Da Vinci: narzędzie w rękach chirurga

Da Vinci: narzędzie w rękach chirurga

Dodano: 
Chirurdzy w trakcie operacji
Chirurdzy w trakcie operacji / Źródło: Pixabay / deborabalves
Wykorzystując robota da Vinci do operacji nowotworu prostaty, zapobiega się takim powikłaniom jak nietrzymanie moczu czy upośledzenie funkcji seksualnych – mówi prof. Igal Mor, dyrektor Szpitala Mazovia.

Miał pan odwagę prawie dwa lata temu wprowadzić robota chirurgicznego da Vinci do szpitala. Dlaczego? Operacje z jego użyciem nie są w Polsce tak popularne.

Robot da Vinci to już wymóg czasu dzisiejszej małoin wazyjnej chirurgii w każdej dziedzinie medycyny, a przede wszystkim w urologii. Od początku istnienia naszego szpitala staramy się dążyć do wykonywania zabiegów metodami jak najmniej inwazyjnymi.

Czym operacje z użyciem robota da Vinci różnią się od klasycznych operacji laparoskopowych?

Zapewniają nieporównywalnie większą precyzję wykonania zabiegów i praktycznie wykluczają większość możliwych powikłań, jak krwawienie. Robot zapewnia 16-krotne powiększenie pola operacyjnego, ma cztery ramiona, trzy z nich wyposażono w rozmaite narzędzia chirurgiczne, np. skalpele, kleszcze, nożyczki. Końcówki narzędzi obracają się o 360 stopni, czyli lepiej niż dłoń chirurga. Pozwala to na osiągnięcie niewyobrażalnego do tej pory poziomu precyzji wykonania zabiegu, minimalizuje powikłania i skraca okres rekonwalescencji.

Najwięcej operacji wykonuje się w raku prostaty?

Tak, zarówno w Europie, jak i w USA najwięcej operacji z użyciem robota da Vinci wykonuje się w raku prostaty. W tych operacjach liczy się precyzja – zarówno gdy trzeba usunąć sam guz, jak i guz z prostatą. Wykonanie operacji z użyciem robota da Vinci pozwala na uniknięcie komplikacji, którymi mogą być uszkodzenie zwieracza czy pęcherza moczowego. Precyzja, dokładność wykonania tego zabiegu są nieporównywalne z innymi technikami. Dzięki temu zapobiega się też takim powikłaniom, jak nietrzymanie moczu czy upośledzenie funkcji seksualnych. Często z użyciem da Vinci operuje się też nowotwory nerki – wielkość guza i jego ulokowanie utrudniają wykonanie operacji bez użycia da Vinci. Robot pozwala usunąć prawie każdy guz z oszczędzeniem nerki. To samo dotyczy usunięcia pęcherza moczowego – dzięki wykorzystaniu robota zmniejszamy ryzyko powikłań i bardzo dokładnie usuwamy tkankę nowotworową.

Czy byli pacjenci, których nie można było zoperować laparoskopowo, a było to możliwe dzięki użyciu robota?

Tak. Jedną z grup pacjentów, którym w całej Polsce odmówiono wykonania zabiegu usunięcia raka prostaty, były osoby z nadwagą. Nam udało się wykonać zabiegi bez żadnych powikłań. Unikanie powikłań pooperacyjnych jest jednym z kryteriów oceny skuteczności. Dzięki statystykom z krajów zachodnich, gdzie wykonano już tysiące operacji za pomocą robotów, wiemy, że dzięki zastosowaniu da Vinci ryzyko krwawienia jest 10-12-krotnie mniejsze niż w przypadku operacji laparoskopowej, a ryzyko uszkodzenia zwieracza pęcherza moczowego – 16-20-krotnie niższe.

Czy robot da Vinci może też wspomóc wykonywanie operacji ginekologicznych?

Oczywiście. W krajach skandynawskich, Holandii czy Niemczech ginekologia robotyczna jest szeroko stosowana. Przygotowujemy trzech specjalistów ginekologów, którzy szkolili się za granicą i już w czerwcu zaczną u nas wykonywać operacje ginekologiczne. Chodzi głównie o raka macicy, trzonu macicy, szyjki macicy, jajników. Model robota, który posiadamy, dysponuje specjalnym podświetleniem, dzięki któremu na ekranie monitora chirurg widzi węzły chłonne podejrzane o obecność przerzutu nowotworowego. Zobrazowanie podejrzanych węzłów chłonnych w inny sposób jest niemożliwe. W przypadku operacji ginekologicznych da Vinci oznacza więc dokładność pozwalającą usunąć nowotwór i węzły chłonne, mniejsze ryzyko powikłań, szybszy powrót do zdrowia, krótką rekonwalescencję. Mówiłem o operacjach onkourologicznych i onkoginekologicznych, jednak operujemy też stany nienowotworowe, np. nietrzymanie moczu.

Czy operator musi się długo uczyć, zanim zacznie się posługiwać robotem?

Operatorami muszą być doświadczeni chirurdzy zabiegowi. W powszechnym odczuciu „robot” to maszyna, która coś robi za człowieka. Maszyna sama nic nie zrobi. To narzędzie, które pozwala chirurgowi dokładnie wykonać operację. Mówi się, że chirurg nabiera doświadczenia po wykonaniu 50 operacji. U nas chirurdzy, zanim zaczną operować za pomocą robota, uczą się na symulatorach. Szkolimy, a dopiero potem operujemy.

Warto propagować operowanie z użyciem robotów w Polsce?

Bezwzględnie. Pierwsza operacja za pomocą robota była wykonana w 2001 r. w Mayo Clinic. Obecnie na świecie pracuje ok. 5 tys. robotów, z czego 1,6-1,7 tys. w Europie. W Polsce jest ich kilka; nie jesteśmy w światowej czołówce chirurgii robotowej, jednak w ostatnim czasie to się zmienia. Chirurgia robotowa to niezbędna rzeczywistość. W Szpitalu Mazovia wykonaliśmy tą techniką już ponad 300 operacji – najwięcej w Polsce.

ROZMAWIAŁA Katarzyna Fabisiak
Okładka tygodnika WPROST: 22/2019
Wywiad został opublikowany w 22/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0