, jednak szczegółowe rozwiązania budzą pewne obawy. Żadnego kraju na świecie nie stać na wykonywanie każdemu pacjentowi wszystkich badań, które tylko są możliwe. Trzeba starać się pomóc jak największej liczbie osób, a najlepiej to robić na etapie profilaktyki i wczesnej diagnostyki. Choroba nowotworowa jest obecnie coraz częściej chorobą przewlekłą, wszystkie zabiegi diagnostyczno-lecznicze mają doprowadzić do tego, by pacjent mógł wrócić do normalnego życia, w tym pracy zawodowej. Dlatego diagnostyka powinna być kompleksowa i odpowiednio szybko wykonana, by dać pacjentowi szansę na takie leczenie, którego celem jest wyleczenie lub jak najdłuższe życie. Oczywiście istotnym elementem jest także zgłoszenie się pacjenta do badania odpowiednio wcześnie – zdarza się, że pacjenci miesiącami ignorują „błahe” objawy – warto pamiętać, że przy większym zaawansowaniu choroby skuteczność leczenia maleje.

Ustawa o jakości jest bardzo potrzebna, trzeba jednak pamiętać o trzech rzeczach. Po pierwsze, nie można dywersyfikować kolejnych etapów diagnostyki i leczenia pacjenta. Po drugie, żeby kontrolować jakość, konieczni są specjaliści merytoryczni i ośrodek zewnętrzny. Jakości nie powinni oceniać urzędnicy, którzy nie zawsze dysponują wiedzą o bardzo złożonym procesie diagnostyczno-terapeutycznym. Urzędnik może np. nie wiedzieć, że materiał kostny trzeba opracowywać nieco dłużej, bo taka jest technologia, dlatego przekroczenie 3–5 dni nie jest błędem. Po trzecie: myślę, że trzeba poczekać na rozwiązania czy przepisy wykonawcze, wskazujące mechanizmy kontrolne, które pozwolą na połączenie nakładów z efektami przy uwzględnieniu np. etapu choroby, na którym zgłosił się pacjent.

 0

Czytaj także