Marta Byczkowska-Nowak: Kiedy zaczęłaś mieć poczucie, że w świecie samorozwoju i terapii coś zaczyna iść w niepokojącym kierunku?
Kama Wojtkiewicz: Częściowo mój obecny sceptycyzm wynika z moich własnych doświadczeń z procesami samorozwojowymi. Sama musiałam się tym niejako zachłysnąć, żeby uświadomić sobie, że mityczny stan, gdy wszystko jest „przepracowane”, a rzeczywistość staje się łatwa, lekka i przyjemna, nie istnieje.
Z czasem, kiedy zaczęłam pracować jako psycholożka w gabinecie, dostrzegłam też pewną prawidłowość. Coraz więcej osób trafia do mojego gabinetu po kilkuletniej psychoterapii i nadal czuje, że coś w ich życiu nie działa. Zgłaszają problemy, na które w moim przekonaniu nie odpowie kolejny proces terapeutyczny czy rozwojowy, tylko refleksja nad ich codziennymi wyborami, stylem życia czy jakością relacji. Bezradność, frustracja, rozczarowanie, poczucie zawodu, bezsilność, smutek czy złość to nie są stany, które wymagają kolejnej techniki czy ćwiczenia – one są częścią życia. To aspekty ludzkiego doświadczenia, których, choćbyśmy nie wiem jak się starali, żadna terapia ani rozwój osobisty nie wyeliminują. Są wpisane w ludzką egzystencję.
A jednak żyjemy w „kulturze terapeutycznej”, jak piszesz w książce „Sobą zajęci. O pułapkach samorozwoju i kultury terapeutycznej” i coraz częściej odpowiedzi na różne trudności szukamy w terapii. Czym jest „kultura terapeutyczna”?
Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
