Art. sponsorowany

Alka Adamowicz: Tylko zdejmując maskę, dajemy szansę innym, by pokochali nas takimi, jakimi naprawdę jesteśmy – z naszymi bliznami i wątpliwościami

Dodano:
Alka Adamowicz „Bliskość” Źródło: Wydawnictwo Sensus
To Ty jestem domem, za którym tęsknisz – mówi Alka Adamowicz, specjalistką psychotraumatologii i neuropsychologii, wykładowczyni. Jej nowa książka pt. „Bliskość” (wyd. Sensus) to nie poradnik „jak się naprawić”, ale czułe zaproszenie do odbudowania relacji z samą sobą. W szczerym wywiadzie o budowaniu bliskości z samą sobą, wpływie dzieciństwa na dorosłe związki, stylach przywiązania w związkach, stawianiu granic bez poczucia winy i psychosomatycznych kosztach emocjonalnej samotności, autorka pokazuje, dlaczego tak wiele kobiet wybiera trudnych partnerów, rezygnuje z siebie w imię miłości i płaci za to zdrowiem psychicznym.

To również rozmowa o tym, jak przestać walczyć ze sobą, odpowiednio regulować emocje czy wyjść z wewnętrznego „zamrożenia” i krok po kroku wrócić do siebie.

Alka Adamowicz

Alko, Twoja nowa książka to zaproszenie do czułości. Ale zacznijmy od trudnego pytania. Jak zbudować bliskość z samą sobą, gdy przez lata uczyłyśmy się ignorować własne potrzeby i emocje?

To jest proces, który nazywam powrotem do domu. Bliskość ze sobą samą to nie jest jakiś magiczny cel, to decyzja, by przestać walczyć ze sobą, a zacząć być po swojej stronie. Wiele z nas nosi w sobie przekonanie, że na miłość i uwagę trzeba zasłużyć, że nie wolno nam być „zbyt” wrażliwą czy wymagającą. Aby to zmienić, musimy zrozumieć i powiedzieć sobie jedno: „To ja jestem domem, za którym tęsknię”. Budowanie tej bliskości zaczyna się od zmiany dialogu wewnętrznego. Zamiast surowego krytyka warto zaprosić do siebie „wewnętrzną przyjaciółkę”. To metoda małych kroków. Czasem wystarczy zapytać siebie przy porannej kawie: „Czego dziś potrzebuję?” – i spróbować to sobie dać.

Jak dzieciństwo i dom rodzinny wpływają na nasze dorosłe relacje i wybory partnerów? Na różnych forach czy portalach kobiecych można przeczytać zwierzenia kobiet, które ciągle wybierają „toksyków”, „narcyzów”, „agresorów” albo osoby emocjonalnie niedostępne. Dlaczego – Twoim zdaniem – tak się dzieje?

To pytanie słyszę w gabinecie bardzo często. Dom rodzinny to podstawowa szkoła życia, w której rodzą się pierwsza bliskość i poczucie bezpieczeństwa. To tam, obserwując rodziców, uczymy się niewidzialnych scenariuszy miłości – na przykład tego, czy trzeba zrezygnować z siebie, by ktoś został, czy wypada powiedzieć „nie”, gdy inni oczekują „tak”, albo czy konflikt oznacza walkę o przetrwanie.

Wybieramy trudnych partnerów nie dlatego, że chcemy cierpieć, ale dlatego, że nasz mózg szuka tego, co znane. Jeśli w dzieciństwie miłość wiązała się z chaosem, niepewnością czy koniecznością zasługiwania, w dorosłości podświadomie lgniemy do osób, które odtwarzają ten schemat, bo to wydaje się „bezpieczne” dla naszej podświadomości. Ale trzeba pamiętać, że to nie wyrok. Możemy zmienić te stare sposoby i sprawdzić, czy coś innego nie zadziała lepiej. Nie bójmy się żyć w zgodzie ze sobą.

