Ceny warzyw i owoców w Polsce powariowały. Taniej nie będzie

Ceny warzyw i owoców w Polsce powariowały. Taniej nie będzie

Dodano: 
Warzywa na straganie
Warzywa na straganie / Źródło: Unsplash / Lukas Budimaier
Ceny cebuli wyciskają łzy, a za kilogram malin można by zjeść dobrą kolację w knajpie z przewodnika Michelin. Ceny warzyw i owoców w Polsce powariowały, ale taniej nie będzie.

Początek sezonu owocowego wprawił w osłupienie klientów warszawskich targowisk. Ceny czereśni wahały się od 50 do 60 zł za kg. Kupując pół kilograma, otrzymywało się ok. 40 sztuk. Jak łatwo policzyć, jedna czereśnia warta była nawet 1,5 zł. Malin nikt już nawet nie myślał sprzedawać na kilogramy. Handlowano nimi w 120-gramowych pojemniczkach. Jeden kosztował nawet 15 zł, czyli za kilogram wychodzi 125 zł. Taniej już zamówić „comber z sarny z całym dworem” w popularnej warszawskiej restauracji Magdy Gessler.

– Pietruszki na swój stragan nawet nie przywoziłem. Nie miało to najmniejszego sensu, bo i tak nikt jej nie kupował – tłumaczy pan Adam, który na Podkarpaciu handluje warzywami od ponad 20 lat.

Nic dziwnego. Jej ceny dochodziły bowiem do 23 zł za kg. W tym samym czasie sprowadzane z oddalonej od Polski o 10 tys. km Kostaryki czy Ekwadoru ananasy niektóre markety oferowały w promocyjnych cenach. W Tesco po 6,81 zł za sztukę. Pochodzący z południowych Chin imbir kosztował ok. 15 zł. Klienci szybko się zorientowali, że tańszy jest też kilogram schabu w dobrych sklepach mięsnych. Dlatego handlarze na lubelskich bazarach doszli do wniosku, że nie powinno się konsumentów szokować tak wysokimi cenami. Związywali natki w małe pęczki i podawali kwotę za jedną sztukę. Wówczas trzeba było zapłacić „zaledwie” od 3 do 5 zł. Taki prosty zabieg marketingowy na uspokojenie naszych nerwów.

Ale nie o samą pietruszkę tu chodzi. Na targowiskach poszybowały ceny niemal wszystkich warzyw. Czasami nawet o 500 proc., jak np. w przypadku kapusty. Niemal trzykrotnie droższa była cebula, dwukrotnie podrożały ziemniaki. Najnowszy raport GUS nie pozostawia wątpliwości. W ciągu ostatniego roku warzywa poszły w górę o 22,6 proc. To jednak nie koniec tej owocowo-warzywnej drożyzny w sklepach. Rolnicy, przetwórcy i analitycy rynkowi mówią jednym chórem: Tegoroczne żniwa będą fatalne. Nie ma więc co liczyć na tańszą żywność.

Zakładnicy pogody

– Susza zniszczyła zwłaszcza zboża, wczesną kapustę i warzywa korzeniowe. Z kolei wcześniejsze przymrozki spowodowały straty m.in. w czereśniach i wiśniach – tłumaczy problem z podwyżkami cen warzyw i owoców Irena Strojewska z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Rzeczywiście, zgodnie z danymi IERiGŻ, w tym roku zebrano aż o milion ton owoców mniej niż w 2018. W wielu sadach straty oszacowano nawet na 80 proc. Marek Warchoł spod Michałowa (woj. podlaskie) pokazał nam swoją plantację krzewów jagodowych. Niemal wszystkie kwiaty i pąki są czarne. Nawet te, które jeszcze się nie rozwinęły. Wszystko nadaje się do utylizacji. Mówi, że zaskoczyły go kwietniowe przymrozki. Podobnie jak Grzegorza Kondratowicza, rolnika z Gródka na Podlasiu, któremu wymarzło 80 proc. ziemniaków. Polskie rolnictwo kompletnie nie jest przygotowane na takie anomalie pogodowe, jakie występują obecnie. W kwietniu mamy jeszcze przymrozki, a później znienacka już totalną suszę. Jeszcze trzy dekady temu susze rolnicze występowały co 5 lat. Obecnie są praktycznie co roku. Najgorzej jest w warzywnictwie, które wymaga szczególnie dużo nawodnienia. – Jeśli taka pogoda utrzyma się jeszcze przez miesiąc, to polskie nienawadniane plantacje nie będą miały czego zbierać – ostrzega Irena Strojewska. Bez odpowiedniej liczby zbiorników retencyjnych i zaawansowanych technologii nawadniających polscy rolnicy stali się zakładnikami pogody.

