Pediatra z Indii o walce z koronawirusem: „Pierwszą linią obronny zawsze jest nasza własna odporność”

Pediatra z Indii o walce z koronawirusem: „Pierwszą linią obronny zawsze jest nasza własna odporność”

Dodano: 
Dr Kalita Dibakar-Mizu
Dr Kalita Dibakar-Mizu / Źródło: Archiwum prywatne
Jeśli chodzi o liczbę zakażonych, to faktycznie mamy „brązowy medal” na świecie i sytuacja wydaje się bardzo groźna. Jednak śmiertelność nie jest aż tak wysoka, a wręcz znacznie niższa niż np. w Stanach. Zmarło 56 tys. osób – mówi w rozmowie z „Wprost” dr Dibakar Kalita-Mizu, pediatra z Indii.

W Indiach jest już ponad 3 mln osób zakażonych COVID-19: jesteście obecnie trzecim krajem na świecie pod względem liczby zakażonych koronawirusem. Ponad 56 tys. osób zmarło. Jak wygląda sytuacja: ludzie umierają na ulicach? Jest problem z miejscami w szpitalach? Jak radzicie sobie z pandemią?

Jeśli chodzi o liczbę zakażonych, to faktycznie mamy „brązowy medal” na świecie i sytuacja wydaje się bardzo groźna. Jednak śmiertelność nie jest aż tak wysoka, a wręcz znacznie niższa niż np. w Stanach. Zmarło ponad 56 tys. osób; można powiedzieć, że jak na 1,35 mld ludności to nie jest aż tak dużo (1,99 proc. zakażonych), jednak jest to niepokojące (w stanie Assam, gdzie mieszkam, śmiertelność wynosi 0,24 proc.). Wiele osób straciło życie z powodu koronawirusa, jednak umierali też z powodu chorób współistniejących.

W najtrudniejszej sytuacji są osoby mieszkające w slumsach, słabo odżywione, które często nie przestrzegają zasad higieny, a także ludzie starsi, pozbawieni opieki. Liczba zgonów wśród nich jest znacząca. Jednak rząd i organizacje pozarządowe starają się dbać o mieszkańców slumsów, dostarczają im posiłki. Rząd wiele zrobił i robi dla opanowania epidemii. Ogromna była też rola pracowników służby zdrowia, zarówno państwowej, jak prywatnej: lekarzy i pielęgniarek.

Jeszcze miesiąc, dwa miesiące temu, sytuacja w Indiach była pod kontrolą. Bardzo wcześnie zamknięto granice, również granice pomiędzy stanami, dlatego zakażeń początkowo nie było wiele. Jednak po kolejnym rozluźnieniu, gdy zaczęto swobodnie poruszać się pomiędzy stanami, liczba zakażeń bardzo wzrosła. Ludzie zaczęli zachowywać się tak, jakby nie było choroby i zagrożenia. Nie bardzo chcą przestrzegać restrykcji: noszenia masek, zachowania dystansu społecznego, unikania skupisk ludzi. W odpowiedzi na wzrost zakażeń rząd wprowadził od niedawna godzinę policyjną od 6 wieczorem do 6 rano. W sobotę i niedzielę w większości stanów zamknięte są wszystkie instytucje i sklepy. Szkoły są nadal pozamykane. W niektórych stanach to dało efekt.

Druga rzecz to testy. Każdy może wykonać bezpłatny test, problem polega jednak na tym, że ludzie nie chcą ich wykonywać.

Dlaczego?

Obawiają się, że gdy wynik będzie pozytywny, to będą musieli na dwa tygodnie iść do szpitala. A wiele osób nie ma żadnych objawów COVID-19. Dlatego rząd nakazał, że jeśli ktoś ma pozytywny wynik testu, ale nie ma objawów, to wystarczy kwarantanna w domu przez 14 dni. Problemem jest to, że bezobjawowe osoby zakażają, dlatego liczba zakażeń rośnie.

Koronawirus rzadko powoduje chorobę. Na ulicy, na której mieszkam, jest kilka osób zakażonych koronawirusem, jednak nikt nie ma objawów. Mój brat też ma wynik pozytywny, jest w domu, ja go nadzoruję, na razie wszystko jest dobrze. To nie jest tak, jak w Hiszpanii, gdzie zabrakło miejsc do chowania zmarłych. W Indiach jest dużo zakażeń, jednak stosunkowo niewiele osób umiera. Jeśli umierają, to często z powodu innych chorób, np. nowotworów, chorób serca. Często mówi się, że ta osoba zmarła z powodu koronawirusa, ale jednak ona miała zaawansowany nowotwór. Ludzie to wiedzą i może dlatego nie boją się.

