Jak odróżnić śledzia od matiasa?

Jak odróżnić śledzia od matiasa?

Dodano: 
śledź
śledź / Źródło: Pixabay / pixel2013
Rodzinne spotkanie przy wigilijnym stole nie może odbyć się bez śledzika... a może matiasa? A może to jedno i to samo? Często używamy tych pojęć zamiennie – ale czy słusznie?

Wigilia Bożego Narodzenia w Polsce zakorzeniła w tradycji na stałe obecność śledzi na stole. Sposobów podania mamy wiele: z cebulą, w occie, w oleju, czy nawet z dodatkiem jabłek i rodzynek. W pogoni za jak najlepszymi wrażeniami smakowymi często poszukujemy popularnych matiasów. Jednak czy na pewno wiemy, co ląduje na naszych talerzach?

Matiasy, choć smaczne, są mitem

Producenci, a także sprzedawcy w sklepach ze świeżymi artykułami spożywczymi sprzedawanymi na wagę nierzadko rzeczywiście wprowadzają w błąd nie do końca świadomych konsumentów. Błędnie myślimy, że matiasy to coś innego, niż śledzie! Ta popularna nazwa wcale nie kryje w sobie innego gatunku ryby, chociaż możemy faktycznie sądzić, że nie jest to zwykły śledź.

Matiasy są to młode śledzie, które jeszcze nie odbywały tarła. Ich nazwa pochodzi od holenderskiego słowa „maagdenharing”, które oznacza „dziewicze śledzie”. Te wyjątkowe ryby hodowane są tylko w jednym miejscu na świecie, a dostępne do spożycia są przez bardzo krótki okres w przeciągu całego roku: mniej więcej od maja do czerwca. Przyrządzane są w delikatnej zalewie solankowej. Mięso tych ryb jest bardziej różowe i znacznie tłustsze, niż typowego śledzia. Zawartość tłuszczu w tej rybie mieści się w przedziale nawet 15-20 procent całkowitej objętości. Są mniej słone i nie wymagają namaczania. Są także dużo droższe: ich koszt sięga nawet 50 zł/kg.

Ale na tym nie koniec niespodzianek. W Polsce matiasy po prostu nie występują – moglibyśmy spotkać je na przykład w Holandii. Kraj ten jest czołowym producentem matiasów. To, co widujemy na półkach w sklepach spożywczych ma zaledwie dopisek „a'la matias”.

Czytaj także:
Nie przepadasz za śledziami? Od dziś zaczniesz się nimi zajadać!

Czytaj także

 0