Wspominasz w książce o stylach przywiązania. Czym one są i jak rozpoznać swój styl w relacjach romantycznych?

Tak, poświęciłam im cały rozdział. Style przywiązania to scenariusze naszych relacji napisane w dzieciństwie. To one decydują o tym, jak reagujemy na bliskość i lęk. Mamy cztery główne style przywiązania. Bezpieczny, w którym czujemy, że jesteśmy godne miłości, i ufamy ludziom. Lękowy – kochamy „za bardzo”, panicznie boimy się odrzucenia i ciągle czekamy na potwierdzenie. Unikający jest typowy dla osób, które nauczyły się radzić sobie same i dla których bliskość oznacza utratę wolności; które zakładają zbroję, gdy robi się zbyt intymnie. I wreszcie zdezorganizowany, najtrudniejszy, gdy pragnienie bliskości miesza się z lękiem przed nią, co powoduje chaos w sercu. Rozpoznanie swojego stylu to pierwszy krok ku wolności.

Piszesz też o czymś poruszającym – że brak bliskości emocjonalnej w związku często boli bardziej niż otwarty konflikt, a u części kobiet pojawiają się dolegliwości psychosomatyczne: migreny, ból brzucha itp. Jak to wytłumaczyć?

Bliskość to nasza podstawowa potrzeba biologiczna, tak ważna jak tlen czy woda. Ciało posiada niezwykłą, pierwotną mądrość. Kiedy w relacji zaczynamy czuć się osamotnione, organizm odczytuje to jako stan zagrożenia. Poziom kortyzolu gwałtownie rośnie, a system nerwowy przechodzi w tryb przetrwania. Opisuję historię Pauliny, której ciało reagowało potwornym bólem na emocjonalne znikanie męża. Mózg rejestruje odrzucenie społeczne w tych samych obszarach, co ból fizyczny. Ale jest dobra wiadomość: gdy do relacji powraca czułość, wraca też zdrowie. Ciśnienie się stabilizuje, odporność rośnie i znów swobodnie oddychamy.

Co zrobić, gdy związek stał się tylko „dobrze działającą firmą”? Partnerzy ogarniają logistykę, dzieci, dom, ale między nimi jest cisza. Jak odbudować bliskość?

Bliskość nie spada z nieba, to świadomy, codzienny wybór. Jeśli relacja stała się rutyną, trzeba ją ożywić, wprowadzić drobne rytuały. Zacznijcie od czułego powitania – niech to nie będzie szybkie „cześć” w przelocie, ale przytulenie, które trwa chwilę dłużej, nawet kilka sekund. Dotykajcie się, zaczepiajcie, uśmiechajcie – to drobne gesty, które budują bliskość. Wprowadźcie zasadę uważnej rozmowy, chociaż kilka minut dziennie bez telefonów, dzieci i telewizora, by zapytać się wzajemnie, jak się czujecie naprawdę. Rutyna zabija namiętność, więc potrzebujecie nowości – wspólnych wyjść, randek niespodzianek, robienia rzeczy po raz pierwszy. Miłość nie znika, ona czasem po prostu czeka, aż znów zaczniecie mówić w jej języku.

Jak nauczyć się stawiać granice bez poczucia winy i lęku przed odrzuceniem? Ten problem dotyczy w większości kobiet.

