Absolutnie chory kraj

Absolutnie chory kraj

Dodano: 
Janina Ochojska
Janina Ochojska / Źródło: Newspix.pl / Nikoff
Chociaż lekarze bardzo się starali, nie miałam leku, który by uśmierzał ból. Cierpiałam przez cały okres podawania chemii – mówi Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej, europosłanka.

Nasza ostatnia rozmowa była po pani pierwszej chemii. Jak sobie pani radzi z rakiem?

Jestem na etapie, o którym mówi się, że jestem wyleczona. Przede mną jeszcze naświetlania i dochodzenie do siebie po chemii. Będąc po polio, odczuwam jeszcze mocniej, jak straszliwie mnie ona osłabiła. Dopiero kilka dni temu zaczęłam chodzić. Mam bóle kończyn i drętwienia. Jestem wyleczona, ale czuję się bardzo źle. Myślę, że to jest przejściowe. Organizm musi stanąć na nogi.

Zaraz po wyleczeniu powiedziała pani, że wierzy w rzeczy niemożliwe, które stają się możliwe. Ale chyba od początku wierzyła pani w wyleczenie.

Byłam o tym przekonana od samego początku. Zresztą lekarze mówili, że przy tym typie raka jest prawie stuprocentowa szansa na wyleczenie. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że miałoby być inaczej. Ale nie jest tak różowo, wszystko sobie inaczej wyobrażałam. Spodziewałam się, że kiedy skończę brać chemię, będę mogła już jechać do Brukseli, gotowa do pracy. Okazuje się, że chemia zabiera tyle sił i pozostawia jeszcze tak nieprzyjemne objawy, że potrzeba tego czasu o wiele więcej. Kiedy dzisiaj z panią rozmawiam, to wiem o raku i przebiegu leczenia tak dużo, że wraz z kolegami i koleżankami z mojej ekipy postanowiliśmy przygotować informację na temat leczenia raka.

Czy ma pani poczucie, że przez to, że jest pani politykiem, osobą publiczną, jest pani zobowiązana, by edukować ludzi na temat walki z nowotworem?

Mam poczucie, że choroba mnie do tego zobowiązuje. Wysłuchałam wielu opowiadań różnych pań. Niektóre pisały do mnie na Facebooku. Z niektórymi rozmawiałam, siedząc na chemii, gdy żaliły się, że nie mają się do kogo odezwać. A mają potrzebę opowiedzenia o swojej chorobie. Mnie jest łatwiej dotrzeć do ludzi. Jak w trakcie takiej choroby coś człowieka zaskakuje, to myśli, że to pewnie coś ostatecznego, bo nie było przewidziane. Dlatego uważam, że pacjent powinien wiedzieć najwięcej, jak to jest możliwe, o przebiegu leczenia.

A nie wie?

Nie wie. Pacjent w chorobie nowotworowej potrzebuje nie tylko onkologa. Mnie na przykład po nowotworze bardzo osłabiły się oczy, o wiele gorzej widzę. Potrzebuję więc okulisty. Niezbędny jest też chirurg, bo po operacji wymagana jest opieka pochirurgiczna, która u mnie trwa od 13 sierpnia do tej pory. I tak krążę od chirurga do radiologa. I niczego się nie mogę od nikogo dowiedzieć. Mam polio, więc potrzebuję stałej rehabilitacji. Do tego wszystkiego dochodzi niezbędna pomoc psychologa. Ale nie u nas, bo nikt w naszym szpitalu mi tego nie zaproponował. Po prostu na NFZ psycholog nie jest dostępny. Można sobie prywatnie znaleźć psychologa, żeby chora kobieta mogła porozmawiać, jak się czuje bez włosów, bez piersi, jak powiedzieć o chorobie rodzinie, czy ukrywać chorobę. Takie rozmowy są ludziom potrzebne. Wyobraźmy sobie, jak trudna jest sytuacja matki trójki, dwójki dzieci, która dowiaduje się, że ma raka. Jest jeszcze kwestia leczenia bólu. W moim przypadku, mimo że lekarze się bardzo starali, nie miałam leku, który by ten ból uśmierzał. Cierpiałam przez cały okres podawania chemii.

Polska pod względem leczenia to chory kraj?

Absolutnie to chory kraj. Dostaję co trzy tygodnie zastrzyk, który się nazywa herceptyna. Ostatnio, kiedy przyjechałam po zastrzyk o 9 rano, opuściłam szpital dopiero po 16. W polskiej służbie zdrowia jest fatalna organizacja, bałagan. Ludzie w szpitalu nie wiedzieli, gdzie mają się zgłosić, gdzie czekać, i w końcu tyle to trwało. W tym tygodniu czeka mnie kolejny zastrzyk. Ciekawa jestem, jak to będzie przebiegało, czy też będę siedziała tyle godzin.

Jak reagują ludzie na Janinę Ochojską chorą?

Bardzo serdecznie. Często chcą mnie uściskać, życzą mi, żebym wyzdrowiała. Czasem, jak przechodzę szpitalnym korytarzem, wołają: „Pani Janino, niech się pani trzyma”. To dodaje mi skrzydeł. Bo ludzie na moje wyzdrowienie patrzą z nadzieją, wierząc, że u nich też skończy się dobrze.

Skąd pani do tego wszystkiego czerpie siły?

Jak ktoś jest na coś nakręcony, to zawsze siła się znajdzie. Uważam, że powinniśmy żyć tak, aby mieć wpływ na to, co się dzieje wokół nas.

