Wytresuj swoje dziecko. Wszak im więcej praktyki, tym efekty przyjdą szybciej

Wytresuj swoje dziecko. Wszak im więcej praktyki, tym efekty przyjdą szybciej

Dodano: 
Dziecko korzystające z laptopa
Dziecko korzystające z laptopa / Źródło: Pexels / bruce mars
- Stawianie dziecku poprzeczki jest niekonstruktywne i dysfunkcyjne – uważa Przemysław Staroń, nauczyciel sopockiego liceum, zwycięzca tytułu Nauczyciel Roku 2018. Jego zdaniem rodzic ma obowiązek zaspokoić potrzeby dziecka, ale te właściwe.

– Każdy uczestnik wyjedzie z przeświadczeniem, że od jutra odnosi sukces! – tak na stronie internetowej, w zakładce „dla rodziców”, brzmi opis Influencer Camp. Pierwszego obozu zimowego dla młodzieży, na którym nastolatkowie bezkarnie będą spędzali całe dnie z nosem w telefonie i przed komputerem, aby nauczyć się jak zostać gwiazdą internetu.

*** Nie jest niczym nowym, że popularność mediów społecznościowych, Facebooka, Instagrama, Youtuba jest tak duża, że stała się sposobem osiągnięcia sławy. „CeWEbryci” czyli ci, którzy są znani dzięki kontom w internecie, coraz częściej wkraczają „na salony”, i nierzadko wiąże się z wysokimi zarobkami. A więc nie powinno dziwić, że młodzież, marząca o sławie i pieniądzach, zamiast spędzić czas wolny na nartach, sankach, czy po prostu zabawie z rówieśnikami, błaga rodziców o to, żeby zafundowali im ferie nauki, warsztatów i wykładów, czyli pracy nad tym, jak stać się sławnym.

W pięciogwiazdkowym hotelu na Mazurach wykształcona rzesza ekspertów, czyli popularni blogerzy, vlogerzy, influencerzy nauczą obozowiczów technik i tajników, jak budować swoją markę na YouTube, jak robić zdjęcia jedzenia telefonem, jak montować śmieszne filmiki, jak odróżniać fake od prawdy, walczyć z hejtem, zdobywać folowersów i utrzymać ich zainteresowanie na dłużej. Oraz jak ostatecznie rozsądnie zmonetyzować swoją popularność. Opowie o tym między innymi Gimber, czyli popularny influencer prowadzący jeden z największych kanałów na Youtube (który zasłynął serią karczemnych wyzwisk kierowanych do innego blogera), Kompleksiara, czyli blogerka tematyki life style, fashion i beauty (ma już 4,5 mln obserwujących) i Dominik Rupiński, niekwestionowany idol nastolatek, który w internecie zamieszcza najlepsze pranki (filmiki, jak komuś robi dowcip) i lipsyncki (czyli poruszanie ustami do słów piosenek). Za to wszystko rodzic zapłaci dwa tysiące złotych, a i tak to cena promocyjna, bo po świętach, z racji wzmożonego zainteresowania, jak mówią organizatorzy, zapewne ceny wzrosną.

– Po co młodzieży taki obóz – pytam Michała Osadczuka z agencji marketingowej Whisky Media, która wyjazd organizuje. Podaję się za matkę, która chce wysłać nastoletniego syna na ferie.

– Takich kompetencji dziecko nie nauczy się w szkole. To wielka szansa na całe życie, bo zyska wiedzę i narzędzia, niezbędne do poruszania się w dzisiejszym świecie nie tylko internetu, ale także biznesu. Nauczymy dzieci, jak zapracować na sukces – przekonuje mnie Osadczuk.

Na ostatnie pytanie, czy dzieci wyjdą choć na chwile na dwór i odłożą telefon, tylko się zaśmiał. Twierdzi że na dwór wyjdą na pewno, ale czy odłożą telefon – szczerze wątpi. Wszak im więcej praktyki, tym efekty przyjdą szybciej. – To chyba lepsze, niż ferie spędzone na niekonstruktywnym szlajaniu się z kolegami, prawda? – organizator pyta mnie retorycznie.

Joanna Zmarzlik, terapeutka, specjalistka ochrony dzieci przed krzywdzeniem z fundacji Dajemy Dzieciom Siłę nie dziwi się, że młodzi ludzie gonią za popularnością i sławą. – Celebryci zastąpili wszystkie inne autorytety – literatów, sportowców, podróżników, artystów. W telewizji i internecie właściwie nie ma innego przekazu, niż taki, że warto być sławnym, nawet jeślim sława opiera się na tym, że ktoś przebrał jamnika za świętego Mikołaja – kwituje.

Według niej pół biedy, jeśli to dzieci namawiają rodziców, aby pomogli im zdobyć sławę. Gorzej, gdy to rodzice za cel stawiają wytresować sobie sławne dziecko – geniusza. A tak się dzieje coraz częściej, zwłaszcza wśród zamożnej klasy średniej.

A skoro jest popyt, pojawia się podaż.

To nie przypadek że Akademia Młodego Menadżera ulotkami reklamowymi zasypała miasteczko Wilanów, dzielnicę Warszawy, która niechlubnie słynie z zamieszkałych ją lemingów, nastawionych na zysk i posiadanie.

„Kim będzie Twoja dziecko, gdy dorośnie? Dzięki odpowiedniej edukacji może zdobyć świat. Daj mu przewagę już na starcie”. – brzmi hasło reklamowe. Oferta jest kierowana już do ośmiolatków (8 – 12 lat). Za promocyjną cenę 3 tyś (cena stała 4,999 zł.) uczeń na kursie dowie się, jak wykształcić w sobie cechy lidera i nauczyć działania pod presją czasu. Jak prosić, żeby na pewno otrzymać to, co chcemy, opanować sztukę automotywacji i przezwyciężyć wewnętrznego lenia. Otrzyma podstawową wiedzą o biznesie i szczeblach kariery w firmie i poradę, jak nie dać się oszukać w życiu i biznesie. Wszystko oczywiście w formie zabawy, pod bacznym okiem ekspertów – doświadczonych menadżerów wielkich korporacji.

Dzwonię pod podany numer, znów chce zapisać syna. Okazuje się, że chętnych rodziców nie brakuje. W grupach nie ma już miejsc, następny nabór dopiero w marcu. Zajęcia będą odbywać się w godzinach wieczornych – od 19.00 do 21.00 – Czy to nie za późno dla dzieci? Podobno to odpowiedź na potrzeby rodziców, bo po szkole dzieci mają inne zajęcia, dopiero wieczorem mają czasową lukę do zapełnienia. Hubert Starzyński, organizator, przekonuje, że warto stawiać na karierę dziecka od najmłodszych lat, że biedny jest ten, kto nie ma wiedzy, w końcu wszyscy wiemy, jak trudno wygrać wyścig szczurów. Gwarantuje, że wszystkie dzieci są z „dobrych domów”, mają ambitnych i wykształconych rodziców, i że powinnam się cieszyć, że mam syna, bo u chłopców łatwiej obudzić lidera. Dziewczynki na kursie owszem są, ale w mniejszości.

Okładka tygodnika WPROST: 2/2019
Artykuł został opublikowany w 2/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0