Lekarze normalnie przyjmują w przychodniach, czy obawiając się zakażenia, głównie decydują się na telewizyty?

Lekarze przestrzegają wszystkich zasad: dystansu, higieny. Jednak wiele osób przychodzi do przychodni jakby szli na plażę: nie mają maski, nie przestrzegają zaleceń dystansowania i higieny. Lekarze apelują do pacjentów: „Pomóżcie sobie i pomóżcie nam wam służyć”. Ja zawsze proszę, żeby pacjenci założyli maseczkę, rękawiczki. Sam też się zabezpieczam, przyjmuję pacjentów co 45 minut, dezynfekuję gabinet po każdym pacjencie.

Przychodnie są otwarte, choć część lekarzy nadal nie przyjmuje, zwłaszcza starszych. Często lekarze obawiają się zbadać pacjenta. Wielu lekarzy w Indiach zmarło z powodu COVID.

W Polsce niedawno lekarka została pozbawiona na pół roku prawa wykonywania zawodu, ponieważ mówiła, że COVID nie jest aż tak dużym problemem, że więcej osób umrze z powodu złego leczenia, na przykład chorób.

Lekarz nie powinien tak mówić. Jednak nie powinno się jej pozbawiać prawa wykonywania zawodu. Wyraziła swoją opinię, lekarz ma do tego prawo. Trzeba przekonywać argumentami. Nasza izba lekarska nie wtrąca się, każdy ma prawo wyrazić swoją opinię, jednak ostatecznie to rząd podejmuje decyzję, co robić. Odbieranie za to prawa wykonywania zawodu nie jest dobre.

Pan doktor przyjmował w okresie lockdownu i największego lęku z powodu COVID-19?

Tak, pracowałem przez cały czas. Jeśli potrafiłem pomóc przez telefon, to radziłem przez telefon. Jeśli nie, to umawiałem się na wizytę w gabinecie. Nie odmówiłem nikomu. Lekarz musi obejrzeć chorego, zbadać go. Tak, jak na wojnie żołnierz musi strzelać. Studiowałem medycynę po to, by ratować innych. Oczywiście, trzeba przy tym dbać o siebie, żeby się nie zarazić. Odpowiedzialności jednak nie da się unikać, a etyka zawodowa ma swój wymiar. W czasie studiów w Warszawie na Akademii Medycznej i na studiach podyplomowych, tej odpowiedzialności uczyli mnie i innych studentów medycyny takie osoby jak docent Hanna Łukasiewicz-Otto, prof. Jan Nielubowicz, prof. Andrzej Radzikowski, dr Ewa Zawistowska i wielu innych.

A jak pan doktor dba o swoją odporność, by nie zachorować na COVID?

Nie jestem co prawda wegetarianinem, jednak 95 proc. mojego codziennego wyżywienia to owoce, warzywa, produkty mleczne. Mam swój ogród, który sam uprawiam (nazywam go Kampinosem), w którym hoduję warzywa i owoce, m.in. banany, papaje, jackfruity, ananasy, dynie. Codziennie chodzę 9 km pod górę. Godzinę dziennie uprawiam jogę.

Czyli: dieta, aktywność fizyczna, joga. To druga linia obrony przed koronawirusem?

Nawet pierwsza. Myślę, że nawet jak pojawi się szczepionka, to pierwszą linią obronny zawsze jest nasza własna odporność. W Polsce macie wspaniałe owoce i warzywa: jabłka, czereśnie, porzeczki, śliwki, jagody, pomidory. Polska kuchnia jest bardzo bogata; wiem, bo wiele lat mieszkałem w Polsce. Mogę każdemu polecić też jogę, i pracę w ogrodzie na świeżym powietrzu (a macie czystsze środowisko niż my w Indiach). Duże znaczenie ma dieta bogata w roślinność, indyjski spokój i pozytywne nastawienie do życia.

Dr Dibakar Kalita-Mizu, lekarz pediatra, mieszka w Guwahati, w indyjskim stanie Assam, prowadzi Fundację Janusz Korczak Foundation, której celem jest wsparcie „dzieci ulicy”. Studiował medycynę na Akademii Medycznej w Warszawie.

 0

Czytaj także