Instrukcja obsługi zmiany

Instrukcja obsługi zmiany

Dodano: 
Joga
Joga / Źródło: Unsplash / Anupam Mahapatra
Być surowym dla siebie czy pobłażliwym? Dokręcić śrubę czy odpuścić? A może nic nie zmieniać w swoim życiu? Jak trzeźwo podejść do postanowień noworocznych, radzi psycholożka Joanna Chmura.

Codziennie rano powtarzam sobie, że od dziś będę wcześniej kładła się spać. Zna pani to uczucie?

Znam i już je zaakceptowałam. Są rzeczy, które sobie po-stanowię i robię, ale są też takie, których nie robię, nawet jak postanowię kolejny raz. Zastanawiam się, co takiego się we mnie dzieje, że jedne postanowienia udaje mi się zrealizować, a innych nie.

I co takiego się dzieje?

Jesteśmy tak zaprogramowani ewolucyjnie, że dorosły, racjonalnie myślący człowiek robi to, z czego ma korzyść. Jeśli kładzie się wcześniej spać, zyskuje odpoczynek. Być może nocne siedzenie daje mi jednak coś więcej, niż dawałby odpoczynek? Spokój, poczucie wyciszenia, warunki do koncentracji

Może w takim razie nie warto się wysilać i zmieniać czegoś na siłę?

Moim zdaniem nie warto, podobnie jak nie warto poddawać się zbyt pochopnie. Jest bardzo cienka granica między pobłażliwością a życzliwością dla siebie. Tej pierwszej wielu ludzi się boi i dlatego są dla siebie nad wyraz surowi, wymagający. Obawiają się, że jak raz odpuszczą, to tak im zostanie na całe życie. Rozróżnienie jednego od drugiego to wielka sztuka. Najtrafniej granicę między życzliwością a pobłażliwością oddają słowa: szczerość i zaufanie. Jeśli jestem ze sobą szczera wobec wyborów, których dokonuję, łatwiej mi zidentyfikować, czy zjadam ten kawałek sernika, bo chcę sobie sprawić przyjemność, czy dlatego, że po-rzucam obietnicę ograniczenia cukru i zaczyna mi być wszystko jedno? A zaufanie sobie uspokaja mnie, że zjem tyle, ile mi da przyjemność, i nie wykluczy to realizacji mojego celu

Tylko czy zawsze wiemy, co jest dla nas dobre?

Myślę, że nie. Cała moja praca jako psychologa polega na tym, że pomagam ludziom radzić sobie z ich skomplikowaną naturą. Wspólnie rzucamy snop światła na to, co ukryte, budujemy świadomość tego, kim są. To wzmacnia proces samo-akceptacji. Dzięki temu mamy szansę dokonywać wyborów, które są z nami spójne. Przez kilka naście lat chorowałam na zaburzenia odżywiania i nie rozumiałam, dlaczego tak się dzieje. Posługuję się tym przykładem, bo anoreksja i bulimia są zachowaniami kompulsywnymi, które odbierają możliwość zdecydowania, czy coś jest dla mnie dobre, czy nie. Osoba uzależniona od jedzenia, od alkoholu, od biegania, zakupów, seksu ma trudność z wyrwa-niem się z tej pętli. To skrajny przykład, ale dzięki własnym doświadczeniom na-uczyłam się tego, że zmiana jest możliwa nawet w sytuacji ekstremalnej. Potrzeba do niej przede wszystkim decyzji, że „jestem gotowa zrezygnować z chorobliwego mechanizmu, który mnie więził”, następnie motywacji do pracy nad sobą, potem cierpliwości do uczenia się nowe-go sposobu bycia i kluczowe: wytrwałości na tej drodze, która jest pełna i sukcesów, i porażek.

Znalazłam mnóstwo psychologicznych książek, które o tym mówią. Czy mechanizm zmiany jest aż tak skomplikowany?

To fascynujący temat. Trudność, którą przeżywamy dzisiaj w związku ze zmianą, bierze się m.in. stąd, że wyparliśmy z naszej codzienności śmierć. Żeby coś się mogło zacząć, musi się najpierw coś skończyć. Obcowanie ze śmiercią jest trudne, ale żałobę można przeżywać na różne sposoby. Kiedy wysyłamy dzieci daleko na studia, zmieniamy pracę albo się rozwodzimy, też przeżywamy żałobę. Nie lubimy takich zmian. Wolimy te miłe, przyjemne, z którymi nie trzeba się boksować.

Stałość daje poczucie bezpieczeństwa, ale i nudę. Truskawki najlepiej smakują w czerwcu, po roku od poprzedniego sezonu.

Właśnie. Wiele osób mówi mi: „Mam papierowe życie. Niby wszystko w porządku, ale nie czuję pulsu”. Bo żeby poczuć puls życia, trzeba wpuszczać do niego jednocześnie i śmierć, i narodziny, a to jest wymagające emocjonalnie i intelektualnie. Zmiana, choć dla wielu przerażająca, jest po prostu naturalna. Często słyszę: chciałabym coś zmienić. Pracę, stanowisko, zespół, ale boję się, bo nie wiem, czy gdzieś indziej nie będzie gorzej.

