Zabójcze wirusy

Zabójcze wirusy

Dodano: 
Laboratorium badawcze
Laboratorium badawcze / Źródło: Fotolia / science photo
Jest tylko kwestią czasu, kiedy koronawirus z Wuhanu znajdzie się w Polsce. Pytanie, czy będą to pojedyncze przypadki, jak groźne i czy nasz system będzie dobrze do tego przygotowany.

Pierwsze dane dotyczące zakażeń pojawiły się w Chinach pod koniec grudnia 2019 r., jednak zachorowania występowały już na początku miesiąca: władze początkowo je bagatelizowały. Gdyby od początku zostały podjęte środki zapobiegawcze (izolacja chorych), epidemia prawdopodobnie aż tak by się nie rozprzestrzeniła.

Nazwa „koronawirusy” pochodzi od ich wyglądu pod mikroskopem elektronowym – mają otoczkę przypominającą koronę

Poza Chinami potwierdzono prawie 100 przypadków zakażenia w 18 krajach, m.in. w Wietnamie, Japonii, Tajwanie, Korei Południowej, Australii, USA, a także Europie (Niemcy, Francja, Finlandia). – Sytuacja w tych krajach jest inna, żaden z chorych nie umarł ani nie leży na OIOM (oddziale intensywnej opieki medycznej). Na poziom śmiertelności w Chinach [do piątku 170 przypadków – red.] ma wpływ nie tylko sam wirus, lecz także inne czynniki jak smog, złe warunki bytowe, być może za późno udzielona opieka medyczna – wyjaśnia dr Paweł Grzesiowski, ekspert w dziedzinie immunologii i terapii zakażeń. Nadal na świecie jest tylko kilka przypadków zakażeń osób, które nie przebywały i nie zaraziły się w Chinach.

Co dalej? – Są trzy możliwe scenariusze wydarzeń. Pierwszy: epidemia zostanie zahamowana; drugi: wirus będzie szybko się rozprzestrzeniał, podobnie jak w przypadku grypy. Trzeci: wirus zmutuje i jeszcze bardziej się uzjadliwi – tłumaczy prof. Andrzej Horban, konsultant krajowy w dziedzinie chorób zakaźnych. Jego zdaniem nie dojdzie jednak do światowej pandemii. – Jeśli wirus jest bardzo zjadliwy, chorzy umierają, to nie ma on, jak się namnażać, dlatego liczba zakażonych jest ograniczona. Jeśli natomiast wirus nie jest tak bardzo niebezpieczny, to chory przeżywa, za to wiele osób się zaraża. Na razie wygląda na to, że będzie to „relatywnie łagodny wirus”, co jednak oznacza, że ryzyko rozprzestrzeniania się go jest duże – dodaje prof. Horban.

Z nietoperza na człowieka

– Koronawirusy to bardzo popularne wirusy – alfa-koronawirusy odpowiadają za 10-30 proc. przeziębień u ludzi; beta-korona wirusy są wirusami odzwierzęcymi; to one są problemem XXI w., gdy przenoszą się na człowieka. Być może już wcześniej zdarzały się zakażenia nimi, jednak kiedyś chorowała mała wioska i nikt o tym nie wiedział. Obecnie, gdy ludzie często się przemieszczają, wirusy znacznie szybciej się rozprzestrzeniają – mówi dr hab. Ernest Kuchar, specjalista chorób zakaźnych, kierujący Kliniką Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Wirus z Wuhanu jest genetycznie podobny do wirusów występujących u nietoperzy. Większość zakażeń na początku epidemii występowała u osób przebywających na targu ze zwierzętami i owocami morza. Dlaczego jednak wirus zwierzęcy nagle uzjadliwił się i może spowodować epidemię? – Wirusy mają bardzo niesprawny mechanizm namnażania się, co powoduje, że każda kolejna generacja nieco różni się materiałem genetycznym. Prawdopodobnie to właśnie któraś z kolei mutacja spowodowała pojawienie się niebezpiecznego wirusa 2019-nCoV, który przeskoczył na człowieka – wyjaśnia dr hab. Janusz Stańczak, kierownik Pracowni Diagnostyki Molekularnej w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie.

W większości przypadków organizm sam zwalcza zakażenie, może ono też przebiegać lekko. W przypadku infekcji chorego trzeba odizolować w szpitalu, by nie zakażał innych. Nie ma leczenia przyczynowego: można podawać tylko środki przeciwgorączkowe, przeciwzapalne. W przypadku ostrego przebiegu infekcji i pojawienia się niewydolności oddechowej konieczne jest podawanie tlenu lub podłączenie do respiratora.

