Leczenie raka prostaty z asystą da Vinci
Materiał partnera

Leczenie raka prostaty z asystą da Vinci

Dodano: 
Lekarz
Lekarz / Źródło: Fotolia / Stasique
Wprowadzenie robotów chirurgicznych da Vinci przyniosło prawdziwą rewolucję w technikach operacyjnych raka stercza – mówi dr Paweł Salwa, urolog, ekspert urologii robotycznej.

Katarzyna Białek: Rak prostaty to dla mężczyzn wciąż wstydliwy nowotwór. Jak często występuje?

Dr Paweł Salwa: To ogromny problem. W krajach zachodnich, gdzie świadomość choroby jest duża, to obecnie najczęstsza złośliwa choroba nowotworowa u mężczyzn. Choruje na nią więcej mężczyzn niż na raka płuca czy jelita grubego. Mniejsza zapadalność w Polsce wynika z niedostatecznej wykrywalności spowodowanej niewystarczającą liczbą urologów, brakiem badań przesiewowych i niższą świadomością zdrowotną społeczeństwa. Najpoważniejsze czynniki ryzyka to wiek oraz występowanie raka prostaty w rodzinie.

Skoro tak, to trudno zapobiec zachorowaniu?

Dlatego ważne jest wczesne wykrycie choroby. Niestety, w stadium, w którym możemy ją skutecznie leczyć, często nie ma jeszcze żadnych objawów. Mogą się pojawić problemy z oddawaniem moczu, ale najczęściej ich przyczyną są łagodne schorzenia prostaty. Jeśli jednak skłoni to pacjenta do pójścia do urologa, jest szansa na wykrycie nowotworu. Często jednak nie ma żadnych objawów, a rak może się już rozwijać.

Czytaj także:
Postaw na prostatę

Jakie w takim razie wykonywać badania profilaktyczne?

Jednym ze sposobów wczesnego wykrycia nowotworu jest kontrolowanie we krwi poziomu PSA (prostate-specific antygen – specyficzny antygen sterczowy – red.), najlepiej już od 45. roku życia. Jeśli wynik jest nieprawidłowy, warto się skonsultować z lekarzem, gdyż jest to wskazanie do wykonania biopsji prostaty. Zdarza się, że wynik PSA jest prawidłowy, mimo że rak się rozwija. Dlatego konieczne jest też badanie urologiczne pacjenta. Wielką pomocą dla mnie jest wykonanie rezonansu magnetycznego, który pozwala lepiej zdiagnozować nowotwór oraz drobiazgowo zaplanować operację.

Czym usunięcie prostaty, czyli prostatektomia radykalna, w asyście robota da Vinci, którą to metodą pan operuje, różni się od metod klasycznych?

Przede wszystkim precyzją. Prostata ma kulisty kształt, jest wielkości kasztana. Jest otoczona z pięciu stron przez struktury, których każdy milimetr jest na wagę złota, jeśli chodzi o jakość życia po operacji. Od góry znajduje się ujście pęcherza moczowego, od dołu cewka moczowa. Ich ochrona procentuje dobrym trzymaniem moczu po operacji. Z lewej i prawej strony przylegają struktury naczyniowo-nerwowe odpowiedzialne za erekcję, a w tyle znajduje się odbytnica. Przy zastosowaniu klasycznych metod operacyjnych dostęp do prostaty jest utrudniony. Może to spowodować nieodwracalną utratę ważnej funkcjonalnie tkanki i nieodwracalne skutki dla jakości życia. Prawdziwą rewolucję w technikach operacyjnych przyniosło wprowadzenie robotów chirurgicznych da Vinci. Prostatektomia radykalna w asyście robota da Vinci to najnowocześniejsza i najbardziej zaawansowana technologicznie metoda leczenia raka prostaty. 10-krotne powiększenie obrazu, pełne HD i trójwymiarowy obraz, czyli wielka precyzja szczegółów, narzędzia długości 5 mm poruszające się w dowolnym kierunku zgodnie z intencją operatora, czyli moją, pozwalają w pełni usunąć nowotwór. W ogromnym powiększeniu, widząc bardzo dokładnie tkankę, mogę milimetr po milimetrze usuwać nowotwór, a równocześnie zachowywać zdrową tkankę potrzebną do normalnego funkcjonowania po operacji.

Czytaj także:
Coraz większe zamieszanie z lekami na raka prostaty

Pacjenci często nie chcą się poddać operacji, obawiają się problemów z nietrzymaniem moczu i erekcją...

