(Nie)wydolne serce

(Nie)wydolne serce

Dodano: 
Serce
Serce
Organizacje pacjenckie zaapelowały o koordynowaną opiekę i możliwość leczenia najciężej chorych lekami dostępnymi już w całej Europie. Chodzi o niewydolność serca, w której rokowanie jest gorsze niż w wielu nowotworach.

Osłabienie, duszność, początkowo po dłuższym spacerze, potem po coraz krótszym, coraz gorsze tolerowanie wysiłku fizycznego. To sygnały, że serce staje się coraz mniej wydolne. Szacuje się, że na niewydolność serca choruje w Polsce od 800 tys. do miliona osób, jednak wiele z nich o tym nie wie. Do objawów chorzy przyzwyczajają się i nawet nie skarżą się lekarzowi. Zła tolerancja wysiłku i duszność z czasem się powiększają, problemy zaczynają pojawiać się przy coraz mniejszej aktywności. Niewydolność serca może być konsekwencją zawału – chory zostaje uratowany, ale serce jest uszkodzone i gorzej pracuje. Inne możliwe przyczyny to np. choroba wieńcowa, przewlekłe nadciśnienie, migotanie przedsionków, wrodzone wady serca albo po prostu powikłanie po niedoleczonej infekcji grypowej.

Przyczyny różne, ale skutek ten sam: serce nie jest w stanie zapewnić organizmowi wystarczającej ilości tlenu, żeby mógł podjąć wysiłek fizyczny i normalnie funkcjonować. – Zwykle choroba dotyczy osób po 60. roku życia, jednak co najmniej 15 proc. chorych to młode osoby w wieku produkcyjnym, które mogłyby normalnie funkcjonować w życiu społecznym i zawodowym, jeśli byłyby dobrze leczone – mówi Beata Ambroziewicz, prezes Polskiej Unii Organizacji Pacjentów, przedstawiciel koalicji Serce dla Kardiologii. Dr hab. n. med. Agnieszka Pawlak z Kliniki Kardiologii Inwazyjnej szpitala MSWiA w Warszawie na co dzień leczy chorych z niewydolnością serca.

To nie tylko osoby po sześćdziesiątce. Podaje przykłady z własnej praktyki: 42-letni pacjent przyjęty do szpitala z ciężką niewydolnością serca; rokowanie dramatyczne, jednak sytuację udało się opanować. 28-latek z ciężką niewydolnością, kwalifikowany do transplantacji serca – dzięki zastosowaniu innowacyjnego leczenia nastąpiła poprawa, więc można go było wykreślić z listy kandydatów do transplantacji. 22-letnia dziewczyna, która mimo podjętych prób leczenia i wpisania na listę, nie doczekała transplantacji, zmarła. – Statystyka pokazuje problem, jednak gdy dotykamy człowieka, to widzimy, jak istotne jest to, by walczyć o każdego pacjenta – mówi dr Pawlak. Walka o każdego pacjenta oznacza po pierwsze, dobrą, skoordynowaną opiekę, a po drugie, dostęp do skutecznego leczenia. Liczby są alarmujące – tylko 50 proc. chorych na niewydolność serca ma szansę na pięcioletnie przeżycie, aż 11 proc. umiera w pierwszym roku po hospitalizacji. To statystyki gorsze niż w wielu nowotworach.

Kompleksowość i skuteczne leki

Chorobę trzeba szybko diagnozować i skutecznie leczyć, niestety i z jednym, i z drugim jest problem. – Dobrze leczymy zawały serca, niestety po wyjściu ze szpitala pacjent często jest pozostawiony sam sobie, kilka miesięcy czeka na wizytę u kardiologa. Nie ma kontynuacji leczenia, nie jest leczony zgodnie z obowiązującymi standardami – mówi prof. Jadwiga Nessler, kierownik Kliniki Choroby Wieńcowej i Niewydolności Serca Collegium Medicum UJ, pełnomocnik Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego ds. Niewydolności Serca. Potwierdza to dr Aleksandra Pawlak: – „Mamy cztery grupy leków, które poprawiają rokowanie w niewydolności serca, z których jedna, bardzo ważna, nie jest w Polsce refundowana. Mamy nadzieję, że to się zmieni. Kardiolodzy czekają na wejście w życie zapowiadanego od kilku miesięcy pilotażu programu kompleksowej opieki nad chorymiz niewydolnością serca (KONS), zaproponowanego przez Polskie Towarzystwo Kardiologiczne we współpracy z Ministerstwem Zdrowia. W ramach KONS pacjent już nie będzie pozostawiony sam sobie. Jeśli niewydolność serca będzie zdiagnozowana w szpitalu, po wyjściu z niego ma szybką ścieżką trafić do kardiologa, a potem do lekarza rodzinnego, który w przypadku zaostrzenia choroby będzie mógł skierować pacjenta z powrotem do specjalisty”.

