Krok w dobrą stronę

Krok w dobrą stronę

Dodano: 
Kobieta cierpiąca na RZS
Kobieta cierpiąca na RZS / Źródło: Shutterstock / 9nong
Dlaczego na skutek „awarii” układu odpornościowego ciało atakuje samo siebie? To jedna z największych tajemnic medycyny.

Jeśli zaprosisz na kolację dziesięcioro znajomych, statystycznie rzecz biorąc jeden z nich będzie cierpiał na chorobę autoimmunologiczną. Gdy jesteś na weselu z setką gości, jeden z nich będzie miał RZS (reumatoidalne zapalenie stawów). A jeśli masz na Facebooku tysiąc znajomych, prawdopodobne jest, że dwoje z nich ma stwardnienie rozsiane. Choroby autoimmunologiczne dotykają tak wielu osób, że jeżeli sam na taką cierpisz, to raczej nie jesteś w tym osamotniony wśród rodziny i przyjaciół. A jeśli sam nie chorujesz, to z całą pewnością znasz kogoś takiego.

Na świecie dziesiątki milionów ludzi żyją z konsekwencjami awarii układu odpornościowego. Jest to jedna z najważniejszych przyczyn śmierci wśród osób w wieku poniżej 70 lat. Dotyczy to w szczególności kobiet. Wydatki ponoszone przez organy państwa na zwalczanie chorób autoimmunologicznych zajmują jedną z najwyższych pozycji w budżecie służby zdrowia. Dla pacjentów kosztem w wielu przypadkach jest zniszczone życie.

Przypadek Sandry

Sandra wypróbowała już wszystkie możliwe leki. Nic nie działało. Lekarzom skończyły się pomysły. Dla niej była to ostatnia szansa. Pomyślałam, że rozpoczęcie od niej będzie stosunkowo bezpieczne. Wyjaśniłam dokładnie, na jakie ryzyko się naraża i że jest to terapia eksperymentalna. Nie mogę składać żadnych obietnic. – I jak to brzmi? – zapytałam. – Prosiłam Boga, żebym znów dostała ten lek – powiedziała. – Oczywiście, że spróbuję.

W marcu 2014 r. podaliśmy pierwszą dawkę. Tym razem wybraliśmy inny inhibitor GnRH. Działał tak samo, ale po każdym następnym podaniu dłużej. Ten lek zazwyczaj stosowany jest w wysokich dawkach u mężczyzn z rakiem gruczołu krokowego. Byłam ostrożna z dawkowaniem i przed rozpoczęciem terapii dokładnie zbadałam Sandrę, żeby się upewnić, że wszystko inne w jej ciele jest jak należy. Kilka dni później pobraliśmy próbki krwi. Pytania były takie same jak przedtem: czy układ odpornościowy reaguje na hamowanie GnRH? Czy próbki pokazują ograniczenie stanu zapalnego?

Zapalenie mierzymy przy użyciu czegoś, co nazywa się białkiem C-reaktywnym, w skrócie CRP. Im silniejsze zapalenie, tym wyższe wyniki. Zanim podaliśmy lek pierwszy raz, poziom CRP wynosił u niej 55. To dużo. Dla osób bez stanu zapalnego norma to poniżej 5. Ja sama zmierzyłam to u siebie raz w życiu, miałam ciężką grypę i nie mogłam pracować. CRP wynosiło wtedy 25. Mówi to sporo o stanie zapalnym, jaki panuje w ciałach tych pacjentów. – Niemożliwe – powiedziałam do siebie cicho, kiedy otrzymałam wyniki. CRP na początku przekraczało 50. Teraz spadło do mniej więcej 20. W ciągu tylko kilku dni. Sprawdziłam jeszcze raz. Tak jest, wszystko się zgadza. Ciekawe, że liczby na ekranie komputera były jedną z niewielu rzeczy, które działały na moje gruczoły łzowe. W tych decydujących chwilach ujście znajdowała cała nagromadzona presja. Tak silny spadek w jedynie kilka dni nie może przecież być przypadkiem?