Jak mimo leczenia udaje się pani uczestniczyć w pracach Parlamentu Europejskiego?

To jest męczące, bo niekiedy jest bardzo dużo dokumentów do przeczytania. Obserwuję niektóre debaty przez internet. Jestem aktywna poprzez składanie poprawek do raportów i opinii, interpelacji poselskich i oświadczeń w ramach debat parlamentarnych. Na razie działam poprzez inter-net i przez moich asystentów. Dobrze, że mam europarlament, bo mam co robić i nie mam czasu myśleć o głupotach. Parlament Europejski bardzo wspiera osoby niepełnosprawne, żeby mogły wypełniać swoje obowiązki, bo pod wieloma względami jest nam trudniej niż osobom zdrowym.

Jak to w praktyce wygląda?

Jest osoba, która pomaga mi w życiu codziennym, w zakupach. Towarzyszy mi też w podróżach, dba o moją opiekę.

Zamierza się pani przenieść do Brukseli?

Tego jeszcze nie wiem. Teraz opuszczam Kraków, przenoszę się do Torunia. Wtedy się zorientuję, czy będę dojeżdżała do Brukseli, czy przeniosę tam na stałe część swojego życia.

Czym się pani do tej pory zajęła w Parlamencie Europejskim?

Jednym z tematów jest kryzys klima-tyczny. Jestem zainteresowana wszystkimi ustawami, które dotyczą zmniejszenia użycia plastiku. Zajmuję się też kwestią niepełnosprawnych. Chciałabym doprowadzić do tego, żeby były ujednolicone sposoby orzeczeń niepełnosprawności. Ja mam na przykład dwa orzeczenia i to wzajemnie wykluczające się, jedno z ZUS, a drugie lokalne z Krakowa. Jedno służy do tego, że mam zniżkę na pociąg, a drugie – upoważnia mnie do niebieskiej naklejki na samochód, dzięki której mogę parkować w miejscach dla niepełnosprawnych. To jest absurd, który ze standardami europejskimi nie ma nic wspólnego.

A w jakim kierunku idzie Europa, jeśli chodzi o sprawy migracji?

Europa idzie w złym kierunku, jeśli chodzi o politykę wobec migracji, ponieważ choć nie powinniśmy bronić się przed przyjmowaniem uchodźców, to powinniśmy się zastanowić, jak zatrzymać ich w miejscach pochodzenia. Bo przecież oni uciekają z bardzo konkretnych powodów. Gdyby zapewnić im dostęp do wody, możliwość lokalnej produkcji żywności, edukację, a nawet pokój, to ludzie woleliby zostać w swoich miejscach pochodzenia. Syryjczycy uciekali do Jordanii, ewentualnie do Egiptu. Jak tam się zrobiło niebezpiecznie, to zaczęli uciekać dalej. Oni chcą zostać w swoich miejscach pochodzenia, tylko że nie ma w nich warunków do życia. Nie możemy zamknąć oczu i powiedzieć, że uchodźców nie ma. Bo oni i tak przyjdą. A mogą zostać u siebie wtedy, kiedy nie będą musieli uciekać.

Wielkimi krokami zbliża się kampania prezydencka, a pani ogłasza, że w polskiej polityce nie ma mężów stanu.

Bo ich nie ma.

To gdzie są? Poza polityką? To może najlepszym kandydatem na prezydenta jest Szymon Hołownia?

Na razie Szymon Hołownia jest jedynym kandydatem spoza polityki. Ludzie ponadpartyjni byliby na takim stanowisku najlepsi. Bo byliby związani konstytucją, a nie interesami partyjnymi takiej czy innej strony. Nadszedł czas, żeby do polityki weszli młodzi ludzie. Bardzo się cieszę, że obecnie w polskim parlamencie jest ich trochę. Mam nadzieję, że go rozruszają i będą mieli poczucie, że mają konkretny wpływ na Polskę. Tylko cały czas młodych jest za mało. Wciąż w polskiej polityce są ci, którzy od lat siedzą na stołkach i nie mają już pomysłów na coś nowego. A nam jest potrzebny nowy styl polityki, który nie opiera się na walce, ale wzajemnym zrozumieniu i budowaniu.

Wróćmy do Hołowni. Podoba się pani? Jakiego ma pani faworyta w wyborach?

Na razie nie mam żadnego faworyta. Ale podoba mi się, że Hołownia startuje w wyborach. Jestem bardzo ciekawa jego programu. Dopóki nie wiemy, co proponują kandydaci, trudno się na ich temat wypowiadać.

Mówi pani, że politycy, którzy od lat zajmują stanowiska, powinni odejść. A tu szykuje się zmiana na stanowisku przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, partii, która panią wpisała na listy. To dobry krok?

Nie należę do PO. O tym, co się tam dzieje, wiem jedynie z mediów.

Czyli nie doszło do żadnego zbliżenia między panią a Platformą?

Sprawy krajowe mnie interesują, ale nie interesuje mnie żadna krajowa partia. Nie planuję też po pracy w Parlamencie Europejskim startować do polskiego parlamentu.

Aż tak panią politycy zniechęcili?

W Polsce tak. Tej europejskiej polityki jeszcze w pełni nie poznałam. Przez chorobę nie mogłam się do tej pory na sto procent zaangażować w pracę w Parlamencie Europejskim. A już mnie swędzą palce, żeby wrócić i korzystać z możliwości rozwoju i działania, które tam są.

Okładka tygodnika WPROST: 4/2020
Artykuł został opublikowany w 4/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0