Po zastosowaniu konwencjonalnych metod operacyjnych – zarówno otwartej, jak i laparoskopowej – pacjenci rzeczywiście często mają problemy z nietrzymaniem moczu. Ponad 90 proc. operowanych przeze mnie pacjentów ich nie ma. Wynika to z precyzji. Po klasycznej operacji zachowanie erekcji jest trudne. Po zabiegu z asystą robota da Vinci, jeśli możliwa była operacja oszczędzająca, szansa na powrót erekcji jest bardzo duża.

Te zalety wynikają nie tylko z metody. Robot da Vinci to tylko narzędzie. Jest znakomite, jednak trzeba umieć z niego korzystać. Dane naukowe potwierdzają, że operacja jest skuteczna tylko wtedy, gdy wykonuje ją doświadczony operator, który ma za sobą setki operacji. Powyżej 500 to poziom mistrzowski. Operowania robotem nie można się nauczyć podczas dwutygodniowego szkolenia. To proces, który trwa kilka lat. Jeśli operator wcześniej wykonał tylko niewielką liczbę operacji, to nie ma gwarancji, że efekt będzie dobry. Nie robot operuje, tylko człowiek.

A gdzie pan uczył się operować z asystą robota da Vinci?

W Niemczech, w największym w Europie centrum leczenia raka prostaty metodą robotyczną. Od 2013 r. jako operator da Vinci przeszedłem stopniowe, modelowe i certyfikowane szkolenie pod auspicjami Europejskiego Towarzystwa Urologii Robotycznej. W 2016 r. zostałem ordynatorem tej kliniki. Do dziś zoperowałem metodą da Vinci ponad 800 pacjentów. Wcześniej otrzymałem wiele stypendiów i nagród w Polsce, m.in. premiera, ministra zdrowia, ministra edukacji narodowej, medal Polskiej Akademii Nauk. W klinice w Niemczech rozpoznano moje umiejętności, dlatego dość szybko zrobiłem w niej karierę.

Zdecydował się pan jednak wrócić do Polski. W klinice, którą właśnie pan tworzy, pacjent jest otoczony kompleksową i długoletnią opieką. Dlaczego to tak ważne?

Pacjent zwykle ma z nami pierwszy kontakt przez stronę www.urologiadavinci.pl, na której są podane informacje o leczeniu raka prostaty za pomocą robota da Vinci i numery telefonów do kierownika koordynacji operacji robotycznych, mojej żony, Jagody Salwy, która jest też moim najważniejszym partnerem i wsparciem. W klinice w Niemczech opiekowała się pacjentami z Polski, pomagając im na poziome językowym, organizacyjnym i emocjonalnym. Te doświadczenia przenosimy do Polski. Sprawujemy opiekę nad pacjentem – ona organizacyjną, ja medyczną. U każdego pacjenta jestem co najmniej dwa razy dziennie, mam czas, by rozwiać jego wątpliwości.

Stworzył pan autorską modyfikację zabiegu z użyciem robota da Vinci – tzw. SMART (Salwa Modified Advanced Robotic Technique). Na czym ona polega?

Każdy element operacji został ulepszony. Wprowadziłem modyfikacje mające na celu poprawienie efektów operacji w kilku aspektach: usunięcie nowotworu, lepsze trzymanie moczu, zachowanie struktur odpowiedzialnych za erekcję, zmniejszenie ryzyka komplikacji. Metoda jest chroniona przez Urząd Patentowy RP. Jej wyniki zaprezentuję we wrześniu w Marsylii podczas Kongresu Europejskiego Towarzystwa Urologii Robotycznej.

Czy każdy pacjent, u którego konieczne jest wykonanie prostatektomii radykalnej, może być operowany w ten nowatorski sposób?

Tak, jeśli jego stan zdrowia pozwala na przeprowadzenie operacji klasycznej, to możliwa jest również operacja da Vinci. Często przeprowadzam operacje u pacjentów, których w Polsce nie chciano zoperować. Jeden z moich pacjentów miał od dwóch lat zdiagnozowanego agresywnego raka prostaty, który naciekał m.in. na pęcherz, odbytnicę. Otrzymywał leczenie paliatywne. Podjąłem się operacji, podczas której udało mi się usunąć nowotwór w całości. Pacjent czuje się bardzo dobrze. Inny pacjent miał przerzuty do węzłów: jemu również mówiono, że operacja nie jest możliwa. Jak widać, metoda nie ma ograniczeń, jeśli tylko potrafi się ją stosować.

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 31/2018
Wywiad został opublikowany w 31/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

Czytaj także