Wzywam seniorów do rewolucji

Wzywam seniorów do rewolucji

Dodano: 
Urszula Dudziak
Urszula Dudziak / Źródło: Newspix.pl / Michal Piesciuk
– Wyrzućmy na śmietnik stereotypy. Zacznijmy żyć od nowa. Nauczmy się głośno mówić o swoich potrzebach – materialnych, miłosnych, seksualnych – mówi Urszula Dudziak, wokalistka jazzowa.

Wzięła pani udział w „The Voice Senior”, czyli talent show dla oldbojów. Czy seniorom bardziej potrzebna jest telewizja czy telewizji seniorzy?

To działa w obie strony. Wspaniale, że telewizja wpadła na pomysł, by odczarować zaklęcie, stereotyp mówiący o tym, że w „pewnym wieku nie wypada”.

Nie wypada czego?

Kobietom nie wypada ubierać się kolorowo, nosić fryzur innych niż krótkie. Chodzić na obcasach. Oczywiście, ja też nie mogę na nich za długo szaleć, ale ogólnie daję radę. Nie wypada też uprawiać seksu – tak jakby ludzie nagle stawali się aseksualni. W efekcie seniorzy wstydzą się o seksie mówić, to dla nich temat tabu. A prawda jest taka, że kochają seks i uprawiają do późnych lat. Czasem nawet do setki.

Ale pani mówi w wywiadach o zaletach seksu po siedemdziesiątce.

Nie jestem kosmitką, cyborgiem, jestem jedną z wielu. Dojrzałą kobietą, która lubi siebie. Dlatego, wracając do pani pytania o telewizję, uważam, że programy takie jak „The Voice Senior” są bardzo potrzebne, by ludzie dojrzali już więcej nie wstydzili się śpiewać czy tańczyć z obawy o pogardliwe spojrzenia dzieci i wnuków. Dla seniorek jest jeszcze jeden powód do wstydu.

Jaki?

Menopauza. Często mam spotkania z kobietami, dzielą się ze mną obawami, że menopauza jest jak wyrok, że wraz z jej nadejściem przestaną być potrzebne, bo przecież już rodzić nie będą mogły. A ja im wtedy mówię, tym moim najdroższym siostrom, że przekwitają, by móc rozkwitnąć na nowo.

W USA zrobili nawet badania, z których wynika, że kobiety powyżej 65. roku życia są najszczęśliwsze! Mówię o tym, bo jestem żywym przykładem kobiety szczęśliwej, wolnej, która nie siedzi w domu, tylko idzie z podniesioną głową przez świat. Rozglądam się, zachwycam się wszystkim i uważam, że mi wszystko wolno.

Wszystko?

Oczywiście z poszanowaniem wartości, które wyznaję. Ale na pewno wolno mi walczyć ze stereotypami. Dlaczego na południu Europy, w Grecji czy we Włoszech generacje żyją ze sobą w symbiozie, a w Polsce wciąż funkcjonuje dół między pokoleniami? To bez sensu! My, seniorzy, musimy się otworzyć na młodzież, bo dzięki niej możemy bardzo wiele zyskać. Z kolei młodzi powinni sobie uświadomić, że mogą się nauczyć naprawdę sporo od nas. Mam nadzieję, że program, w którym jestem jurorką, jest taką śnieżką, która wywoła lawinę. Pokaże seniorom, że można. Pozwoli skończyć z tym francowatym „nie wypada”.

Ma pani nadzieję na to, że dojrzałych ludzi na wizji będzie więcej?

W Polsce prezenterki, gospodynie programów wyglądają na ogół jak miss świata. Nie reprezentują społeczeństwa, są pięknymi wyjątkami. Jestem za tym, by unormalnić wszystko, zakopać ten rów, o którym mówiłam, między młodym a starszym pokoleniem. By ktoś, kto siedzi przed telewizorem, nie dołował się, widząc, kto do niego z tego telewizora mówi.

Mając 50, 60, 70 lat można zacząć od nowa?

Zawsze. Im później, tym nawet lepiej.

Bo?