Groźne epidemie XXI w.
Epidemia 2019-nCoV jest trzecią w XXI w. spowodowaną przez koronawirusy. Wcześniejsze to:
  • SARS (Severe Acute Respiratory Syndrome, zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej). W latach 2002-2003 zachorowało 8096 osób, 774 zmarły, najwięcej w Chinach i Hongkongu. Nie ma skutecznego leczenia przeciwwirusowego ani szczepionki.
  • MERS (Middle East Respiratory Syndrome; bliskowschodni zespół niewydolności oddechowej). W latach 2012-2014 stwierdzono 888 potwierdzonych zakażeń, 353 osoby zmarły; większość chorych zamieszkiwała Półwysep Arabski. Wirus ponownie zaatakował w 2015 r. w Korei Południowej, zachorowało 166 osób, 24 zmarły. Nie ma skutecznego leczenia przeciwwirusowego ani szczepionki.

Polska zagrożona?

Dotychczas żaden z podejrzanych przypadków zakażenia w Polsce nie został potwierdzony. – Są już testy wykrywające kod genetyczny wirusa. Próbki od podejrzanych osób wysyłaliśmy do tej pory do Berlina, jednak od tego tygodnia będziemy mogli wykonywać badania w laboratorium Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Jeśli zakażeń będzie więcej, badania będą wykonywane w stacjach sanitarno-epidemiologicznych, testy są już zamówione – zapewnia prof. Stańczak.

Zdaniem ekspertów pojawienie się korona wirusa z Wuhanu w Polsce to kwestia czasu. Ministerstwo Zdrowia i Główny Inspektorat Sanitarny zapewniają, że służby sanitarne i medyczne są przygotowane. Na razie wszystkie osoby wracające z Chin jeszcze w samolocie są proszone o wypełnienie karty informacyjnej i powiadomienie, gdzie będą przebywać w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Gdyby w tym czasie pojawiły się u nich objawy infekcji, powinny skontaktować się z najbliższą stacją sanepidu. W przypadku gorączki, kaszlu i duszności trzeba od razu zgłosić się bezpośrednio na oddział zakaźny szpitala.

Pierwsze analizy wykazują, że średnia wieku pacjentów, u których zakażenie miało ciężki przebieg, to 59 lat. – Ciężkie zakażenia dróg oddechowych zawsze występują u osób najsłabszych, czyli starszych, które mają liczne choroby współistniejące, a także u chorych np. po leczeniu nowotworowym oraz u małych dzieci do dwóch lat, mających jeszcze niesprawny układ odpornościowy – tłumaczy dr hab. Kuchar.

W Polsce na razie zagrożenia epidemią 2019-nCoV nie ma, jednak wszystko zależy od tego, jak rozwinie się sytuacja w Chinach. – Nadzieja w tym, że uda im się odizolować chorych i opanować epidemię. Z pojedynczymi przypadkami zakażeń sobie poradzimy, jeśli jednak byłyby masowe, to żaden kraj nie jest na to odpowiednio przygotowany. Przykładowo mamy w szpitalu kilka respiratorów, ale są one na co dzień wykorzystywane, nikt nie kupuje kilkudziesięciu dodatkowych na zapas, bo może okażą się potrzebne – mówi dr hab. Kuchar.

Naukowcom udało się już wyhodować koronawirusa 2019-nCoV; daje to nadzieję na szybsze opracowanie szczepionki, jeśli będzie potrzebna. Trwają też prace nad lekami. Zdaniem ekspertów w Polsce trzeba zakupić odpowiednią liczbę testów wykrywających wirusy i zorganizować system na wypadek, gdyby pojawiła się większa liczba zachorowań. Obecnie trzeba jednak też skupić się na realnym zagrożeniu, które już jest, czyli na grypie. – Co roku w Polsce choruje 4,5-5,5 mln Polaków, są ciężkie powikłania neurologiczne, kardiologiczne, a szczepi się tylko 4 proc. osób – przypomina prof. Horban. Podobnego zdania jest dr hab. Kuchar, który na swoim oddziale ma już kilku pacjentów z poważnym przebiegiem choroby, obarczonych ryzykiem powikłań.

Okładka tygodnika WPROST: 6/2020
Artykuł został opublikowany w 6/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0