To ważne pytanie. Boimy się stawiać granice, bo nam, kobietom, nie wypada mówić o tym, czego chcemy, czego pragniemy, czego nie akceptujemy, z czym się nie zgadzamy. Bo nie chcemy, aby ktoś nazwał nas egoistką. Granice to nie egoizm. To mapa szacunku do samej siebie. Często odczuwamy lęk, że jeśli powiemy „nie”, zostaniemy odrzucone. Tymczasem prawdziwa bliskość zaczyna się tam, gdzie mamy prawo do własnego głosu, a odmowa nie staje się powodem do wycofania się z miłości. A prawda jest taka: jeśli ja nie zadbam o swoje granice, nikt tego za mnie nie zrobi. Warto pamiętać, że mamy prawo odmawiać, mamy prawo odpoczywać i mamy prawo nie brać odpowiedzialności za emocje innych. Zacznijmy od zadania sobie pytania: gdzie dziś zgadzam się na coś, co nie jest w ogóle moje i nie jest w zgodzie ze mną? Stawianie granic to akt troski o siebie i wybór: chcę żyć tak, by nie zgubić siebie. I to jest piękne, że mamy ten wybór. Warto jednak zrozumieć, że dojrzałe relacje nie rozpadają się przez stawianie granic, lecz przez notoryczne mówienie „tak” wbrew samej sobie.

A dlaczego kobiety tak często rezygnują z siebie w imię miłości albo czegoś, co ją przypomina, i jak to wpływa na ich zdrowie psychiczne?

Tak często rezygnujemy z siebie, bo przez lata uczono nas, że dobra kobieta to ta, która daje z siebie wszystko, więcej, niż ma. Bo wmówiono nam, że dbanie o siebie to egoizm, a zmęczenie jest dowodem miłości. Że musimy być „siłaczkami”, które ogarną wszystko. Tymczasem prawda jest prosta i bolesna: nie da się nalać z pustego naczynia. Jeżeli rezygnujemy z siebie, nie stajemy się lepszymi matkami, żonami, partnerkami, córkami. Stajemy się wyczerpane, sfrustrowane i – paradoksalnie – mniej obecne dla tych, których kochamy. Dzieci i partner, a nierzadko też rodzice, potrzebują zadowolonej, silnej kobiety, a nie męczennicy.

Zauważasz również, że prawdziwa bliskość zaczyna się od regulacji emocji i prowadzi do wypalenia, lęku i poczucia pustki. Troska o siebie to nie kaprys, to konieczność, by przetrwać i kochać zdrowo. Tylko wtedy, gdy jesteśmy dla siebie, możemy być naprawdę dla innych. Podajesz przykłady ćwiczeń, na przykład list do wewnętrznego dziecka, list do dorosłej siebie, krzesło. Które z nich rekomendowałabyś na pierwszy ogień?

Zdecydowanie polecam nawiązanie relacji z wewnętrznym dzieckiem – a w tym wymiarze najlepiej wykonać proste, ale bardzo poruszające ćwiczenie ze zdjęciem. Weź swoje zdjęcie z dzieciństwa. Usiądź w zacisznym miejscu. Spójrz tej małej dziewczynce w oczy i powiedz jej w myślach albo na głos: „Widzę cię. Jestem przy tobie. Już nie jesteś sama”. Dla wielu kobiet to pierwszy moment prawdziwej czułości wobec siebie. I właśnie od tej czułości zaczyna się bezpieczeństwo. A na co dzień? Świadomy oddech. To najprostszy sposób, by wrócić do siebie, gdy zalewają nas emocje. Kiedy czujesz napięcie, połóż rękę na sercu i oddychaj spokojnie, głęboko. To bardzo czytelny sygnał dla układu nerwowego: „Jestem tu. Jestem bezpieczna”.

Załóżmy, że przychodzi do Ciebie po pomoc kobieta, 35-60 lat. Przyznaje, że od dawna jest w różnych terapiach, próbowała medytować, dbać o siebie czy zmienić złe nawyki, ale niczego nie wdrożyła na stałe. Jest wykończona. Zna doskonale teorię i schematy, którymi się kieruje, ale jest „zamrożona” wewnętrznie. Nie kocha siebie, może ledwie toleruje. Od czego zaczęłabyś z nią pracę?

