16 osób na godzinę umiera w Polsce z powodu tej choroby. Lekarze i pacjenci walczą o leczenie

16 osób na godzinę umiera w Polsce z powodu tej choroby. Lekarze i pacjenci walczą o leczenie

Dodano: 2
Pierwsze w Polsce wszczepienie defibrylatora skonfigurowanego ze smartfonem
Pierwsze w Polsce wszczepienie defibrylatora skonfigurowanego ze smartfonem Źródło: Materiały prasowe WUM
Ponad 200 tys. nadmiarowych zgonów: to bilans dwóch lat pandemii COVID-19 w Polsce. Poza COVID-19 najwięcej osób umarło z powodu chorób kardiologicznych, w tym: niewydolności serca. Powodem jest jej złe leczenie.

Jedna osoba co 4 minuty, 16 osób w ciągu godziny: tylu Polaków umiera na niewydolność serca. To najczęstsza przyczyna zgonów w Polsce. Rocznie umiera ponad 142 tys. osób, spośród których u ponad 40 tys. ta choroba jest bezpośrednią przyczyną zgonu. Tyle statystyki.

A ludzkie historie? Marcin, 55 lat. „Praca była jego największą pasją. Po kolejnym pobycie w szpitalu z powodu zaostrzenia stanu zdrowia musiał zrezygnować z uczenia w podstawówce – nie miał już siły zajmować się dziećmi. Z radosnego, pełnego życia, zarażającego entuzjazmem człowieka stał się smutnym, stroniącym od innych. Oprócz niewydolności serca ma też depresję”.

Asia, 43 lata. „Pracująca mama trzech chłopców w wieku dojrzewania. Wiecznie zabiegana, między robieniem zakupów a spotkaniami w szkole, nie ma czasu o siebie zadbać – najważniejsze są dla niej dzieci. Zrezygnowała z wizyty u lekarza pomimo dokuczającego jej bólu w klatce piersiowej ze względu na wywiadówkę syna. Do lekarza zabrała ją wieczorem karetka”.

Maciej, 50 lat. „Zaangażowany politycznie prawnik, po pracy udzielał bezpłatnych porad osobom, które nie mogły sobie pozwolić na zapłacenie. Na pracę zawodową poświęcał cały swój czas, zaniedbując rodzinę i zdrowie. Już nigdy nikomu nie pomoże. Zmarł na niewydolność serca”.

Wszystkie trzy historie przeczą jednemu z mitów: że na niewydolność serca chorują tylko osoby starsze. To prawda, chorują starsi, ale niewydolność serca to choroba też młodych, którzy mają pracę, rodzinę, dzieci.

Poszkodowani nie tylko przez pandemię

Jeszcze przed epidemią Polska zajmowała niechlubne pierwsze miejsce spośród wszystkich krajów OECD, jeśli chodzi o liczbę hospitalizacji z powodu niewydolności serca (liczba hospitalizacji w Polsce przewyższała ponad 2,5 razy przeciętną dla tej grupy krajów). W przypadku niewydolności serca każdy pobyt w szpitalu jest spowodowany zaostrzeniem choroby, pogorszeniem stanu zdrowia, którego nie udaje się inaczej opanować.

Czytaj też:
Kardiolog ostrzega: Z powodu COVID-19 nie będziemy mogli leczyć innych chorych. Czas na drastyczne obostrzenia

Co się stało z tymi chorymi podczas pandemii, kiedy ograniczono liczbę osób przyjmowanych do szpitali? Stan części osób jeszcze bardziej się pogorszył, część zmarła: to są właśnie te nadmiarowe zgony, do których by nie doszło, gdyby nie brak właściwej opieki.

– Wiele szpitali wieloprofilowych zostało zmienione na covidowe. Jeśli znajdowały się w nich oddziały kardiologiczne, to skupiały się wyłącznie na leczeniu osób zakażonych COVID-19 i problemami kardiologicznymi. Przez to nie leczyły chorych przewlekle, którzy nie mieli koronawirusa. Często ci pacjenci pozostawali bez opieki, gdyż w innych ośrodkach kolejki znacznie się wydłużyły. W pandemii ucierpieli wszyscy chorzy na choroby przewlekłe, ale jak widać w statystykach pandemia bardzo mocno dotknęła pacjentów kardiologicznych – mówi prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

– Jeśli pacjent miał pozytywny test w kierunku koronawirusa, to odraczano zabiegi, których wykonywanie w danym momencie nie było niezbędne. Personel medyczny był kierowany do pracy w szpitalach tymczasowych, mniejszą liczbą musieliśmy zapewnić pacjentom opiekę kardiologiczną. Podobnie jest teraz, dlatego nie ma możliwości zajmowania się wszystkimi chorymi, którzy tego potrzebują. A przecież jeszcze przed pandemią były kolejki do planowych procedur kardiologicznych – podkreśla prof. Mitkowski.

Lekarze obawiają się, że w najbliższym czasie ta sytuacja jeszcze się pogorszy, dlatego apelują, żeby intensyfikować akcję szczepień przeciw COVID-19, obawiając się, że kolejna fala spowoduje dalsze ograniczenia w udzielaniu pomocy innym pacjentom.