Cebula od Uzbeka

Krzysztof Kutwa, analityk Polskiego Instytutu Ekonomicznego, wskazuje również na inne powody wyższych cen warzyw. Według niego to przede wszystkim wyższe koszty pracy. – Znalezienie wykwalifikowanych osób do pracy w polskim rolnictwie jest niezwykle trudne. Na rynku notuje się dziś ponad 140 tys. wakatów. W dodatku presja płac też prędko nie zmaleje. Napędza ją głównie silniejszy wzrost produktywności w pozostałych branżach i większa mobilność zawodowa. – tłumaczy. Także pracownicy ze Wschodu unikają pracy na polskiej roli. Agencje zatrudnienia przyznają, że Ukraińcy czy Białorusini wolą być zatrudnieni w fabrykach, mieszkać w mieście i mieć normalne godziny pracy. Gdy słyszą o pracy na polu, po prostu rezygnują. U rolnika muszą być dyspozycyjni 24 godziny na dobę. Do tego często mieszkają razem z nim na gospodarstwie. Analitycy zwracają również uwagę na to, że producenci, przetwórcy, a zwłaszcza markety do tegorocznych stawek mogą już doliczać przyszłe podwyżki opłat za energię oraz niedawne podwyżki cen paliw. Według prognoz Ireny Strojewskiej ceny owoców sezonowych będą już tylko spadać, bo po prostu kończy się sezon. Podobnie będzie z cebulą. Są już bowiem pierwsze zbiory odmian zimowych. Ale ceny cebuli nie doprowadzały do płaczu wyłącznie polskich klientów. Najwięksi producenci tego warzywa w Unii, czyli Holandia i Hiszpania, również przechodzili kryzys. Cebulę trzeba było ściągać aż z odległego Uzbekistanu. Taki transport potrafił jechać nawet dwa tygodnie.

Rozpacz na polach

O ile ceny zebranych już plonów nie powinny rosnąć, to produkty z przyszłych żniw będą prawdziwym dramatem. Według danych Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa susza rolnicza dotknęła już 14 województw. Najgorzej jest wśród upraw zbóż jarych, czyli np. owsa czy jęczmienia. Niedobór wody w tych uprawach odnotowano w niemal połowie polskich gmin. Najgorzej jest w Lubuskiem. Tam aż 97 proc. powierzchni uprawnej jest zagrożona! Ale niewiele lepiej jest w Wielkopolsce czy w Łódzkiem. Tam prawie 80 proc. areału może być spustoszona przez wysoką temperaturę. Na południu Polski, nawet jeśli jakieś uprawy zostały po suszy, obrazu tragedii dopełniły nawałnice, podtopienia i powodzie. Widać to m.in. na polu Czesława Zawady z Nowego Korczyna w Świętokrzyskiem. W miejscu, gdzie zboże powinno rosnąć po pas, jest pusta i sucha ziemia. – To obraz nędzy i rozpaczy – mówią sąsiedzi, którzy mają dokładnie taki sam problem. Zostali z niczym. Co to oznacza dla ludzi z miasta? Że zboża jare i ozime, rzepak i rzepik, rośliny strączkowe, kukurydza czy buraki cukrowe będą na wagę złota. A więc i przetwory, soki czy koncentraty z tych produktów będą droższe. Kolejne podwyżki prognozują także główni analitycy spożywczy z banków Credit Agricole i PKO BP.