Mamy więcej doświadczeń i wbrew pozorom ten bagaż może nam pozwolić w ciągu tygodnia zrobić to, co 30 lat wcześniej robilibyśmy w ciągu miesiąca. „Age is just a number” – wiek to tylko liczba! Wie pani, gdy się rodzimy, jesteśmy czyści jak woda święcona, dzieci są taką piękną i czystą materią. Potem idą do przedszkola i słyszą: „Cicho siedź”, w domu: „Nic z ciebie nie będzie”, ksiądz jeszcze im powie, że „pójdą do piekła”. I tak przez lata żyją w pancerzu z błota, który nie pozwala im wykorzystać swojego potencjału. Dopiero w „środku” życia, w okolicach 45-50 lat przychodzi i refleksja, i kryzys. Ci, którzy popełniali wiele życiowych błędów przez te niesprzyjające okoliczności, słuchali tekstów w stylu „ty durna pało”, zaczynają rozumieć, że kierowały nimi stereotypy, że ten pancerz z błota nie dawał im szansy na ruch. I właśnie to jest czas na życiowy zwrot.

Pytanie, czy każdy może sobie na ten zwrot pozwolić.

Każdy! Ludzie nie zdają sobie sprawy, że cały ich świat jest w głowie. Jeśli nie będą pilnować swoich myśli, mogą zmarnować życie. Zawsze można zacząć od zera. Sama pierwszą książkę napisałam sześć lat temu, miałam wtedy 71 lat. Okazało się, że mam z tego frajdę. À propos zaczynania od nowa, to właśnie wybudowałam dom z moim ukochanym Bogusiem. Usłyszałam w związku z tym od jednej pani, że ona ma 60 lat i myślała, że już nie da rady, ale skoro ja dałam, to ona też wybuduje. I ja czekam na takie reakcje, na takie wiadomości.

I nie czuje pani żadnych ograniczeń, nazwijmy je cielesno- -zdrowotnymi?

Pamiętam, jak leciałam raz do Stanów, wzięłam lusterko i zobaczyłam, jak skóra na mojej szyi wisi. Ten widok mną wstrząsnął, ale dziś z pokorą przyjmuję upływający czas. Zmarszczkami się wzruszam. To cały mój krajobraz. Wiem, że mam ładny uśmiech, nie będę robić sobie żadnych drastycznych zabiegów, by go nie stracić, by moja twarz nie wyglądała jak maska. Ale mniej inwazyjne zabiegi robię, pomagam sobie w ten sposób. Poza tym staram się być w formie i będę to robić jak najdłużej Pozytywne myślenie jest kluczowe, ale trzeba jeszcze trochę wysiłku fizycznego jednak włożyć. Moja sąsiadka, pani Ania, szusuje na nartach. Nie wiem, ile ma lat, ale jest blisko osiemdziesiątki. Tak więc ta seniorska rewolucja się dzieje. Sama ją robię i wzywam do niej innych, nie tylko w telewizji, w swojej rodzinie, lecz także na klatce schodowej, jako przewodnicząca wspólnoty, i na wsi, gdzie wybudowaliśmy dom. Wyrzućmy na śmietnik stereotypy, zacznijmy żyć od nowa, nauczmy się głośno mówić o swoich różnych potrzebach – materialnych, miłosnych, seksualnych. Ja sama, jako seniorka, odnalazłam się w piękny sposób. Nie tylko dzięki muzyce, lecz także dzięki dzieleniu się tym, co uważam za swoje wielkie osiągniecie: myśleniu o sobie w kategoriach dojrzałej, atrakcyjnej, inteligentnej kobiety. Jestem „wow”, po prostu zachwycam się sobą. I choć wiem, że w kontekście radości z życia seniorów jest w Polsce dużo ugoru, to chcę to zaorać i posiać piękną łąkę kwietną. Zresztą nie jestem zwolenniczką pałacowych ogrodów.

To znaczy?

Mój Boguś chciałby sadzić magnolie, a ja nie wyobrażam sobie, by po ogrodzie chodzić na palcach. Jestem ze wsi, kocham wieś i chcę, by rządziła się swoimi prawami. Dom wybudowaliśmy 100 km na wschód od Warszawy. Asfaltowa szosa kończy się jakieś 200 m za naszą posesją, a potem jest już tylko 30 km lasu. Wykopaliśmy staw. Odradzam się tam. Już mam plany. Budujemy studio, będę mieć pokoik, w którym chcę pisać.

À propos domu na wsi – widzi pani różnicę w życiu seniorów tam i Warszawie? Bo my tu sobie o osiemdziesięciolatkach wyjeżdżających na narty rozmawiamy, żyjemy w wielkomiejskiej bańce...