Zaczęłabym od powiedzenia jej: „Przestań walczyć ze sobą”. Jednym z największych błędów bowiem jest traktowanie siebie jak projektu do naprawienia. Często jesteśmy zmęczone takim podejściem – i to nie bierze się z lenistwa ani braku motywacji. To sygnał przeciążonego systemu nerwowego i zbyt długo prowadzonej walki ze sobą. Wiele osób żyje dziś w trybie „muszę się naprawić, by zasłużyć na spokój, miłość, relację”. Robimy wiele, chodzimy na terapie, czytamy książki, medytujemy, słuchamy podcastów i zamiast być wsparciem dla nas, te działania stają się kolejną listą „do ogarnięcia”. Psychika wtedy nie odpoczywa, bo ciągle słyszy „jesteś niewystarczająca”.

Z takimi kobietami często pracuję metodą DPZ – drobnych pozytywnych zmian. Proszę, by zrobiły jedną mikroskopijną rzecz dla siebie dziennie: wypiły kawę w ciszy, poszły na krótki spacer, ale z intencją czułości, a nie obowiązku. Najważniejsze jest odpuszczenie samokrytyki i danie sobie zgody na to, co jest tu i teraz. Nawet jeśli dziś brzmi to „ledwo toleruję siebie”, to też jest punkt startu. Od tego się zaczyna prawdziwe „rozmrażanie”. Czasem bowiem największym aktem zdrowia psychicznego nie jest kolejna analiza, tylko pozwolenie sobie na zdanie: „Na dziś jestem wystarczająca. I to też jest praca”.

Jednym z ćwiczeń, które proponujesz w siedmiodniowym planie bliskości ze sobą, jest próba pisemnej odpowiedzi na pytanie: kim jestem, gdy nikt nie patrzy? Czy jest to odwołanie do filozofii Junga, który twierdził, że gdy jesteśmy obserwowani, zakładamy maski (persony), by dostosować się do oczekiwań. Kiedy jesteśmy sami, maska opada, a Cień, czyli wszystko to, co uważamy za nieakceptowalne, negatywne lub wstydliwe, wychodzi na jaw?

To pytanie trafia w samo sedno. Choć w książce nie przywołuję wprost Junga, to tak – to ćwiczenie dotyka istoty autentyczności i zrzucania masek, czyli naszej „persony”. Wiele kobiet żyje w masce „miłej dziewczynki”, „perfekcyjnej pani domu” czy „zawsze uśmiechniętej przyjaciółki” ze wstydu lub z lęku przed odrzuceniem. Boimy się, że jeśli pokażemy to, co ukryte – ten jungowski Cień, czyli nasze lęki, złość, zmęczenie czy poczucie bycia niewystarczającą – to zostaniemy same. Żyjemy w przekonaniu, że tylko ta „idealna” wersja nas jest godna miłości. Tyle że nie da się zbudować prawdziwej bliskości na udawaniu. Pytanie „kim jestem, gdy nikt nie patrzy?” ma pomóc dotrzeć do prawdy, do tego, co czujemy i myślimy, gdy nie musimy spełniać cudzych oczekiwań. W tym ćwiczeniu zachęcam, by usiąść w ciszy i pisać bez cenzury, prosto z serca, bez poprawiania, bez oceniania siebie. Pisanie to potężne narzędzie, pozwala zwolnić, usłyszeć siebie i uporządkować to, co w nas krzyczy. To, co nazwane i zapisane, przestaje być tak straszne i chaotyczne. Pamiętajmy, że tylko zdejmując maskę, dajemy szansę innym, by pokochali nas takimi, jakimi naprawdę jesteśmy – z naszymi bliznami i wątpliwościami. Jeśli ludzie kochają twoją maskę, wciąż czujesz się samotna, bo oni nie znają ciebie. Zdjęcie maski to akt odwagi. Ale tylko wtedy dajesz innym szansę, by pokochali cię naprawdę. I co ważniejsze – dajesz ją sobie.

Dziękuję. I pamiętaj, ty jesteś domem, za którym tęsknisz.

Źródło: Wydawnictwo Sensus
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...