Czytaj też:
Koronawirus rzadziej atakuje płuca, ale jest nowy problem. „Omikron to zupełnie inny wirus”.

4 filary farmakoterapii

Od lat zarówno kardiolodzy, jak organizacje pacjenckie skupiające chorych z niewydolnością serca, apelują o zmiany. W Polsce brakuje kompleksowej opieki nad tymi pacjentami (od lat postulowany jest program KONS, czyli koordynowanej opieki nad chorymi z niewydolnością serca), a także efektywnej farmakoterapii, która jest podstawą leczenia niewydolności serca.

– Zalecenia Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, opublikowane w 2021 roku, wyraźnie mówią, że leczenie tych chorych opiera się na czterech podstawowych grupach leków. Niestety, dwie spośród nich nie są w Polsce refundowane, a większość pacjentów nie jest w stanie pozwolić sobie na ich zakup i przewlekłe stosowanie – mówi prof. Mitkowski.

Brakujące leki to sakubitryl/ walsartan, który w zaleceniach znajduje się od 2016 roku, oraz flozyny, które w zaleceniach znalazły się od 2021 roku (już wcześniej były zalecane u chorych z cukrzycą i niewydolnością serca). Badania jednoznacznie wskazują, że ich stosowanie nie tylko wyraźnie zmniejsza konieczność hospitalizacji, gdyż zapobiega zaostrzeniom choroby, ale także wydłuża życie.

Czytaj też:
Niewydolność serca to jedna z najczęstszych przyczyn zgonów. Nie każdy wie, jak istotną rolę odgrywają... nerki

– Flozyny to bardzo ważna grupa leków; gdybyśmy mogli zastosować łącznie cztery filary leczenia niewydolności serca, to w ciągu roku liczba hospitalizacji z powodu niewydolności serca spadłaby o 30-40 proc. To szczególnie ważne w dobie pandemii COVID-19 – podkreśla prof. Jarosław Kaźmierczak, krajowy konsultant w dziedzinie kardiologii, który o refundację dapagliflozyny w niewydolności serca występował, zanim jeszcze uzyskała w Europie rejestrację w tym wskazaniu. Obecnie są już w Europie zarejestrowane dwie flozyny w leczeniu niewydolności serca (bez towarzyszącej cukrzycy) – dapagliflozyna i empagliflozyna, żadna nie jest jednak w Polsce refundowana.

– Chcielibyśmy móc zastosować flozyny u wszystkich pacjentów z niewydolnością serca z obniżoną frakcją wyrzutową, jeśli nie mają przeciwwskazań. Z utęsknieniem czekam aż te leki będą refundowane i nasi pacjenci będą mogli sobie na nie pozwolić – mówi dr Marta Kałużna-Oleksy, kardiolog, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca.

Apel do Ministerstwa Zdrowia

Prof. Przemysław Mitkowski mówi wprost, że „zazdrości” skuteczności onkologom, którym udało się przekonać Ministerstwo Zdrowia do wprowadzenia wielu leków dla chorych na nowotwory.

– To bardzo dobrze, jednak warto pamiętać, że śmiertelność w niewydolności serca nie jest mniejsza niż w chorobach onkologicznych! Jako lekarze czulibyśmy się o wiele bardziej komfortowo, gdybyśmy mogli zaoferować pacjentom terapie, które są dla nich najkorzystniejsze, gdyż zmniejszają ryzyko hospitalizacji i zgonu, poprawiają rokowanie, wydłużają życie – mówi prof. Mitkowski.

Skuteczne leczenie chorób przewlekłych, w tym niewydolności serca, jest ważne zawsze, ale szczególnie w okresie epidemii COVID-19, gdyż chory dobrze i skutecznie leczony lepiej broni się przed ciężkim przebiegiem COVID-19.

Niedawno przedstawiciele organizacji i stowarzyszeń pacjentów zrzeszonych w ramach Porozumienia Organizacji Kardiologicznych kolejny raz zaapelowali do ministra zdrowia o refundację nowych cząsteczek w niewydolności serca. – Apelujemy o refundację flozyn, nowoczesnego leczenia niewydolności serca, które redukuje liczbę hospitalizacji, ryzyko śmierci i wydłuża życie pacjenta oraz o stworzenie systemu kompleksowej opieki, która pozwoli przenieść ciężar leczenia chorych z niewydolnością serca z lecznictwa szpitalnego do opieki ambulatoryjnej – napisali w apelu.

Czytaj też:
Wiceminister Miłkowski i eksperci na debacie Wprost. Refundacje leków: podsumowanie 2021, wyzwania na 2022

Podczas debaty „Wprost” w grudniu 2021 wiceminister Maciej Miłkowski mówił, że ma nadzieję, że już niedługo będzie możliwe kompleksowe podejście: dobra organizacja leczenia i dostęp do nowych leków. Pacjenci wciąż na to czekają. Tylko że w ciągu każdej godziny 16 z nich umiera. Część mogłaby żyć, gdyby miała leki, które są w zasięgu ręki, i dobrą opiekę.

Źródło: Wprost
 2

Czytaj także