Odczulać na jady owadów można też w poradniach

Odczulać na jady owadów można też w poradniach

Dodano: 
Prof. Marcin Czech
Prof. Marcin Czech
W Polsce rocznie odczulanych jest około 3 tysięcy pacjentów uczulonych na jad owadów błonkoskrzydłych. Z powodu użądleń często dochodzi do silnych reakcji ogólnoustrojowych, przy których może dojść do zatrzymania krążenia i oddechu włącznie. Niestety nie są znane statystyki, jak wiele osób w Polsce rocznie umiera w wyniku reakcji anafilaktycznej po użądleniu. Poprawić dostępność tej terapii dla polskich pacjentów może wprowadzenie odczulania również do przychodni specjalistycznych.

O uczuleniu na jad owadów błonkoskrzydłych (pszczoły, osy, szerszenia) mówi się, gdy pojawia się uogólniona reakcja alergiczna. Jeśli jest ona poważna, może powtórzyć się przy kolejnym użądleniu, a nawet zakończyć zgonem. Dlatego odczulanie jest konieczne u osoby, u której użądlenie wywołało silną reakcję alergiczną, zwłaszcza ze strony układu oddechowego i krążenia. Często też zaleca się odczulanie osobom, u których reakcja co prawda była lżejsza (np. pokrzywka na całym ciele), ale są one, np. z racji zawodu, narażone na częste żądlenia. Cały proces leczenia zwykle zajmuje 5 lat i polega na podawaniu immunoterapii alergenowej jadami. Ma doprowadzić do uzyskania tolerancji.

W Polsce co roku w kierunku jadu owadów jest odczulanych ok. 3 tys. osób. Procedura podania immunoterapii prowadzona jest tylko w ok. 30 ośrodkach szpitalnych w Polsce. Część pacjentów nie jest w stanie przez 5 lat przyjeżdżać co kilka tygodni do szpitala, dlatego też nie decyduje się na odczulanie.

Zdaniem ekspertów, więcej pacjentów decydowałoby się na odczulanie, gdyby było to możliwe także w specjalistycznych poradniach alergologicznych, bliżej domu, a nie w szpitalu. Bezpieczne prowadzenie odczulania w przychodniach ułatwiłaby możliwość zastosowania preparatów typu depot: alergen uwalnia się z nich wolniej niż z preparatów wodnych, dlatego jest mniejsze ryzyko pojawienia się reakcji anafilaktycznej po odczulaniu.

Przeniesienie części procedur odczulania do poradni może też spowodować oszczędności dla systemu ochrony zdrowia.

Komentarz prof. Marcina Czecha, prezesa-elekta Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego:

Rzadkością są pomysły optymalizacji działania systemu ochrony zdrowia, które przy zachowaniu dotychczasowego standardu leczenia oferują oszczędności dla płatnika publicznego. Tym bardziej powinny być priorytetem w dobie panującej pandemii COVID-19. Takim rozwiązaniem jest pomysł zmiany sposobu finasowania terapii odczulającej na jady owadów błonkoskrzydłych.

Immunoterapia stanowi jedyną metodę radykalnego zmniejszenia ryzyka wystąpienia reakcji ogólnoustrojowej po użądleniu owadów błonkoskrzydłych. Leczenie trwa do 5 lat i polega na podawaniu leku co kilka tygodni. Obecnie leczenie odbywa się w trybie szpitalnym i jest rozliczone w ramach tzw. grup Jednorodnych Grup Pacjentów (JGP). Koszt leku (roztworu wodnego lub postaci depot) i każdego jego podania są rozliczane ryczałtowo po ok. 1000 PLN. Jednak leki typu depot mogą być podawane również w ambulatoriach, ponieważ nie wymaga to zaangażowania nadzwyczajnych środków szpitalnych. Kłopotem jest wycena procedury na poziomie 58 PLN, gdyż nie przewiduje się używania leków będących własnością ośrodka, a tym samym nie finansuje się kosztów leku. W takiej sytuacji pacjent sam musiałby w całości sfinansować zakup nierefundowanego leku w aptece. Dla chorych stanowiłoby to barierę finansową i ograniczało dostępność leczenia.

Dziś pacjenci muszą przez 5 lat jeździć co kilka tygodni do ośrodka i dostawać zastrzyk: dla pacjenta nie jest to wygodne, nie ma też większego uzasadnienia z punku widzenia bezpieczeństwa: obecnie stosowane preparaty, zwłaszcza depot, są bezpieczne i w zasadzie nie powodują ryzyka wstrząsu anafilaktycznego. Poza tym epidemia COVID-19 powoduje, że pacjentom trudniej dostać się do szpitala, wiąże się to z większym ryzykiem zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2. Odczulanie w ambulatorium na pewno powodowałoby mniejsze ryzyko zakażenia. Poza tym przeniesienie części procedur do poradni spowodowałoby obniżenie kosztów dla płatnika.

Proponowanym rozwiązaniem jest zmiana sposobu finansowania odczulania wyciągami alergenowymi jadów os i pszczół, polegająca na objęciu preparatów typu depot pełną refundacją apteczną i umożliwieniu ich podawania także w warunkach ambulatoryjnych. Płatnik publiczny, podobnie jak dziś, ponosiłby koszt leczenia, ale całkowity koszt terapii odczulającej byłyby znacznie niższy niż aktualnie ponoszony. Przy proponowanej przez producenta cenie leku odczulającego oszczędności dla płatnika mogą sięgnąć aż 35 tys. PLN w trakcie kompletnej terapii każdego pacjenta (łączna różnica kosztów wynikających z finansowania leku i wykonania procedur podania). Uproszczona kalkulacja wskazuje, że przy założeniu leczenia 1000 chorych (z 3 tys. pacjentów odczulanych aktualnie w tym wskazaniu w Polsce), w trybie ambulatoryjnym zamiast szpitalnym, korzyść finansowa z perspektywy płatnika publicznego przez 5 lat wyniosłaby ok. 35 mln PLN.

Proponowane rozwiązane daje korzyści zarówno płatnikowi publicznemu jak pacjentom. Płatnik ponosiłby znacznie mniejsze koszty, przy zachowaniu obecnej skuteczności i bezpieczeństwa leczenia, a pacjent traciłby mniej czasu związanego z podaniem leku (uniknięcie dojazdu do nielicznych, czasem odległych ośrodków i niepotrzebnej hospitalizacji).

Systematyczna weryfikacja efektywności klinicznej i kosztowej świadczeń finansowanych przez NFZ jest niezmiennie potrzebna, i tam, gdzie jest to możliwe, nie należy obawiać się zmian systemowych. Zainteresowanie płatnika „bezpiecznymi oszczędnościami” powinno być tym większe, że propozycja ta wpisuje się w kierunek działań, którego przyjęcie deklarował Minister Zdrowia w związku z epidemią COVID-19, tj. odchodzeniem od podania leku w trybie hospitalizacji na rzecz podań ambulatoryjnych lub domowych, jeśli to możliwe. Proponowana zmiana spełnia wszystkie wskazane warunki. Wydaje się, że powinna być poważnie rozważona i, po akceptacji, szybko procedowana.

 0

Czytaj także