– Bóle niemal całkowicie ustąpiły – powiedziała Sandra, kiedy przyszła na kontrolę. Opowiadała o tym, że skończyły się poranne godziny, w których trzeba było przez długi czas uruchamiać stawy. Widziałam na własne oczy, jak z jej stawów znikła opuchlizna jak topniejący wiosną śnieg. Niedługo później mogła już więcej pracować, powróciła jej energia. Wkrótce poziom CRP wynosił u niej 18. Tak niski nie był od trzech lat. Po przyjmowaniu leku przez pewien czas Sandra przesłała mi wyniki badania krwi wykonane u lekarza rodzinnego. Na teczce przyklejona była żółta karteczka, na której napisała, że wyniki są dobre. „Działa!” – zakończyła. Wyniki pierwszej testowej pacjentki przekroczyły wszelkie oczekiwania. Trudno było uwierzyć, że to prawda. Musiałam się upewnić, że przypadek nie zrobił mi psikusa. Mogło się przecież zdarzyć, że akurat u tej pacjentki zdarzył się lepszy okres i że nie ma to nic wspólnego z terapią. Czy lek będzie równie dobrze działać u innych? (…)

Bez diagnozy

No i miałam możliwość przyglądania się dwóm nieprawdopodobnym historiom pacjentek w ciągu jedynie kilku miesięcy. (…) Rodziły się nowe pytania: czy ten lek działa na mężczyzn? I czy może pomóc również w innych chorobach autoimmunologicznych? Potrzebowaliśmy do testów mężczyzny. To wtedy poznałam Jana. Kiedy urodził się w roku 1941, nie wymyślono jeszcze słowa „autoimmunizacja”.

Pierwszy raz spotkałam go na korytarzu Betanien Hospital [w norweskim mieście Skien – red.]. Był wtedy wykończony po długim okresie zaostrzenia choroby i nie trzeba go było namawiać, kiedy zapytałam, czy chce wypróbować eksperymentalny lek. Jan odpowiedział, że zgodziłby się odrąbać sobie rękę, gdyby ktoś mu powiedział, że od tego poczuje się lepiej. W tym czasie wyjście z łóżka rano zajmowało mu godzinę, a kiedy zwlókł się w końcu dzięki pomocy partnerki i usiadł na krześle na werandzie, gapił się z tęsknotą w kubek z kawą. Nie był już w stanie go podnieść.

Jan odwiedza szpitale od dziesięcioleci. (…) Już wtedy, kiedy był dzieckiem, rodzice zauważyli, że coś jest nie tak. Pięcioletni chłopiec próbował dotrzymać kroku innym dzieciom biegającym po ulicach, ale za każdym razem potykał się i upadał. Nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Po kontroli zdrowia, kiedy był uczniem drugiej klasy, lekarz wezwał do szkoły matkę i ojca. – Kręgosłup jest zupełnie pokrzywiony, ale nie wiem, co to jest – powiedział. Lokalny szpital potwierdził problem, ale nie zaproponował żadnego rozwiązania. Chłopiec na kozetce cierpiał z bólu. Ledwo mogli dotykać miejsc u dołu pleców i wokół jednego biodra. Przypominało to pewną formę RZS. – Tylko starzy ludzie zapadali na gościec, lekarze uważali więc, że nie mogę go mieć – mówi Jan. Przeszedł więc przez dzieciństwo wypełnione bólem, z nienadającymi się do niczego nogami.