Jest różnica. Na wsi stereotyp seniora jest jeszcze bardziej zakorzeniony. Zresztą ci ludzie bardzo ciężko pracują fizycznie. I muszę wspomnieć o jednej przykrej rzeczy – ludzie na wsi dużo piją. To druzgocące. Taka Skandynawia, w której mieszkałam bardzo długo, troszczy się o społeczeństwo, reglamentuje alkohol, a u nas nie myśli się o tym zupełnie. Jest odwrotnie. My z Bogusiem staramy się, jak możemy, wpłynąć na sąsiadów. Dajemy im pracę, ale nie zawsze się udaje. Przez chwilę jest OK, potem chwilowa porażka i znowu świeci słońce, czyli cały czas walka trwa. Ja jednak zawsze jestem dobrej myśli.

Chcecie tam na wsi się zakotwiczyć?

Biorąc pod uwagę, że Boguś jest kapitanem żeglugi wielkiej, to dobre pytanie. On mnie straszy, że nie będzie przyjeżdżał do Warszawy. Na wsi się wyżywa, to dziś jego statek. Snuje plany, że kupimy owce, może kozy, a ja mu odpowiadam, że na razie mamy pięć psów, z którymi codziennie rano idziemy na co najmniej godzinny spacer. W związku z wysiłkiem, który trzeba wkładać, by być w formie, to na wsi jeździmy na rowerach. W Warszawie gdzie mogę, chodzę na piechotę, wprawdzie mieszkam na pierwszym piętrze, ale wchodząc po schodach, stawiam kroki co drugi stopień. Przeczytałam kiedyś radę ponadstuletniego lekarza z Chin, który stwierdził, że oprócz tego, że się gimnastykuje, to właśnie stawia kroki na co drugim stopniu.

To teraz pół Polski zacznie tak robić, skoro to daje takie efekty, jak u pani.

Proszę bardzo, na pewno nie zaszkodzi. Nie wolno też wrzucać w siebie byle czego. Sama chodzę do sklepów spożywczych z lupą, czytam etykiety. Choć i tak dzięki posiadaniu domu na wsi jesteśmy w komfortowej sytuacji, bo tam na miejscu możemy kupować nieprzetworzone produkty. Boguś robi też sam kwaśne mleko, sery korycińskie, przetworów, ogórków, kapusty mamy tyle... No i staramy się jak najmniej cukru do tego dodawać. Mój Boguś jest na trzecim roku, na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie, studiuje terapie ziołowe i ziołolecznictwo. Zresztą coraz więcej starszych ludzi się uczy. Boguś zawsze pasjonował się tym tematem, właśnie złożyliśmy podanie, chcemy uprawiać konopie włókniste ze względu na ich prozdrowotne zastosowanie.

Obecny partner jest inny niż pani poprzedni partnerzy.

To prawda, zawsze miałam artystów. Cały czas się dziwię, że Boguś umie myśleć praktycznie. Mówię mu, że pralka się zepsuła i trzeba kupić nową, a on rozbiera tę popsutą, kupuje część za 26 zł i pralka działa. Przed Bogusiem osiem lat byłam sama, myślałam, że mam wszystko, że mogę rozpościerać swoje skrzydła bez mężczyzny u boku. Miałam przyjaciół, projekty, ale spotkałam Bogusia i uzmysłowiłam sobie, że nigdy takiego faceta nie miałam. Jakie on mi śniadania podaje! Sałatki! Robię im zdjęcia i wysyłam znajomym, żeby się pochwalić.

Czuje się pani zaopiekowana.

Tak. On mi siatki z rąk wyszarpuje. A ja, stary harcerz, się temu dziwię. Przecież za Urbaniakiem taszczyłam perkusję...

Czyli po siedemdziesiątce można wszystko. Nawet się zakochać.

Oczywiście. To zupełnie inny wymiar wszystkiego. Chwilo, trwaj!


Urszula Dudziak – wokalistka i kompozytorka jazzowa. W latach 70. występowała w Stanach Zjednoczonych u boku Michała Urbaniaka, ówczesnego męża, oraz solo. W 1979 r. „Los Angeles Times” mianował ją Śpiewaczką Roku. Nagrała kilkadziesiąt płyt, dzieliła scenę z takimi sławami, jak Bobby McFerrin, Herbie Hancock, Gil Evans, Sting, Lionel Hampton. Jej utwór „Papaya” z 1976 r. po prawie 30 latach od premiery stał się hitem m.in. w Azji i Ameryce Południowej oraz zapoczątkował modę na „papaya dance”. Ostatnio Dudziak, jako jurorka i mentorka, wystąpiła w pierwszej edycji programu „The Voice Senior” w TVP 2, czyli pierwszego talent show tylko dla seniorów w Polsce

Okładka tygodnika WPROST: 3/2020
Wywiad został opublikowany w 3/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także