Operacja na kompleksach

Operacja na kompleksach

Dodano: 
Efekty operacji plastycznych. Zdjęcia przed i po
Efekty operacji plastycznych. Zdjęcia przed i po / Źródło: YouTube / LetMeIn
Poprawiać urodę można, ale nie warto przesadzać. Obowiązuje zasada złotego środka, czyli umiar.

Powiększanie piersi oraz liposukcja, czyli odsysanie tłuszczu. Potem lifting biustu, abdominoplastyka, czyli plastyka brzucha, i plastyka opadających powiek. To według międzynarodowego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej zabiegi chirurgii plastycznej wykonywane na świecie w 2018 r. najczęściej. Do tego dochodzą zabiegi medycyny estetycznej, czyli niewymagające skalpela: toksyna botulinowa, inaczej botoks, kwas hialuronowy, depilacja laserowa. W ubiegłym roku na świecie wydano ponad miliard dolarów na zastrzyki z botoksu i kolejny miliard na silikonowe implanty.

Cena urody

Według danych w 2018 r. tylko w USA przeprowadzono 1,5 mln operacji plastycznych oraz 3,3 mln zabiegów medycyny estetycznej. Szacuje się, że na całym świecie rocznie wykonuje się około 12 mln procedur chirurgii plastycznej oraz ponad dwa razy tyle zabiegów medycyny estetycznej. Najwięcej zabiegów wykonuje się w USA (18 proc.), Brazylii (10 proc.) i Japonii (7 proc.). W Europie przodują Włochy (4 proc.) i Niemcy (3 proc.). W Polsce nikt nie prowadzi dokładnych statystyk, ale Polskie Stowarzyszenie Medycyny Estetycznej szacuje, że ok. 500 tys. osób rocznie decyduje się na wizytę u chirurga plastycznego, płacąc średnio za pojedynczy zabieg około 10 tys. zł.

Dane jednak nie są najświeższe. Według raportu GfK Beauty 2016 (Growth from Knowledge) aż 77 proc. Polaków rozważa skorzystanie z pomocy medycyny estetycznej, a 23 proc. widzi taką możliwość w przyszłości. Rynek medycyny estetycznej w Polsce i na świecie rozwija się dynamicznie. W zeszłym roku Amerykanie wydali na poprawę urody blisko 8,5 mld dol., z czego 6,6 mld na operacje chirurgiczne. Szacuje się, że na całym świecie rynek medycyny estetycznej może być wart nawet cztery bln dol., ale to dane niedokładne, bo prym wiedzie rynek azjatycki (szacuje się, że przynosi aż 44 proc. globalnych dochodów), a tam nikt nie prowadzi rzetelnych obliczeń. W Polsce wartość rynku jest szacowana na ponad 200 mln zł i wciąż rośnie szybciej niż na świecie. Już w latach 2015-2016 można było mówić o wzroście o 10-12 proc. rocznie, podczas gdy średnia światowa wynosiła 8,2 proc. Kto korzysta z usług chirurgów plastycznych? Nie tylko kobiety, choć oczywiście stanowią zdecydowaną większość (96 proc.). Z zabiegów chirurgicznych i estetycznych korzystają również panowie.

Ci, według ISAPS, w 2018 r. najczęściej korygowali chirurgicznie odstające uszy (39 proc.), robili lifting całego ciała, lifting szyi, rynoplastykę, czyli poprawę nosa, i plastykę powiek. Kliniki medycyny estetycznej najchętniej odwiedzają osoby w wieku 35-50 lat (39,5 proc.) oraz 18-34 lata (26,8 proc.).

Być jak z obrazka

Co sprowadza Polaków do gabinetów chirurgów plastycznych? – Kompleksy – uważa dr Maciej Charaziński, chirurg plastyczny z warszawskiej Kliniki Promedion. – Pacjenci mający niską samoocenę, są podatni na wpływy mediów i obrazów z internetu. A te w ostatnich latach bombardują i zalewają nas z każdej strony. Przestajemy lubić być sobą, wolimy być kimś innym z ładnego obrazka – uważa chirurg. Jego zdaniem jedynie 50 proc. operacji plastycznych ma uzasadnienie w dbaniu o zdrowie i obiektywnej poprawie defektów estetycznych. Druga połowa to subiektywna chęć polepszenia urody i sylwetki. – Żyjemy w czasach kultu młodości. Jesteśmy zdrowsi, bardziej fit, chcemy też być piękniejsi.