Samozniszczenie
Gdy organizm atakuje sam siebie, nazywamy to chorobą autoimmunologiczną. „Auto” oznacza „siebie”. Układ odpornościowy atakuje więc „siebie”. Przykłady takich chorób to: reumatoidalne zapalenie stawów (RZS), choroba Hashimoto, łuszczyca, stwardnienie rozsiane, cukrzyca typu 1, zespół Sjögrena, celiakia, nieswoiste zapalenie jelit i choroba Bechterewa. Lista jest długa, przypuszczalnie istnieje ponad 100 chorób wywoływanych przez to, że nasz układ odpornościowy zawiera błędy

Dopiero kiedy miał 10 lat, w końcu ktoś wykonał prześwietlenie. Lekarze stali przed zdjęciem i patrzyli na ciemne plamy w miejscach, gdzie miało być biało. Czy pomylili zdjęcia z kimś z geriatrii? Lewe biodro było całkowicie zniszczone – u dziesięciolatka. Matka i ojciec zostali postawieni przed wyborem. Syn mógł pozostać przez rok w szpitalu, co było formą 365-dniowej usankcjonowanej przez państwo tortury. Albo też mogli spróbować poddać syna operacji. – Wstawianie protezy biodrowej dziecku było czymś, o czym praktycznie nikt nie słyszał, ale moi rodzice na szczęście wybrali właśnie tę możliwość – mówi Jan.

Przypadek Jana

(…) Proteza pomogła, ale bóle i sztywność przychodziły i odchodziły i nigdy całkiem nie znikały. Jan z mozołem przedzierał się przez fizycznie wyczerpującą pracę w lokalnej stoczni, ale lekarze wciąż przez kolejne 30 lat drapali się po głowach. Pewnego dnia w 1984 r. przyszedł do specjalisty na oddziale reumatologicznym w Betanien Hospital. Lekarz wysłuchał jego historii, wyginał, rozciągał i ściskał jego ciało, analizował rentgenowskie zdjęcia kręgosłupa i biodra. Ostatecznie wypowiedział te magiczne słowa: „wiem, co panu jest”. Jan miał chorobę Bechterewa. Silne stany zapalne, które lokują się przede wszystkim w stawach kręgosłupa, ale kiedy choroba pojawia się w dzieciństwie, atakuje często inne duże stawy, takie jak biodra i kolana. Wiele osób funkcjonuje w miarę normalnie, inne jednak chorują ciężko. Mimo że przyczyna choroby Bechterewa jest nieznana, uważamy, że chodzi o reakcję autoimmunologiczną. Jest to jedna z najczęściej występujących chorób autoimmunologicznych. W Norwegii dotyka nieco poniżej jednego procenta ludności, ok. 40 tys. osób. Jest to jeden z niewielu przykładów choroby autoimmunologicznej, która woli mężczyzn.

Choroba Bechterewa preferuje również mieszkańców krajów północnych. Jeśli do nich należysz, prawdopodobieństwo zapadnięcia na nią jest w twoim przypadku dwa razy większe niż w przypadku południowców. Lapończycy są jeszcze bardziej na nią narażeni, podczas gdy Afrykanie chorują bardzo rzadko. Ma to związek z genami. Niemal wszystkie osoby cierpiące na tę chorobę mają gen oznaczany jako HLA-B27. Występuje częściej u mieszkańców Północy niż Południa, a jeszcze częściej u Lapończyków. U ludności wielu krajów afrykańskich niemal się nie pojawia.

Czy oznacza to, że ta choroba jest w groźny sposób dziedziczna? Nie jest to takie proste. Gen HLA-B27 ma 10 proc. z nas, o wiele więcej niż osób chorujących na Bechterewa. Zdecydowana większość osób z tym genem przechodzi całe życie bez ataku komórek odpornościowych na ich stawy. Jest to kolejny przykład delikatnej interakcji między materiałem genetycznym a środowiskiem. Również tutaj istnieje środowiskowy czynnik wyzwalający, który decyduje o tym, czy się zachoruje, czy nie.

Dla Jana uzyskanie wreszcie odpowiedzi na najważniejsze pytanie w jego życiu, kiedy miał już ponad 40 lat, było wielką ulgą. Pech polegał na tym, że niewiele można było mu zaoferować, jeśli chodzi o leczenie. Najważniejsza jest aktywność fizyczna, a tym i tak zajmował się przez całe życie, ciężko pracując. Przez lata, zanim go spotkałam, wypróbował różne leki, nie znajdując niczego, co by naprawdę działało. Skończyły mu się możliwości.

