Internet nas ocali w dobie epidemii? „Układamy na nowo sposób komunikacji”

Internet nas ocali w dobie epidemii? „Układamy na nowo sposób komunikacji”

Dodano: 
Wideorozmowa
Wideorozmowa / Źródło: Fotolia / rocketclips
Nowa sytuacja wywróciła relacje do góry nogami, poddała pod wątpliwość dotychczasowe przekonania i zasady savoir vivre, również tego internetowego – o tym, czy internet uratuje międzyludzkie relacje, opowida dr Jakub Kuś – psycholog, wykładowca na wrocławskim Wydziale Psychologii Uniwersytetu SWPS. Interesuje się wpływem nowych technologii na funkcjonowanie człowieka i relacje międzyludzkie.

Internet to jedyny członek rodziny, na którego nie narzekamy podczas izolacji?

To pierwszy taki moment w historii, kiedy nowe technologie stały się wszechobecnym towarzyszem życia codziennego. Internet przyszedł nam z pomocą w trudnej sytuacji, złożył propozycję nie do odrzucenia, a my bezwarunkowo przyjęliśmy go pod dach. Wydaje się, że nie ma od tego odwrotu.

Pracujemy zdalnie, spotykamy się ze znajomymi na Skypie, a wieczorem idziemy do teatru online. Jedni się cieszą, inni nie mogą już patrzeć na swoje komputery.

Nowa sytuacja wywróciła relacje do góry nogami, poddała pod wątpliwość dotychczasowe przekonania i zasady savoir vivre, również tego internetowego. Wizje dotyczące wszechobecności nowych technologii w naszej codzienności już nie są gdzieś daleko na horyzoncie, ale stoją na naszym progu i pukają do drzwi, niczym w serialu „Black Mirror”, w którym technologia decyduje o tym, kim jesteśmy i jak żyjemy. W jednym z odcinków główna bohaterka mogła żyć na pewnym poziomie tylko wtedy, jeżeli była dobrze oceniana przez innych – każdy mógł jej wystawić ocenę, dać przysłowiowego lajka. Jeżeli ta ocena stawała się zbyt niska, to zaczynały się kłopoty. Myślę, że ci, którzy dotychczas byli sceptyczni co do komunikacji online, nie mieli wyjścia, musieli się ekspresowo dostosować. Przekonali się, że nie taki diabeł straszny. Ćwiczymy jogę z trenerem online, pijemy wino z przyjaciółmi, widząc się na monitorach, robimy zakupy w sieci. Telefon, tablet są z nami wszędzie – w łazience, w łóżku, nawet na kuchennym stole stoi laptop, bo przyjaciółka albo ktoś z dalszej rodziny akurat je z nami on-line śniadanie. Przestało nam to przeszkadzać.

To dobrze?

Chcemy utrzymać więź z naszymi przyjaciółmi i znajomymi. To co obserwujemy w ostatnim czasie pokazuje, że – wbrew obawom cyfrowych pesymistów – internet – w sytuacji kryzysu umiemy mądrze wykorzystać nowe technologie. Pewne bariery zniknęły i uważam, że taka „terapia szokowa” tylko nam wyjdzie na dobre. Znaleźliśmy się w sytuacji, w której musimy się odnaleźć. Sam fakt dotyczący tego, że wiele osób zostaje w domach niekiedy wymusza pewne zwolnienie, uspokojenie trybu życia. To zaś może wielu z nas wyjść zdecydowanie na dobre.

Jaki to ma wpływ na relacje między domownikami?

Mamy do czynienia z pewnym oswajaniem internetu. W niektórych domach pewnie był traktowany jako coś niekiedy obcego i potencjalnie szkodliwego, a nagle stał się jedyną drogą komunikacji np. z ukochaną ciocią. Myślę, że układamy na nowo sposób komunikacji, postawieni przed faktem dokonanym. W sytuacji kryzysu ludzie szukają bliskości, nie inaczej jest tym razem.

Czy potem wrócimy do kawiarni, będziemy chcieli się jeszcze spotykać?

Powiem więcej: sądzę, że po ustaniu pandemii koronawirusa kawiarnie, puby i restauracje będą zatłoczone jak nigdy wcześniej. W przeciągu ostatnich dekad taka sytuacja nie miała przecież miejsca. Ludzie tęsknią do towarzystwa, za realną obecnością. Można umówić się na spotkanie online, ale nigdy nie będzie to miało tyle uroku, co zobaczenie się twarzą w twarz.

Artykuł został opublikowany w 13-14/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Czytaj także

 0