„Nienawidzą nas ci pacjenci”. Czy winę za zły system ponoszą lekarze?

„Nienawidzą nas ci pacjenci”. Czy winę za zły system ponoszą lekarze?

Dodano: 
Lekarz, zdjęcie ilustracyjne
Lekarz, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia / ronstik
Znajomy śmieje się, że 90 procent ludzi nienawidzi lekarzy, pozostali nie lubią, a reszta to lekarze. To brzmi śmiesznie, ale taka jest prawda. Oni nas nienawidzą, ci ludzie – mówi Wojciech Chróściel, ginekolog położnik z Kielc.

Małgorzata, okulistka, pracowała w szpitalu i na SOR: – Nie zapomnę dyżuru, kiedy pacjenci w poczekalni chcieli mnie zlinczować, bo czekali od wielu godzin, a ja musiałam wyjść na blok operacyjny do urazu. Pacjent z jednym okiem przyjechał z innego szpitala, a ludzie z zapaleniem spojówek mieli do mnie pretensję, że poszłam zorganizować dla niego operatora.

Emocje pacjentów czekających w kolejkach w czasach pracy na SOR czuła przez zamknięte drzwi gabinetu. Czuła ich niechęć i nerwy, kiedy nie zapraszała do środka kolejnej osoby. – Badanie trwa pięć minut, a około piętnastu minut trwa uzupełnianie papierów i procedur – tłumaczy. – To, że ktoś siedzi za zamkniętymi drzwiami nie oznacza, że przegląda sobie Pudelka, on tam siedzi, bo ma tyle papierologii do zrobienia. A pacjenci czekają i denerwują się.

Wojciech Chróściel, ginekolog – położnik z Kielc opowiada o jednym z dyżurów w małym szpitalu pod Kielcami, gdzie dorabiał do pensji. Na oddziale zastał pacjentkę w dwunastym tygodniu ciąży, która zgłosiła się z bólem brzucha. Okazało się, że problem, z którym przyszła to drobiazg w porównaniu z tym, co lekarz zdiagnozował na miejscu – brakiem płytek krwi. Oznaczało to, że jakiekolwiek skaleczenie, czy krwawienie do wewnątrz może sprawić, że pacjentka się wykrwawi. W szpitalu nie było hematologa, nie można go było sprowadzić z innego szpitala, bo musiałby zostawić oddział, na którym sam dyżurował. Nie można też było zorganizować transportu pacjentki do innego szpitala, bo była nieustabilizowana. Chróściel szukał ratunku,a pacjentka niecierpliwiła się. – W domu czeka na nią dziecko, a ja jej tu diagnozuję chorobę – opowiada. – Wytłumaczyłem jej, że każde zranienie, może się skończyć tym, że się wykrwawi. Że nie wiem jeszcze, dlaczego tak jest, bo dopiero czekam na wyniki. I, że proszę, żeby została w łóżku. Ja naprawdę grzecznie z nią rozmawiałem, to nie to, że kazałem leżeć, jak się myśli o zachowaniu lekarzy. I wie pani, co ona zrobiła? Zaprosiła sobie pół rodziny, i wiedząc o tym, że siedzę u położnych w dyżurce i czekam na telefon z serologii, łaziła koło tej dyżurki i komentowała wspólnie z rodziną, że gnojek, że się nie zna. Chyba nawet padło coś o tym, że w łapę pewnie chcę.

Znajomy śmieje się, że 90 proc. ludzi nienawidzi lekarzy, pozostali nie lubią, a reszta to lekarze. To brzmi śmiesznie, ale taka jest prawda. Oni nas nienawidzą, ci ludzie – mówi dalej Wojciech Chróściel. – Dlaczego tak jest? – Bo zarzucają nam, że chcemy zarobić na ich zdrowiu – odpowiada. – Ale jest coś jeszcze. My nie jesteśmy święci, ja też nie jestem. O ilu swoich błędach nie wiem? Ile rzeczy mógłbym zrobić lepiej?

Chętnie pomstujemy na lekarzy i innych pracowników ochrony zdrowia. Nie trudno o powody. Wystarczy kolejna godzina w zatłoczonej izbie przyjęć i obojętność lekarzy przechodzących korytarzem, by posądzić ich o bezduszność. Towarzyszy temu często obcesowość, czy niezrozumiałe komunikaty. Według badań Naczelnej Izby Lekarskiej (Lekarze w badaniach opinii społecznej 2017) wynika, że komunikacja lekarz-pacjent jest zła, lekarze nie przekazują informacji w sposób rzeczowy i łatwy w odbiorze.

Kolejki do specjalistów i na pilne badania, czy absurdalne przepisy pogłębiają jeszcze niechęć do tych, którzy ten system przed pacjentem reprezentują. W dodatku od pracowników ochrony zdrowia wymagamy szczególnego zaangażowania i empatii, a gdy tego brakuje odczuwamy to wyjątkowo dotkliwie. Czy jednak winę za zły system ponoszą właśnie lekarze?

Wypowiedzi pochodzą z mojej książki „Twoje życie w moich rękach. Opowieść o polskiej służbie zdrowia”. Więcej czytaj w najnowszym wydaniu tygodnika „Wprost”.

Czytaj także:
Mężczyzna wychowywał trzech synów. Po latach dowiedział się, że jest bezpłodny

Okładka tygodnika WPROST: 2/2019
Całość dostępna jest w 2/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także