Ludzie z przepaści

Ludzie z przepaści

Dodano: 
Posłania niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie
Posłania niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie / Źródło: Newspix.pl / GRZEGORZ KRZYZEWSKI / FOTONEWS
Dzięki garstce ludzi koczujących od trzech tygodni w Sejmie, ale także dzięki niechęci władzy do spełnienia ich postulatów, mieliśmy w mediach prawdziwy festiwal wiedzy o ludziach z niepełnosprawnościami.

Poznaliśmy setki historii o nędzy, smutku, zmęczeniu, samotności i lęku. Chyba nigdy dotąd niepełnosprawność nie zajmowała tyle miejsca na czołówkach polskich gazet. Bo na co dzień o niej się milczy. Ludzie sprawni żyją na wysokiej górze, dalej jest urwisko, a za nim przepaść, do której wpadają ci, których ciało jest inne. Wystarczy drobiazg, mały uraz w życiu płodowym, jeden chromosom więcej, jeden wypadek drogowy, jeden skok do pustego basenu, jedna zatkana tętnica i człowiek razem z całą rodziną ląduje w przepaści. Bardzo, naprawdę bardzo rzadko udaje się komuś z niej wydostać.

My tutaj na górze urządzamy sobie swoje pełnosprawne życie, zarabiamy, konsumujemy i ubezpieczamy się, żeby nie myśleć o przepaści. Chociaż i tak większość z nas do niej trafi. Starość jest bezwzględna i nie da się od niej ubezpieczyć.

W przepaści toczy się nieustanna walka o przetrwanie kolejnego dnia. Są tam ponure mieszkania, w których żyją w izolacji dwie osoby, zwykle matka z dzieckiem wymagającym opieki 24 godziny na dobę. Gdy dziecko jest małe, jakoś to jeszcze idzie, ale gdy ono ma 40 lub 50 lat, matka sama zaczyna wymagać opieki. Narasta w niej strach, bo wie, co się stanie, jeśli umrze lub straci siły. Jej dziecko i ona sama trafią wtedy do DPS-u.

Kafelki w łazienkach

– I co z tego? – zapytałby ktoś. – Przecież po to są DPS-y. To prawda. Ale domy pomocy społecznej to taka przepaść w przepaści. Trzeba przyznać, że przez trzy ostatnie dziesięciolecia ewoluowały. Po wejściu do UE miało być elegancko i po europejsku, więc sporo pieniędzy wpakowano w infrastrukturę. To znaczy w przebudowę istniejących DPS-ów. Zrobiono łazienki w pokojach i wyłożono chodniki kostką Bauma. Chociaż już wtedy było wiadomo, że domy dla często ponad setki osób nie są dobrym rozwiązaniem, choćby dlatego że duże zbiorowiska osób z różnymi niepełnosprawnościami, na różnym poziomie intelektualnym sprzyjają tworzeniu się wewnątrz nieformalnych struktur, a mówiąc wprost, silniejsi wykorzystują tam słabszych, nad czym personel nie jest w stanie zapanować. Dlatego zamiast ładować pieniądze w kafelki, należało się skupić na mieszkaniach wspomaganych i szkoleniu kadr.

To ostatnie też miało miejsce, z tym że młodzi ludzie rzadko uważają pracę w przepaści za wymarzoną karierę, więc organizowano kursy dla dawnego personelu, by nie odzywał się do osób z niepełnosprawnościami lekceważąco i po imieniu, ale z szacunkiem dla ich ludzkiej godności. Przeszkoleni opiekunowie zamiast mówić jak za komuny: „Anka, cicho bądź!”, zaczęli zwracać się do podopiecznych: „Pani Aniu, nie podnoś głosu”.

Okazało się też, że w związku z gwałtownie rosnącą liczbą osób wymagających opieki w przepaści jest miejsce na biznes. Popyt na miejsca dla ludzi obłożnie chorych wywołał podaż w postaci prywatnych domów opieki. Jest ich wiele i na różnym poziomie, niektóre bardzo przyzwoite, ale drogie i stać na nie tylko bogate rodziny, na pewno nie takie, które żyją z zasiłku. A po tych tańszych nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać. W końcu wszyscy czytaliśmy reportaże o domach, gdzie starsze osoby są przywiązywane do krzeseł, głodzone i upokarzane.

To, mam nadzieję, margines, jednak ludzie niesamodzielni są szczególnie narażeni na wszelkiego rodzaju przemoc, więc personel w domach opieki powinien być dobierany starannie, często szkolony i, niestety, nadzorowany. A tak się nie dzieje, bo biznes to biznes i ma być jak najtaniej.

