Lekarz, który walczył o życie 8-letniego Kamila dla „Wprost”: Co roku mamy kilkanaście takich przypadków

Lekarz, który walczył o życie 8-letniego Kamila dla „Wprost”: Co roku mamy kilkanaście takich przypadków

Dodano: 
Dr n. med. Andrzej Bulandra
Dr n. med. Andrzej Bulandra Źródło: Newspix.pl / Rafal Klimkiewicz
Jak nabiera się podejrzenia, że dziecko jest maltretowane? – Są urazy, które nie mogły powstać przypadkowo; oparzenia typu „skarpetki”, „rękawiczki”: efekt zanurzenia stóp czy rąk w gorącej wodzie. Oparzenia pośladków i krocza po zanurzaniu we wrzątku (to kara za moczenie nocne). Ważne, żeby reagować, gdy ma się podejrzenie, że dziecko może być ofiarą przemocy – mówi dr Andrzej Bulandra, koordynator Centrum Urazowego dla Dzieci w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka.

Katarzyna Pinkosz, Wprost: Ponad miesiąc próbował Pan i cały zespół Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka ratować życie 8-letniego Kamilka. To był ponad miesiąc nadziei, że mimo wszystkich obrażeń, jakie miał chłopiec, uda się go ocalić.

Dr n. med. Andrzej Bulandra: Walczyliśmy zespołowo – lekarze, pielęgniarki i inni pracownicy Oddziału Intensywnej Terapii, szpitalnego Zespołu Oparzeniowego, Bloku Operacyjnego i innych jednostek naszego szpitala. Nie udało się. Co czuję, co czujemy? Smutek.

Co było bezpośrednią przyczyną śmierci chłopca?

Niewydolność wielonarządowa, rozwijająca się na skutek choroby oparzeniowej u chłopca, który był dzieckiem zaniedbanym, dlatego choroba przebiegała ciężej. Cały szereg okoliczności miał wpływ na to, że nasze działania były nieskuteczne. Decydująca też była zwłoka w podjęciu leczenia, która wynikała z tego, że opiekunowie chcieli ukryć tę sprawę.

Wykorzystaliśmy cały arsenał dostępnych środków, niestety, organizm okazał się zbyt słaby, żeby pokonać chorobę oparzeniową i uogólnione zakażenie, które wdało się na skutek zakażenia ran.

O Kamilu jest głośno. Ale to nie jest jedyne dziecko bite, maltretowane przez opiekunów, które mieliście pod opieką.

Takich dzieci trafia do nas kilkanaście rocznie, a na pewno ta liczba jest niedoszacowana. Nie zawsze potrafimy rozpoznać przemoc w stosunku do dzieci, mimo że jesteśmy bardzo na to wyczuleni. Uraz może wyglądać jak przypadkowy, historia przekazana przez rodzica może wyglądać na wiarygodną. A dziecko często nie powie, że było inaczej. Duża liczba dzieci bitych nie trafia do szpitala, gdyż rodzice ukrywają przemoc w czterech ścianach, z obawy przed konsekwencjami.

Cały wywiad dostępny jest w 20/2023 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.