A nowoczesna medycyna i technologia na to pozwalają – uważa dr Elżbieta Radziszewska, chirurg plasyczny, do niedawna ordynatorka Oddziału Chirurgii Plastycznej Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA. Zwłaszcza że społeczna presja na zachowanie młodości jest coraz silniejsza. Poprawianie urody już od dawna nie jest jedynie domeną gwiazd filmu czy estrady lub celebrytek, choć to właśnie one stanowią wzór i wyznaczają trendy. Gwiazdy Hollywood od lat nie kryją, że z pomocy chirurga korzystają niemal tak samo często, jak malują paznokcie. Kolorowa prasa co jakiś czas wszczyna śledztwo i donosi o kolejnych celebrytkach, które rzekomo poprawiły swoją urodę. Rzekomo, bo większość z nich nie przyznaje się, że „majstrowały” przy swoim ciele. Nawet Kim Kardashian, uznana wręcz za ikonę chirurgii plastycznej, nigdy oficjalnie nie potwierdziła, że kiedykolwiek poddała się operacji.

– Pacjentki mają prawo zachować dla siebie to, co wydarzyło się w gabinecie. To ich wybór, w końcu cała sztuka polega na tym, aby poprawić urodę, ale wciąż wyglądać naturalnie – ocenia Charaziński. Przyznaje jednak, że skoro jednego dnia kobieta miała małe piersi, duży nos, wąskie usta, a na kolejnym evencie pokazuje kształtny, dorodny biust bez stanika, nosek jest malutki i zgrabny, a usta nabrzmiałe, zaprzeczanie brzmi co najmniej niewiarygodnie. W takim przypadku może zadziałać też efekt psychologiczny. – Pół roku po operacji pacjent na ogół myśli, że zawsze tak wyglądał. Nie pamięta, jak duża różnica była przed zabiegiem. To efekt udowodniony i opisany w literaturze – twierdzi Charaziński. Również w Polsce wiele celebrytek próbuje swoje radykalne metamorfozy wytłumaczyć zdrową dietą, treningami czy spaniem w przeciągu. Ale są też takie, które wyznać prawdy się nie wstydzą. Wiadomo, że piersi powiększyły sobie modelka Natalia Siwiec, prezenterka Agnieszka Szulim-Starak oraz trenerka Ewa Chodakowska. Edyta Górniak otwarcie opowiadała o powiększeniu ust, a piosenkarka Kayah o operacji nosa.

W granicach rozsądku

Zdaniem Radziszewskiej Polki mają skłonność do przesady: – W Polsce wciąż prezentujemy zaściankowe myślenie, nie mamy gustu ani klasy. Podobno Polki w gabinetach dążą do osiągnięcia ideału prezentowanego w kolorowych pismach, a jeszcze częściej – w internecie. Nie chcą być dyskretne, naturalne, wolą być karykaturalne, przerobione. I za wszelką cenę, często kosztem kredytów, chcą mieć wszystko większe i przerysowane. Radziszewska pracuje w szpitalu, więc wie, że chirurgia plastyczna to nie tylko implanty i odsysanie tłuszczu. – To szalenie potrzebna specjalizacja, która nierzadko ratuje życie lub zwraca pacjentowi godność i codzienny komfort – tłumaczy. Ma na myśli np. rekonstrukcje piersi u pacjentek po mastektomii, odbudowę nosa lub twarzoczaszki po wypadkach mechanicznych czy usuwanie blizn po rozległych oparzeniach, pogryzieniu przez psa.

– Niestety, chirurdzy plastyczni rzadko znajdują pracę w szpitalach. Nasz system zdrowia po macoszemu traktuje chirurgię plastyczną. Nie refunduje bądź refunduje jedynie częściowo zabiegi, które w takich przypadkach naprawdę leczą ciało i psychikę pacjentów – kwituje. Zdaniem chirurga plastycznego z Kliniki Promedion, dr. Marcina Nowaka, właśnie z tego wynika pewnego rodzaju roszczeniowość pacjentów w prywatnych klinikach. Gdy pacjent jest w prawdziwej potrzebie – ufa lekarzowi. Gdy jednak jest zdrowy, młody, a na operację decyduje się tylko z powodów estetycznych, zdarza się, że stawia lekarzowi wygórowane warunki. A wtedy najważniejszą pracą, jaką musi wykonać lekarz, jest skonfrontowanie oczekiwań z realiami i uprzedzenie pacjenta o niebezpieczeństwie. – Zdarza się, że w niewielkim defekcie estetycznym pacjent doszukuje się przyczyny swoich niepowodzeń życiowych. Wtedy wiemy, że cokolwiek zmienimy w wyglądzie, a problem przede wszystkim tkwi w jego psychice, to i tak w konsekwencji spowoduje niezadowolenie z finalnego efektu zabiegu – opowiada Nowak. Odmawia wykonywania zabiegów również tym pacjentom, którzy oczekują rezultatów daleko odbiegających od naturalnego wyglądu. – Na przykład olbrzymich implantów. Próbuję wyjaśnić pacjentce, że rozmiar bardzo odbiegający od całościowej budowy ciała wiąże się ze znacznym ryzykiem powikłań w przyszłości – kwituje lekarz.