Tajemnica kapusty

Kto więc na wysokich cenach płodów rolnych zarabia? Bo rolnicy, zamiast palić opony w centrum Warszawy, powinni być przecież z podwyżek na bazarach zadowoleni. – Zarobili producenci, którzy mieli dostęp do odpowiedniego nawadniania. Czyli nieliczni – uważa Zbigniew Orzechowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Producentów Warzyw. Według niego reszta poniosła potężne straty, a największe pieniądze trafiają, jak zwykle, do pośredników. Sprawdziliśmy, jak kształtuje się cena kalafiora na południu Polski. Sztuka tego warzywa kosztuje w skupie 1,2 zł. Tego samego kalafiora później sprzedaje się w supermarkecie za 3,99 zł. Różnica jest kolosalna. Ale, oddając sprawiedliwość pośrednikom, trzeba liczyć też poniesione przez nich koszty. W tym transportu, magazynowania i dostaw. No i należy pamiętać, że to oni ponoszą ryzyko związane ze stratą towaru, kiedy np. zgnije na półce w sklepie.

Zbigniew Orzechowski zwraca również uwagę na fakt niekontrolowanego wwozu dużej ilości warzyw i owoców z zagranicy. Według niego polscy pośrednicy sprowadzają tańsze płody rolne, przepakowują je na miejscu i odsprzedają sklepom już jako „Made in Poland”. – Małopolska odpowiada za 26 proc. całego zaopatrzenia kraju w kapustę. Jednocześnie firmy z tego regionu dostarczają jej aż 70 proc. To skąd oni mają tę kapustę? Przecież tam nie ma nawet takiego areału, żeby uprawiać ją w takich ilościach – pyta retorycznie Orzechowski. Ale przetwórcy też narzekają. Andrzej Gajowniczek, prezes Krajowego Stowarzyszenia Przetwórców Owoców i Warzyw, skarży się w rozmowie z „Wprost”, że polskie firmy muszą konkurować z Mołdawią, Ukrainą czy Serbią, gdzie są tańsi pracownicy, energia i niższe koszty transportu. Tylko że według kontroli Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów polskim pośrednikom wcale nie wiedzie się tak najgorzej.

Nawet 77 proc. ceny mógł zarabiać pośrednik handlujący w Polsce np. jabłkami. W sklepie kilogram kosztował 2 zł, a rolnik za ten sam towar dostawał 28 gr. W przypadku ziemniaków zarobek pośrednika wynosił 53 proc., a za cebulę rolnik dostawał jedynie 19 proc. ceny sklepowej. Mieszkańca Warszawy, Krakowa czy Łodzi nie interesuje jednak, kto i ile zarabia na pomidorze czy truskawce. Chce otrzymać dobry produkt w dobrej cenie w swoim osiedlowym sklepie. Niestety wszystko wskazuje na to, że do zakupów w warzywniaku nie wystarczą już miedziaki z portfela, trzeba będzie tam zabierać grube banknoty. Pocieszać się możemy jedynie danymi Eurostatu, które mówią, że poza Rumunią mamy najtańszą żywność w Unii. Pietruszka z kolei to warzywo przyprawowe, więc w budżecie domowym nie jest pozycją niezbędną. GUS klasyfikuje ją jako „pozostałe warzywa i grzyby”. Policzył nawet, że statystyczny Polak wydaje na tego typu produkty 0,55 proc. swoich rocznych przychodów. Czterokrotną podwyżkę pietruszki da się więc jakoś przeżyć, ale jak tu żyć zdrowo?

Okładka tygodnika WPROST: 28/2019
Artykuł został opublikowany w 28/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0