Seks po polsku. „Zwiększa się wiedza i świadomość, a opada wstyd”

Seks po polsku. „Zwiększa się wiedza i świadomość, a opada wstyd”

Dodano: 
Kobieta w łóżku
Kobieta w łóżku / Źródło: Pexels / Valeria Boltneva
Dziś Polka musi mieć spektakularny seks, partner musi ją zaspokoić totalnie, inaczej nie jest nic wart. Najlepiej, żeby miała siedem orgazmów z rzędu, umiała ejakulować, a punkt „g” działał jak guzik atomowy.

Przyznajemy się do masturbacji i używamy gadżetów erotycznych. Seks uprawiamy kilka razy w miesiącu, mamy więcej niż jednego partnera, lubimy się kochać i jesteśmy gotowe na eksperymenty. To my, Polki. A przynajmniej taki obraz naszej seksualności rysują badania. Brzmi obiecująco, prawda? Szkoda tylko, że to nieprawda. A dokładnie tylko pół prawdy.

96 proc. badanych Polek deklaruje, że są aktywne seksualnie, choć najwięcej z nich uprawia seks rzadziej niż raz w miesiącu. Ponad 80 proc. deklaruje, że otwarcie rozmawia z partnerem o swoich potrzebach seksualnych, ale jedynie 7 proc. mówi partnerowi, że ma ochotę na seks, a tylko 6 proc. wyznaje mu, co je podnieca. Większość badanych deklaruje zadowolenie z seksualnych doznań (wśród kobiet 18 – 24 lat średnia ocena to 7,5 na 10), ale ponad połowa z nich udaje orgazm, aby skrócić nudny stosunek lub nie urazić partnera. To wyniki raportu „Seksualna Mapa Polki”) stworzonego na zlecenie firmy Gedeon Richter. Przebadano 1043 kobiety w wieku 18 – 65 lat. Prawie wszystkie przyznają, że lubią się kochać, ale tylko nieliczne inicjują zbliżenia. Aż 70 proc. kobiet uprawia seks z powodu zachęty lub pod naciskiem partnera. Lub wręcz tylko po to, aby sprawić mu przyjemność.

Czytaj także:
Seks o poranku. Plusy i minusy

Zdaniem prof. Marii Beisert, seksuolożki i psycholożki, kierowniczki Studiów Podyplomowych Seksuologia Kliniczna oraz Zakładu Seksuologii Społecznej i Klinicznej Instytutu Psychologii UAM w Poznaniu, z biegiem lat zmiany w podejściu do życia seksualnego wśród Polaków są wyraźne. – Zwiększa się wiedza i świadomość, a opada wstyd – mówi profesor. Teoretycznie to doby znak. Ale brak barier ma swoją cenę. Wygląda na to, że po drodze do erotycznego wyzwolenia wpadliśmy w kolejną pułapkę. – Odrzucenie wszystkiego, co ogranicza, stworzyło wizję, że wszystko jest na sprzedaż. Dostępność do erotyki jest wielka, co grozi rezygnacją z intymności. Przymus wstydu, który miał miejsce w zeszłym wieku, został zastąpiony przymusem braku wstydu. Żaden z dwóch biegunów nie jest dobry dla zdrowia seksualnego kobiety – uważa naukowczyni.

Bianca-Beata Kotoro, psychoseksuolożka z Uniwersytetu SWPS potakuje. – Polki zostały wtłoczone w kolejny krzywdzący schemat. Przez lata przekaz był jasny: kobieca seksualność nie istnieje, a kobiety nie mają prawa do satysfakcji. Teraz dyskurs się odwrócił i przekaz jest równie radykalny: kobieta musi mieć udany, wręcz spektakularny seks, bez względu na wiek, kondycję psychofizyczną i moment w życiu. Partner musi ją zaspokoić totalnie, inaczej nie jest nic wart. Najlepiej, żeby miała siedem orgazmów z rzędu, umiała ejakulować, a punkt „g” działał jak guzik atomowy – tłumaczy.

Żeby sprostać kreowanym przez media i popkulturę wytycznym, Polki muszą za wszelką cenę, często kosztem własnego komfortu, szukać stymulacji lub udawać, że ją znalazły. – To ciągła gra w teatrze. Kiedyś grałyśmy niedostępne i niezainteresowane, teraz gramy wyuzdane i wyzwolone. Udajemy dzikie orgazmy, podejmujemy ryzykowne zachowania, aby udowodnić, że przeżywamy seks na miarę naszych czasów – uważa Kotor.

Czytaj także:
Ekspertka o życiu seksualnym Polek: Jest źle albo bardzo źle

Okładka tygodnika WPROST: 28/2019
Całość dostępna jest w 28/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0