– „Obecnie pacjenci po wyjściu ze szpitala czekają ponad trzy miesiące na wizytę u kardiologa, a wytyczne mówią, że powinni być skonsultowani w ciągu kilku dni, bo trzeba sprawdzić, czy nie należy zmodyfikować leczenia. Chodzi o to, by uniknąć zaostrzenia choroby i powtórnej hospitalizacji” – dodaje dr Pawlak. KONS jest koniecznością, jednak jego pilotaż na początek obejmie niewielką liczbę pacjentów. Dopiero gdy wykaże się efektywnością, będzie wprowadzany w całej Polsce.

Drugi problem to dostęp do terapii. – Chodzi zarówno o interwencje pozafarmakologiczne, np. wszczepianie niektórych zastawek, jak i farmakologiczne. W Polsce wciąż nie mamy w refundacji leku, który jest stosowany już w całej Europie. Z badań klinicznych wynika, że o 16 proc. zmniejsza on ryzyko zgonu, a o 20 proc. ryzyko zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych. Powinien być dostępny przynajmniej dla chorych z ciężką niewydolnością serca i dużym ryzykiem hospitalizacji – mówi prof. Jadwiga Nessler. O wprowadzenie koordynowanej opieki, ale też dostęp do nowych leków dla najbardziej potrzebujących pacjentów zmagających się z ciężkim stadium niewydolności serca i niemających alternatywy zaapelowały też organizacje pacjentów. – „Nie możemy zapominać o pacjentach, którzy potrzebują skutecznego leczenia po przebyciu kolejnych incydentów sercowo-naczyniowych i hospitalizacji” – mówi Beata Ambroziewicz. – W „przyszłości być może będziemy zaczynać leczenie niewydolności serca od tego leku, na dziś pilnie potrzebowałaby go grupa pacjentów po przebytej hospitalizacji z powodu niewydolności serca, gdyż jest to sygnałem, że dotychczasowe leczenie jest nieskuteczne” – zaznacza prof. Nessler. Szacuje się, że to grupa ok. 20-30 tys. osób.

Tracimy wszyscy

Polski system leczenia zawałów serca jest chwalony na świecie. – „Niestety, sukces kardiologów w leczeniu zawałów jest niwelowany przez nadumieralność z powodu niewydolności serca i udarów mózgu. W Danii i Francji choroby sercowo-naczyniowe odpowiadają za ok. 25 proc. zgonów, w Polsce za 42 proc. Według GUS na niewydolność serca w 2016 r. zmarło 40 tys. pacjentów, w tym aż 6 tys. osób w wieku produkcyjnym” – mówi dr n. med. Jakub Gierczyński, ekspert systemu ochrony zdrowia. Brak kompleksowej opieki i skutecznego leczenia oznacza, że chorzy częściej trafiają do szpitala, przebywają na zwolnieniach lekarskich, rentach, szybciej umierają. Gdyby to przeliczyć na pieniądze, kosztuje to znacznie więcej niż wydatki na leczenie. – „Koszty pośrednie niewydolności serca w Polsce zostały oszacowane w raporcie prof. Eweliny Nojszewskiej na ok. 4 mld zł w 2016 r. To ponad cztery razy więcej niż bezpośrednie koszty medyczne ponoszone przez NFZ” – dodaje dr Gierczyński. Dzięki lepiej zorganizowanej opiece i dostępowi do skutecznych leków więcej osób mogłoby żyć, ale też można by zaoszczędzić na rentach czy hospitalizacjach. Może więc czas zainwestować w to, by serca były wydolne?

Okładka tygodnika WPROST: 18/2019
Artykuł został opublikowany w 18/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także