Dym bez ognia

Dym bez ognia

Dodano: 
Papierosy, popielniczka, zdj. ilustracyjne
Papierosy, popielniczka, zdj. ilustracyjne / Źródło: Fotolia / pixarno
Eksperci alarmują – zakaz informowania o nowych produktach dostarczających nikotynę w praktyce ogranicza konsumentom dostęp do mniej szkodliwych alternatyw palenia tytoniu.

W 2025 r. papierosy będzie palić ponad miliard osób na świecie – szacuje Światowa Organizacja Zdrowia. I to mimo powszechnej wiedzy na temat szkodliwości palenia. Palaczy nie zniechęcają ani drastyczne historie chorób innych palaczy, ani sugestywne obrazki na opakowaniach, ani też koszty finansowe. Siła nikotynowego nałogu jest tak wielka, że są w stanie wziąć na siebie każde ryzyko. A zagrożenie w przypadku palenia jest wyjątkowo duże.

Wdychany przez palacza dym zawiera wiele toksycznych związków, które zaburzają funkcje organizmu i prowadzą do poważnych chorób, z rakiem włącznie. Szacuje się, że w Polsce z powodu palenia wyrobów tytoniowych przedwcześnie umiera ok. 67 tys. osób rocznie. Na świecie – 6 mln. Te statystyki mogłyby być o wiele mniej tragiczne, gdyby palacze – zamiast palić, wdychając przy okazji toksyczne i kancerogenne substancje – dostarczali sobie nikotynę w bardziej przyjaznym dla organizmu towarzystwie.

Podgrzany, a nie palony

Produkty z nikotyną, ale bez innych toksycznych substancji, dostępne są na rynku od lat. Najbardziej znane są papierosy elektroniczne, czyli e-papierosy, oraz urządzenia, w których dochodzi do podgrzewania tytoniu. Pierwsze, nazywane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) Elektronicznymi systemami dostarczania nikotyny (ENDS), to zasilane baterią urządzenia inhalacyjne z nikotyną, której opary powstają w procesie podgrzewania specjalnego roztworu, e-liquidu. Składa się on najczęściej z glikolu propylenowego, gliceryny, aromatów i nikotyny.

Co ciekawe, e-papierosy powstały w Chinach i za ich opracowaniem nie stoi żaden koncern tytoniowy. Światowy rynek e-papierosów jest dziś zdominowany przez małe i średnie firmy. To się jednak wkrótce może zmienić, bo kilka największych firm tytoniowych przejęło już mniejszych producentów ENDS, np. British American Tobacco wchłonęło CHIC Group, do której należy Smoking World kontrolujący ok. 60 proc. polskiego rynku e-papierosów.

Z kolei systemy podgrzewania tytoniu to rozwiązanie, w którego opracowaniu mieli udział także polscy naukowcy, a dokładniej zespół prof. Joanny Szczepanowskiej z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN, który odkrył, że jeśli spalanie tytoniu zastąpimy podgrzewaniem, uzyskamy satysfakcjonujący dla palaczy, ale dużo mniej szkodliwy dla zdrowia efekt. Podczas podgrzewania uwalnia się ponad dwa razy mniej szkodliwych substancji niż podczas palenia tytoniu.

– Badania wykazały, że ograniczenie szkodliwych bądź potencjalnie szkodliwych substancji dzięki podgrzewaniu jest zachęcającym podejściem do zmniejszenia stresu mitochondrialnego w komórce, związanego z paleniem wyrobów tytoniowych – wyjaśnia prof. Joanna Szczepanowska.

Opracowywaniem produktów zawierających nikotynę, ale jednocześnie pozbawionych toksycznych składników dymu papierosowego, zajęły się też koncerny nikotynowe. Philip Morris International (PMI), który rozpoczął badania nad takim produktem już 10 lat temu, zaangażował przy projekcie ponad 400 naukowców, inżynierów i ekspertów i do dziś zainwestował w niego ponad 3 mld dolarów. W efekcie udało mu się opracować System podgrzewania tytoniu (THS2.2, nazwa handlowa to IQOS), który elektronicznie podgrzewa tytoń w temperaturze dużo niższej od temperatury spalania, powodując powstanie aerozolu z nikotyną i mieszaninę związków o znacząco niższej niż w dymie tytoniowym zawartości substancji toksycznych. Wyniki badań Philip Morris International ogłosił w ubiegłym roku na 42. Kongresie Federacji Europejskich Stowarzyszeń Biotechnologicznych FEBS (ang. Federation of European Biochemical Societies). Do tej pory systemy podgrzewania tytoniu to jednak produkty niszowe.