Podobnie jest ze zmianą banku, na-wet operatora sieci komórkowej.

Fryzjera, lekarza... Pewne wybory mogą wiązać się z chwilowym pogorszeniem sytuacji, ale to nie oznacza, że cała zmiana jest niewypałem. Decydując się na nią, zakładamy, że będzie lepszą odsłoną teraźniejszości, ale zapominamy, że po drodze jest jeszcze proces transformacji. To tak jak z narodzinami motyla. Musi się natrudzić, żeby o własnych siłach wyjść z kokonu, bo tylko dzięki temu będzie miał wystarczająco mocne skrzydła i zacznie latać. Przyspieszanie tego procesu, dziurawienie kokonu, żeby ułatwić zadanie motylowi, jest szkodliwe. Podobnie zmiana – ma swoje tempo i dynamikę. Czasem mądrość polega na tym, żeby pogodzić się z tym, że to nie jest jeszcze ten czas.

Różne religie i kultury wypracowały rytuały ułatwiające zmianę. Jest np. rytuał medytacyjny dotyczący kleśi, czyli uciążliwości, których chcielibyśmy się pozbyć. Trzeba spisać je na karteczkach i spalić.

Mam znajomych, którzy budując dom, mieszkali w tym czasie u rodziców. To było uciążliwe dla jednych i drugich, więc na osłodę powiesili sobie na lodówce zdjęcie wymarzonego domu, żeby pamiętać, co stoi za taką chwilową decyzją. Wyobrażając sobie lepszą przyszłość, jednocześnie mierzą się z tym, co niewygodne tu i teraz. Rytuał z karteczkami też jest wartościowy, sprzyja przemianie. Często polecam różnym osobom spalenie jakichś drobiazgów, symbolizujących to, z czym chcą się po-żegnać, żeby zrobić miejsce i otworzyć się na nowe doświadczenia. Taki rytuał przydaje się np. w trakcie rozwodu, kiedy żegnamy nie tylko to, co było złe, lecz także to, co piękne. Warto pamiętać, że pomiędzy jednym stanem a drugim, czyli np. pomiędzy rozwodem a nowym życiem, spędzimy jakiś czas w swego rodzaju pustce.

Są nawet specjalne grupy terapeutyczne dla świeżych rozwodników.

Szukanie wsparcia w procesie zmiany jest potrzebne, żeby nie zostać z nią samemu. Poproszenie o pomoc to dla wielu akt odwagi. Moje obserwacje potwierdzają, że mężczyźni trudniej sobie radzą z proszeniem o pomoc, co częściej odbija się na ich zdrowiu. Cierpią na bezsenność, mają stany przedzawałowe. Tymczasem, żeby przeżyć i zagospodarować pustkę, trzeba być przekonanym, że ta zmiana, która się dzieje, jest właściwa. Że mogę na sobie polegać i w razie czego mam kogo poprosić o pomoc.

A co z dorastaniem dzieci, o którym pani wspominała? Wielu rodziców nie chce przyjąć do wiadomości tej zmiany.

To trudny moment dla wielu rodziców. Następuje tu bowiem zmiana tożsamości rodzicielskiej z opiekuna na towarzysza. Jeszcze niedawno zmieniali pieluchy, odwozili do szkoły, a te-raz młody człowiek już niczego od nich nie potrzebuje. Tacy rodzice – zdarza się, że nieświadomie – chcą pozostać w trybie opiekuna. Szukają dziecku w nowym mieście mieszkania, sprawdzają, czy działa kaloryfer. To też taki moment, w którym zmienia się dynamika związku z partnerem. Czasami w tej sytuacji wygodniej jest skierować uwagę w stronę dziecka, niż popatrzeć na siebie ponownie po latach już tylko przez fi ltr: żony, męża, partnera, partnerki.

Najtrudniejsza chyba zmiana – starzenie się. Zachodzi nieprzerwanie, a jednak zaskakuje.

Próbujemy ją zastopować np. za pomocą zabiegów medycyny estetycznej, usuwamy efekty starzenia, blokujemy proces upływu czasu. Do pewnego stopnia nie ma w tym nic złego, jeśli jednak moim celem nadrzędnym staje się zachowanie młodości, bo przerażają mnie zmarszczki na czole, to warto się tutaj zatrzymać. To trochę jak z surferem, który może walczyć z oceanem, ale będzie miał więcej swobody i przyjemności z pływania, jeśli skorzysta z fali, zrozumie ją i się do niej dostosuje. Obcowanie ze zmianą to taka nauka pływania na fali. I zrozumienie, że zatrzymanie jej nie leży w naszej mocy.


Joanna Chmura – psycholożka, realizuje projekty szkoleniowe i coachingowe w Polsce, Holandii i Danii. Specjalizuje się w tematyce zmiany, motywacji, poczucia własnej wartości i odwagi.

Okładka tygodnika WPROST: 2/2020
Wywiad został opublikowany w 2/2020 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0