To nie apokalipsa

To nie apokalipsa

Dodano: 
Badania laboratoryjne
Badania laboratoryjne
Nowy wirus jest nawet 10 razy mniej zabójczy niż SARS – mówi prof. Ali S. Khan, epidemiolog, ekspert WHO.

Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, że epidemia z Wuhanu stanowi zagrożenie zdrowia publicznego o zasięgu globalnym. Czy to już pandemia?

W Chinach to z pewnością epidemia, ale niektórzy specjaliści rzeczywiście twierdzą, że niewiele brakuje, by zacząć mówić o pandemii. Warto jednak pamiętać, że przez pandemię rozumiemy geograficzny zasięg wirusa – co najmniej dwa kontynenty – a nie jego zjadliwość. Pandemia nie oznacza więc, że wszyscy umierają.

Dostrzega pan podobieństwa do pandemii SARS z 2002 r.?

Według mnie chiński koronawirus 2019-nCoV to ta sama rodzina wirusów co SARS z 2000 r. SARS też pojawił się w Chinach i rozprzestrzeniał się drogą lotniczą, co powodowało, że trudno było go zdiagnozować. Tak jak obecnie w przypadku 2019-nCoV podróż zarażonego pacjenta trwała zazwyczaj krócej niż okres inkubacji wirusa.

Pandemia SARS trwała osiem miesięcy i zabiła prawie 800 osób. Czy 2019-nCoV jest tak samo zabójczy?

Też powoduje ciężką chorobę układu oddechowego, ale nie jest tak zjadliwy. Na razie ocenia się, że jest nawet 10-krotnie mniej zabójczy od SARS. Wtedy umierało 15-25 proc. zarażonych, teraz około 2 proc. Jednak nie można bagatelizować obecnej sytuacji. Nie mamy przecież wszystkich danych. Mówi się, że sporo zwłok nie zostało jeszcze przebadanych. Minęły zaledwie dwa tygodnie od wybuchu epidemii.

Tymczasem świat zaczyna panikować.

Szczerze mówiąc, spory w tym udział mają media. Mamy niewątpliwie do czynienia z poważną chorobą, dlatego trzeba być ostrożnym, monitorować rozwój zdarzeń, ale z drugiej strony – to nie jest apokalipsa. Według ostatnich doniesień chińskich służb epidemiologicznych praktycznie nie ma zgonów osób poniżej 30. roku życia. Wirus zabija przede wszystkim ludzi powyżej 59. roku życia.

Czy Chińczycy popełnili dotychczas jakieś błędy?

Robiłbym na ich miejscu to samo. Próbują zidentyfikować wszystkich zakażonych. Na początek przebadać – w bardzo szybkim tempie – dużą grupę osób z podejrzeniem zachorowania. Osoby, u których potwierdzą infekcję, odizolowują, żeby nie zarażali innych. Równocześnie monitorują i w razie potrzeby poddają kwarantannie wszystkie osoby, z którymi zarażeni mieli wcześniej kontakt. Poszli nawet o krok dalej i otoczyli kordonem sanitarnym kilkunastomilionowe miasto. Wprowadzili też zakaz gromadzenia się.

W Polsce nie zanotowano na razie przypadku zachorowania na 2019-nCoV. Czy możemy spać spokojnie?

W Polsce, podobnie jak w innych krajach, gdzie jeszcze wirus się nie pojawił, trzeba starać się go nie wpuścić. Podstawowa zasada brzmi: jeśli nie jesteś zarażony, nie dopuść do infekcji. Właśnie dlatego WHO zaleca mycie rąk, zanim dotkniemy twarz i oczu. Trzeba też przestać palić, bo palenie zwiększa ryzyko infekcji dróg oddechowych. Potrzebne jest też dużo snu, ruch, bo trzeba być w dobrej formie, żeby oprzeć się wirusom. Tu nie ma żartów. Żeby walczyć z epidemią, trzeba wiedzieć, kto jest, a kto nie jest zagrożony. Dlatego tak ważne jest poczucie odpowiedzialności. Jeśli wracasz z zagrożonych terenów, miej na twarzy maskę, myj ręce! Warto się też przyjrzeć chińskiej społeczności w Polsce, temu, jakie mają kanały komunikacji z ziomkami w Chinach. Wasze służby sanitarne z pewnością się już tym zajęły.

7,8 tys. przypadków zakażenia potwierdzono do 30 stycznia w Chinach
22 osoby na tysiąc umierają w wyniku zakażenia koronawirusem z Wuhanu (dane z 31.01.2020)
1 tys. nowych zachorowań przybywa dziennie

Czy skuteczne jest zawieszanie lotów do Chin?

Oczywiście, rozumiem taką reakcję linii lotniczych, ale mamy już przypadki wirusa w wielu krajach, więc jest trochę za późno na tego typu działania. Można utrzymać otwarte granice, pod warunkiem że dysponujemy dobrze działającym systemem ochrony zdrowia. Nie możemy przecież zamknąć na głucho całych krajów albo miast. Co stanie się z handlem i jakie to będzie miało skutki dla gospodarki?

Czy Chińczycy rzeczywiście zdołali zamknąć Wuhan?

To sytuacja bez precedensu. Kwarantanna całego miasta, a nawet niewielkiej wioski, jest niezwykle trudna. W czasie epidemii wirusa ebola w zachodniej Afryce spotkałem się z zamykaniem całych dzielnic, np. w Sierra Leone, ale skala była nieporównywalna z tym, co teraz próbują robić Chińczycy. Przecież mówimy o kilkunastomilionowym mieście.

Kiedy ta epidemia wygaśnie?

Chciałbym, żeby dało się to przewidzieć. Niektórzy twierdzą, że nie wygaśnie i tak jak odra, gruźlica czy grypa, chiński koronawirus będzie nam towarzyszyć już zawsze. Wszystko zależy od wydolności systemów ochrony zdrowia. Mam nadzieję, że za dwa, trzy tygodnie dowiemy się, że w krajach, do których z Chin dotarł wirus, nie ma nowych przypadków zachorowań. A za jakiś czas to samo zdarzy się w Wuhanie. Pana scenariusz na najbliższe tygodnie? Kolejne przypadki infekcji wirusem w Chinach, ale nie sądzę, żeby za miesiąc doszło do dramatycznego wzrostu zgonów. Nie usłyszymy raczej, że umiera już tysiąc czy dwa tysiące osób dziennie. Sytuacja się raczej ustabilizuje.

Ali S. Khan – były dyrektor ds. szybkiego reagowania w CDC, amerykańskiej rządowej agencji zajmującej się kontrolą chorób zakaźnych i zapobieganiem. Z ramienia WHO brał udział w walce z wirusem ebola w zachodniej Afryce. Obecnie jest dziekanem na wydziale zdrowia publicznego na Uniwersytecie Nebraska. Autor książki „Następna pandemia”
Okładka tygodnika WPROST: 6/2020
Wywiad został opublikowany w 6/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0