Na wymiar

Bo większość powikłań przy operacjach piersi czy pośladków wiąże się właśnie z tym, że wszczepiany implant jest zbyt duży. – Przy doborze implantu, jak zresztą w każdej dziedzinie życia, powinna obowiązywać zasada złotego środka. Potrzebny jest kompromis, wszyscy muszą być zadowoleni. I lekarz z przeprowadzonej operacji, która była bezpieczna, i pacjentka z efektu końcowego – tłumaczy Maciej Charaziński. Jego zdaniem implant powinien być dobrany jak sukienka u krawca. Dlatego trzeba zmierzyć: szerokość klatki piersiowej, jej wysokość, specjalnymi instrumentami określić grubość tkanek. Dopiero wtedy można dobrać rozmiar implantu.

– Można skorzystać z pomocy innowacyjnego urządzenia do trójwymiarowego obrazowania efektów pooperacyjnych. Takie obrazowanie bardzo się przydaje, bo pacjentka realnie widzi, jak jej wyobrażenia mają się do rzeczywistości – tłumaczy. Elżbieta Radziszewska przyznaje, że zdarza się, i to wcale nierzadko, że do gabinetu zgłaszają się pacjentki psychicznie i fizycznie niegotowe na zmiany. – W trakcie rozwodu lub tuż po urodzeniu dziecka. Dla niektórych pacjentek liposukcja czy powiększenie piersi ma być lekiem na życiowy kryzys. Mąż odszedł do innej, młodszej kobiety, a żona w panice chwyta się brzytwy, bo ma nadzieję, że jak pokaże mu jędrniejsze piersi i szczuplejszy brzuch, to on wróci. Ale okazuje się, że nie wraca, kosztowna operacja wcale nie pomogła. Kobieta nie jest szczęśliwsza, a często nawet bywa niezadowolona ze swojego nowego wyglądu. Tyle że ja już w tym jej nie mogę pomóc – opowiada lekarka.

– Problem na ogół jest w głowie – potwierdza Charaziński i opowiada historię chłopaka z ogromnym kompleksem nosa. – Moim zdaniem z jego nosem jest wszystko ok. Zgrabny, prosty, z niewielkim garbkiem – zwykły nos, a nawet powiedziałbym, że nos atrakcyjny.

Najpierw psycholog

Dlatego tak ważne jest, aby w klinikach chirurgii i medycyny plastycznej istniała możliwość kontaktu z psychologiem, a personel szczególną wagę przykładał do wywiadu z pacjentem. W ostatnim czasie w USA naukowcy analizowali, jak wielu pacjentów medycyny estetycznej ma kłopoty psychiatryczne. W tym roku dr n. med. Benjamin Jang i dr n. med. Dhaval R. Bhavsar z University of Kansas School of Medicine zbadali, że spośród tysiąca pacjentów poszukujących zmiany wyglądu w wyniku zabiegów chirurgii plastycznej 44,1 proc. ma lub miało w przeszłości zaburzenia psychiczne, najczęściej depresyjne (50,6 proc.) i lękowe (32,9 proc.).

Także z badań prof. Alex Clarke, które zostały opublikowane w „The Times”, wynika, że co siódma osoba decydująca się na operację plastyczną cierpi na zaburzenia psychiczne lub problemy kwalifikujące ją do terapii. Ale lekarzom to na ogół umyka, bo nie dokładają należytych starań, by w porę wychwycić chorobę i odradzić operację. Zdaniem Clarke pacjenci szukają w chirurgii plastycznej sposobu na rozwiązanie swoich problemów psychicznych, zamiast zwrócić się po profesjonalną poradę do psychologa lub psychiatry. Naukowczyni policzyła, że nawet dla jednej trzeciej pacjentów operacja plastyczna nie była dobrym rozwiązaniem. Mimo że sami o nią prosili.

Czytaj także:
Jak poprawić wygląd biustu bez operacji?

Okładka tygodnika WPROST: 30/2019
Więcej możesz przeczytać w 30/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0