Doktor Ania: „W Polsce trzeba się nażreć, jak jest wyjątkowa okazja. Patrzę na otyłe dzieci i chce mi się płakać”

Doktor Ania: „W Polsce trzeba się nażreć, jak jest wyjątkowa okazja. Patrzę na otyłe dzieci i chce mi się płakać”

Dodano: 
Słodycze w diecie dziecka
Słodycze w diecie dziecka / Źródło: Shutterstock / Sharomka
Pisząc o dzieciach w przenośni „tuczonych jak świnie” nie staram się prowokować, raczej zwracam uwagę na to, że otyłość to epidemia i za chwilę będzie główną przyczyną śmierci. Nie ma sensu chować głowy w piasek i udawać, że „wszystko jest ok”, czy „jakoś to będzie”. Nie może być „jakoś” – mówi Ania Makowska, blogerka znana jako Doktor Ania, doktor nauk farmaceutycznych, pedagog, dietetyk i psychodietetyk.

Przybywa ludzi z patologiczną otyłością. W 2025 r. nadwagę będzie miało 30 proc. dzieci i nastolatków. Z danych WHO wynika, że w ostatnich 40 latach liczba otyłych dzieci i młodzieży zwiększyła się z 11 mln do 120 mln. Zna pani te dane, a potem idzie pani na plażę, widzi otyłe, opychające się śmieciowym jedzeniem dzieci i co pani sobie myśli?

Patrzę na otyłe dzieci i chce mi się płakać. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, że leczenie skutków otyłości to ogromne pieniądze. Zwłaszcza, że mówimy już o otyłych dzieciach. Nas najnormalniej w świecie nie będzie na to kiedyś stać.

A najbardziej uderza mnie to, że ludzie mając często bezpłatny dostęp do informacji, nie korzystają z nich, by wspierać swoje dzieci.

Oskarża pani rodziców?

Nie. Nie ma sensu kogokolwiek jednoznacznie winić za złe żywienie dzieci, bo wpływ na ten stan rzeczy ma wiele czynników. Choćby przemęczenie, bo trzeba robić wiele rzeczy na raz - zarobić na życie czasami na dwóch etatach, ogarnąć dom. Zwłaszcza teraz, w czasie pandemii rodzicom pracującym w domu i równolegle zajmującym się dziećmi bywa naprawdę ciężko.

Ale problem wynika też z tego, że nasi dziadkowie wychowywali nas trochę w kulcie jedzenia. Przed kilkoma dekadami tego jedzenia nie było od ręki, jak teraz, był bardzo mały wybór. I dziś płacimy za to cenę.

Podejście starszych pokoleń do kwestii żywienia wnucząt to pokłosie przeszłości. Dlatego na pytanie o to, jak ten stan rzeczy zmienić, odpowiadam, że zamiast oskarżać poszczególne osoby czy instytucje - najpierw powinniśmy sobie poradzić z kilkoma przyczynami, a dopiero potem leczyć skutki.

Artykuł został opublikowany w 28/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także