Polityka a palenie

Na razie na świecie prym wiodą tradycyjne papierosy, cygara, tytoń do fajek itp., które są wyrobami legalnie dostępnymi w prawie wszystkich państwach świata. Polska nie jest tu wyjątkiem. Tytoń rośnie na polskich polach, a w 2016 r. wyeksportowaliśmy wyroby tytoniowe za ponad 8 mld zł, a branża tytoniowa daje zatrudnienie ponad 60 tys. osób.

Mimo wkładu branży tytoniowej w gospodarkę krajową nie można przymknąć oczu na szkodliwość palenia. W efekcie dostępność produktów tytoniowych, zasady ich reklamowania, promocji i sposób prezentacji – np. wygląd opakowania – są ściśle regulowane, a polityka polskiego państwa wobec wyrobów tytoniowych koncentruje się na zniechęcaniu konsumentów do ich spożywania, a palaczy do porzucenia nałogu. Jednak wielu ekspertów, w tym eksperci Fundacji Warsaw Enterprise Institute i autorzy raportu „Polityka państwa w zakresie informowania o nowych produktach dostarczających nikotynę” (kwiecień 2018), uważa ją za błędną, bo zamiast realizować założone cele regulacyjne (ochronę zdrowia publicznego), przynosi odwrotny skutek – ogranicza de facto konsumentom dostęp do mniej szkodliwych produktów. Wskutek tego znaczna część konsumentów, nie mając wystarczającej informacji, nie będzie świadoma istnienia mniej szkodliwych alternatyw dla klasycznych produktów tytoniowych. Będzie więc korzystać wciąż z bardziej niezdrowych, np. papierosów. Polskie podejście jest zresztą zbliżone do unijnego, które kwalifikuje nowatorskie produkty tytoniowe oraz e-papierosy do ścisłej regulacji. Zostały one objęte zakazem używania w miejscach publicznych, wprowadzono też zakaz ich sprzedaży osobom nieletnim, zakaz reklamowania oraz obowiązek zamieszczania ostrzeżeń zdrowotnych.

Zdaniem autorów raportu należałoby raczej przyjąć politykę redukcji szkód, która polega na ograniczaniu negatywnych konsekwencji zdrowotnych palenia i którą promują niektóre państwa. Na przykład amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) jako pierwsza państwowa instytucja zdecydowała się na wprowadzenie przepisów różnicujących traktowanie wyrobów tytoniowych pod względem ich szkodliwości, umożliwiając wprowadzanie na rynek produktów tytoniowych o zmodyfikowanym poziomie ryzyka i przekazywanie informacji na temat ograniczonej szkodliwości tych wyrobów konsumentom.

Naukowcy też dorzucili swoją cegiełkę. Ich zdaniem metody rzucania palenia są nieskuteczne i w ok. 90 proc. przypadków kończą się niepowodzeniem. Znaczna część palaczy nie chce bądź nie może porzucić nałogu. Dla nich praktycznie jedyną alternatywą jest przejście na produkty o ograniczonym poziomie ryzyka.

Jak zauważają eksperci WEI, rozwiązanie to jest również korzystne z punktu widzenia państwa. Potencjalnie pozwala na poprawę zdrowia publicznego na poziomie makro i może się przyczynić do ograniczenia wydatków ponoszonych na opiekę zdrowotną osób, które zachorowały na skutek palenia. Bo jak wykazują badania naukowe, to osoby palące w najbliższych 20-30 latach staną się największym obciążeniem dla krajowych systemów ubezpieczeń i ochrony zdrowia.

Okładka tygodnika WPROST: 19/2018
Więcej możesz przeczytać w 19/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także