Pierwszą dawkę leku podałam Janowi jesienią 2014 r. Podobnie jak w przypadku pacjentek z RZS, coś zaczęło się dziać bardzo szybko. – Poczułem poprawę, ale nie chciałem wierzyć. Bałem się rozczarowania kolejnym lekiem – mówi dzisiaj. W końcu powiedział, że coś się dzieje. Bóle zelżały, a ruchomość powróciła. Jan chorował również na wrzodziejące zapalenie jelita grubego, przewlekłą chorobę zapalną jelita. Tu też się poprawiło, a próbki pokazały, że zapalenie znacząco się uspokoiło. – Nigdy wcześniej nie poczułem takiego rodzaju poprawy po przyjmowaniu leków – przyznał mi się. Wkrótce mógł zejść po schodach z mieszkania i przynieść gazetę. Jeździł bez problemu samochodem do miasta. A w ciepłe poranki na werandzie z uśmiechem podnosił do ust kubek z kawą. Być może inhibitory GnRH mogą działać na więcej chorób niż tylko RZS? I również na mężczyzn.

Nowe choroby do testu

Przetestowaliśmy lek na kilku pacjentach. Większość miała RZS, ale były też osoby z chorobą Bechterewa, twardziną układową i toczniem. Niektórzy z pacjentów mieli dodatkowe diagnozy, w których głównym problemem był stan zapalny, np. łuszczycę i zapalenie jelit. Dzięki temu mogliśmy przy okazji obserwować, czy poprawia się ich stan w kwestii tych objawów. Dodatkowo współpracowaliśmy z neurologami, aby przetestować lek w stwardnieniu rozsianym. Udział w próbie mogli wziąć wyłącznie pacjenci, którzy nie mieli żadnych innych możliwości leczenia. (…) Testowani pacjenci zgłaszali poprawę. Niektórzy czuli się znacznie lepiej, u innych poprawa była mniejsza. Widać to było po próbkach krwi. Byli to pacjenci, którzy nie reagowali już na zwykłe leki, grupa bardzo trudna do leczenia. Szansa na to, że coś nowego na nich podziała, była niewielka. W równoważnej grupie pacjentów z RZS otrzymujących anty-TNF badania wykazały, że poprawa nastąpiła zaledwie u czterech na dziesięć osób. Zrobiłam zdjęcia „przed” i „po” pierwszej pacjentki, Sandry. Jej kostki były opuchnięte, z silnym stanem zapalnym, ale krótko po rozpoczęciu przyjmowania inhibitora GnRH opuchlizna i zapalenie niemal zniknęły. Zaczęłam również filmować pacjentów, dokładnie tak samo jak robił Ravinder Maini przy pierwszych testach anty-TNF. Musieli udowodnić, że to, co widzą, jest rzeczywiste, a trudno o coś bardziej sugestywnego od żywych obrazów. Filmowałam pacjentów chodzących po schodach, przed i po leczeniu. Filmy te pokazują dużą zmianę u wielu z nich. Zajmowaliśmy się leczeniem eksperymentalnym. Nie było to prawdziwe badanie, musieliśmy więc traktować wyniki z dużą rezerwą. Pacjenci pokazali nam jednak, że coś się dzieje – coś, co należy zbadać.

Fragmenty książki Anity Kåss i Jørgena Jelstada „Tajemnice Odporności”, która w przekładzie Witolda Bilińskiego właśnie ukazuje się nakładem wyd. Muza SA.
Anita Kåss – norweska lekarka i naukowczyni, od kilkunastu lat z sukcesami prowadzi badania nad układem immunologicznym
Jørgen Jelstad – dziennikarz
Okładka tygodnika WPROST: 7/2020
Artykuł został opublikowany w 7/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0