Obiecanki

Ludzie protestujący dziś w Sejmie są wysłannikami z przepaści. Wdrapali się na najwyższą górę, żeby pokazać, że istnieją i potrzebują pomocy. Gdy władza rozdawała pieniądze na dzieci, nawet się nie zająknęła o osobach niesamodzielnych, które powinny dostawać 500+ do końca swoich dni. To przelało czarę goryczy. Ludzie z przepaści chcą już tylko pieniędzy, już nie krzyczą: „Pozwólcie nam żyć wśród was!”. A to właśnie obiecywano im od lat w każdej kampanii wyborczej. Gdyby któryś z kandydatów chciał w najbliższych wyborach powtórzyć te obiecanki, oto krótkie przypomnienie:

1. Zlikwidować Domy Pomocy Społecznej, na początek te, w których przebywa ponad 40 osób. DPS-y to ochłap rzucony w przepaść z góry – za mało, żeby żyć, tyle, żeby nie umrzeć od razu. Służą do mydlenia oczu: nie chcesz się zajmować swoim niepełnosprawnym dzieckiem, oddaj je do domu opieki. Ale czy naprawdę ktokolwiek chciałby zamieszkać w DPS-ie?

2. Organizować mieszkania wspomagane. Są potrzebne, żeby można było zlikwidować DPS-y. Mieszkania dla kilku, najwyżej kilkunastu osób. Położone w centrum miast i miasteczek, żeby ich mieszkańcom nie było za daleko do kina czy parku i żeby sąsiadom nie było za daleko do nich. Powinno się w nich zapewnić mieszkańcom jak najbardziej aktywne, normalne życie. O mieszkaniach wspomaganych mówi się od lat, ale na razie są tylko na pokaz. A ich protoplaści, czyli małe domy dla kilkunastu osób, które w latach 90. zakładali starzejący się rodzice dla swoich dorastających dzieci, niekiedy chylą się ku upadkowi, bo rodzice poumierali i nie ma komu zabiegać o dotacje i sponsorów. Brakuje mechanizmu, który pozwoliłby te domy utrzymać.

3. Szkolić asystentów. Profesjonalnych, empatycznych i na masową skalę, bo Polska się starzeje i osób niepełnosprawnych lawinowo przybywa. Asystenci powinni nie tylko zapewniać opiekę w mieszkaniach wspomaganych, ale też organizować warsztaty zajęciowe, ośrodki dziennego pobytu, rehabilitację.

4. Edukować społeczeństwo. Dzieci i młodzież powinni mieć lekcje (dwa razy w tygodniu, przez całą szkołę) z towarzyszenia ludziom z niepełnosprawnościami. Tylko w ten sposób osoby w tak zwanej normie intelektualnej i zdrowotnej mogą zrozumieć, że przepaść nie powinna istnieć, a do jej zlikwidowania potrzebna jest empatia.

5. Wspierać opiekunów. Opiekunowie, nawet spokrewnieni z podopiecznym, powinni być zatrudniani etatowo jako asystenci osób niepełnosprawnych. Wykonują przecież pracę, która musi im zapewnić świadczenia emerytalne i zdrowotne jak każdemu pracownikowi. Tak, trzeba na to pieniędzy. Ale wszyscy przecież solidarnie płacimy podatki. Nie możemy zrzucać niektórych z nas w przepaść nędzy i beznadziei tylko dlatego, że los ich pokazał palcem. A rząd mówi – damy im pampersy. Czy to nie śmieszne?

Wynieść ich

Że życie osób z niepełnosprawnościami jest koszmarem, to zasługa całego społeczeństwa, ale przykład idzie z góry. W kampanii wyborczej kandydat na prezydenta Andrzej Duda mówił: „Prezydent nie może się bać ani wstydzić spotykać z takimi ludźmi”. Te słowa świadczą o silnych uprzedzeniach i nie powinny paść z ust żadnego polityka. Na szczęście prezydent chyba już zrozumiał, że ze strony „tych ludzi” nic mu nie grozi – i on, i pierwsza dama spotkali się z protestującymi w Sejmie. Nie wiadomo, czy te spotkania cokolwiek zmienią, ale dobrze, że były. Bo poza tym ludzie z góry popełniają gafę za gafą. Premier Morawiecki wspomniał, że potrzeby niepełnosprawnych zostaną sfinansowane z podatku dla najbogatszych. Mógł przewidzieć, że od razu podniosą się głosy świętego oburzenia – dlaczego my? Odezwał się też Kościół, sugerując ustami abp. Henryka Hosera, że nie jest stroną w tym sporze, a akcja ma „zaplecze polityczne”, natomiast poseł Stanisław Pięta wzywał, by protestujących wynieść z Sejmu i przekazać policji. No jasne, niech nam znikną z oczu, wrócą do swojej przepaści i niech będzie tak, jak było.


Magda Papuzińska

Okładka tygodnika WPROST: 19/2018
Więcej możesz przeczytać w 19/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także