Menopauza to nie „wyrok”. Dr Monika Łukasiewicz o hormonalnej terapii menopauzalnej

Menopauza to nie „wyrok”. Dr Monika Łukasiewicz o hormonalnej terapii menopauzalnej

Dodano: 
dr Monika Łukasiewicz
dr Monika Łukasiewicz Źródło: Archiwum prywatne
Strach przed rakiem i tyciem sprawia, że wciąż niewiele Polek korzysta z hormonalnej terapii menopauzalnej. Czy słusznie? Dr n. med. Monika Łukasiewicz, współautorka nowej książki „Teraz ja”, obala mity narosłe wokół hormonów i wyjaśnia, dlaczego menopauza to „odwrotne dojrzewanie”, którym można świadomie zarządzać.

Joanna Biegaj, Wprost.pl: Jedynie niewielki odsetek kobiet w trakcie menopauzy decyduje się na HTM – hormonalną terapię menopauzalną. Wiele pacjentek po prostu się jej boi. Czego, pani zdaniem, dotyczy ten strach i czy jest on słuszny?

Dr n. med. Monika Łukasiewcz*: Najczęściej kobiety obawiają się przede wszystkim raka piersi, a także powikłań zakrzepowo-zatorowych, takich jak zakrzepica czy zatorowość płucna. To są te najpoważniejsze, tzw. twarde punkty końcowe, które pojawiają się w rozmowach z pacjentkami. Często pojawia się również obawa przed przyrostem masy ciała. Wiele kobiet jest przekonanych, że po włączeniu terapii hormonalnej „zaczną tyć”.

Dobrze, spróbujmy zatem rozwiać te obawy. Musimy wrócić do słynnego badania WHI (Women's Health Initiative Study).

Tak, rzeczywiście ogromny wpływ na postrzeganie hormonalnej terapii menopauzalnej miało badanie Women's Health Initiative Study, którego pierwsze wyniki opublikowano w 2002 roku.

W badaniu uczestniczyło ponad 27 tysięcy kobiet, jednak średni wiek uczestniczek wynosił około 63 lata. To ważne, ponieważ większość kobiet rozpoczyna terapię hormonalną znacznie wcześniej – zwykle w okresie okołomenopauzalnym lub w pierwszych latach po menopauzie.

Kolejną kwestią był skład zastosowanej terapii. W badaniu użyto skoniugowanych estrogenów końskich (CEE) oraz syntetycznego progestagenu – octanu medroksyprogesteronu (MPA). Są to preparaty różniące się od wielu schematów stosowanych obecnie, w których wykorzystuje się najczęściej 17-beta-estradiol oraz progesteron mikronizowany lub dydrogesteron. Badanie miało dwa ramiona: jedno obejmowało terapię estrogenowo-progestagenową, a drugie – sam estrogen u kobiet po histerektomii (chirurgiczne usunięcie macicy – red.). Właśnie w ramieniu z terapią łączoną zaobserwowano niewielki wzrost ryzyka raka piersi oraz powikłań zakrzepowo-zatorowych. Z tego powodu badanie zostało przedwcześnie zakończone.

Późniejsze analizy wykazały jednak, że zwiększone ryzyko raka piersi było związane głównie z zastosowanym progestagenem – medroksyprogesteronem. W grupie kobiet otrzymujących sam estrogen takiej zależności nie obserwowano.

Publikacja wyników WHI wywołała ogromne zamieszanie na całym świecie i przez wiele lat doprowadziła do znacznego spadku stosowania hormonalnej terapii menopauzalnej. Dopiero w ostatnich kilkunastu latach – po ponownych analizach danych i nowych badaniach – podejście do HTM zaczęło się zmieniać.

A więc w związku z HTM nie zwiększa się znacząco ryzyko raka piersi, tak?

Artykuł został opublikowany w 11/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Źródło: Zdrowie WPROST.pl