Lew-Starowicz: Niektórzy pacjenci traktują swoje ciało jak laboratorium. Przestrzegam przed tym kierunkiem

Lew-Starowicz: Niektórzy pacjenci traktują swoje ciało jak laboratorium. Przestrzegam przed tym kierunkiem

Dodano: 
Prof. Michał Lew-Starowicz
Prof. Michał Lew-Starowicz Źródło: Archiwum prywatne / Michał Lew-Starowicz
Jest taka grupa pacjentów bardzo intensywnie szukająca niezauważanego przez specjalistów biologicznego wyjaśnienia wszystkich swoich problemów. Chcą znaleźć jeden konkretny mechanizm: neurochemiczny, hormonalny — który „tłumaczy wszystko”. Najlepiej gdyby rozwiązanie było dostępne w postaci pigułki. Bez zmieniania trybu życia, relacji z otoczeniem, odrobiny wglądu w swoje dotychczasowe funkcjonowanie – mówi prof. CMKP dr hab. med. Michał Lew-Starowicz, psychiatra i seksuolog, redaktor naukowy najnowszego, dwutomowego wydania podręcznika „Seksuologia”.

Krystyna Romanowska: Mam taką wizję współczesności: świat robi wszystko, żebyśmy uprawiali jak najmniej seksu relacyjnego. Nastolatki boją się, bo żyją w przeseksualizowanym świecie i coraz mniej go uprawiają. Młodzi mężczyźni wpadają w szpony manosfery, która izoluje ich od kobiet. Świeżo upieczeni rodzice są zbyt zmęczeni opieką nad dzieckiem, żeby uprawiać seks. 50-latkowie mają zaburzenia libido (leki na depresję), potem są kryzysy, zdrady, rozpad związku. W rezultacie dochodzę do wniosku, że najlepszy seks uprawiają dziś seniorzy. W czym mam rację, a w czym się mylę?

Prof. Michał Lew-Starowicz: Zacznę od końca. Seniorzy rzeczywiście są grupą, która bardzo się zmienia. Społeczeństwo się starzeje, a osoby 60+ są dziś aktywne jak nigdy wcześniej: również w sferze seksualnej. Widać większą otwartość, większą gotowość do mówienia o swoich potrzebach.

Pani wizja wydaje mi się zbyt pesymistyczna, jestem daleki od wieszczenia jakiegoś upadku seksualności czy relacji między ludźmi. Oczywiście, jeżeli patrzymy tylko przez pryzmat obserwacji w oknie czasowym jednej, dwóch dekad, łatwo dojść do wniosku, że „coś się kończy”. Ale w historii podejście do seksu często falowało. Były okresy większej swobody: jak w starożytnej Grecji albo Rzymie, a z nowszych czasów choćby rewolucja seksualna lat 60., ale też czasy wyraźnej powściągliwości, czyli np. średniowiecze, epoka wiktoriańska czy nawet koniec XX wieku pod znakiem lęku przed zakażeniem HIV. Żyjemy w cyklach.

Ale przyzna pan, że ten nasz cykl jest dziwaczny: z jednej strony mamy bezprecedensową dostępność seksu i jego obrazów, a z drugiej – coraz więcej lęku, unikania i trudności w budowaniu realnych relacji? I, śmiem twierdzić, że to drugie wynika z pierwszego.

Dzisiaj rzeczywiście możemy obserwować bardzo dużą dostępność treści seksualnych, szczególnie pornografii. I ma pani rację: to nie oznacza automatycznie, że życie seksualne ludzi jest bogatsze. Często jest odwrotnie: duża liczba zachowań seksualnych wcale nie oznacza wysokiej jakości. Część z nich ma charakter bardziej mechaniczny, oderwany od relacji, od emocji, od kontaktu z drugim człowiekiem. Żyjemy w czasach dużej różnorodności – tożsamości, relacji, zachowań.

W najnowszej dwutomowej „Seksuologii” pod pana redakcją, bardzo dużo miejsca poświęcacie właśnie seksowi relacyjnemu, jakby w kontrze do rzeczywistości?

Pod redakcją moją i dwójki świetnych współredaktorów – prof. Marii Beisert i dr hab. Bartosza Grabskiego, oraz z udziałem prawie siedemdziesięciu autorów! A wracając do zadanego tematu, pożądanie, fantazje i aktywność seksualna człowieka są ukierunkowane w głównej mierze na inne osoby. Współczesny człowiek żyje też w pewnym dysonansie. Z jednej strony mamy bardzo silnie obecny w mediach obraz seksualności: często przerysowany, sztuczny. Z drugiej strony, kiedy ktoś próbuje go przenieść do rzeczywistości, okazuje się, że to nie działa w ten sposób. Do tego dochodzi ogromna liczba bodźców konkurujących o naszą uwagę.

Źródło: Wprost