Nie idziemy na kompromisy

Nie idziemy na kompromisy

Dodano: 
Jesteśmy pewni, że rok 2015 będzie rokiem sukcesu! W myśl nowej strategii Croma Pharma skoncentruje się wyłącznie na medycynie estetycznej – mówią Michał Gęszka, prezes firmy, i Artur Gajewski, szef marketingu.

Jak wyglądał rynek medycyny estetycznej w Polsce, w chwili kiedy zdecydowaliście się na taki biznes?

M.G.: W roku 2005 z jednej strony obserwowaliśmy olbrzymie zapotrzebowanie na tego typu usługi, z drugiej – było wciąż niewielu wykwalifikowanych specjalistów. Polacy nie zdawali sobie sprawy z tego, jak wiele różnorodnych zabiegów jest stosowanych w medycynie estetycznej. W zasadzie jedynym znanym wówczas produktem była toksyna botulinowa. Kwas hialuronowy zaczynał dopiero wchodzić na polski rynek. Wszystko to, co ktoś sobie wstrzyknął, nazywano silikonem lub botoksem. Do dziś oba pojęcia negatywnie funkcjonują w rozmowach o medycynie estetycznej.

Gdzie w takim razie dostrzegliście potencjał?

M.G.: W rozwijaniu świadomości klientów. Staraliśmy się, by się dowiedzieli, że są możliwości realizacji ich potrzeb. To my, specjaliści, musimy wiedzieć, jak do nich dotrzeć. A.G.: Koncepcja naszej firmy opierała się na założeniu, że rynek się powiększy, jeżeli wzrośnie liczba wykwalifikowanych specjalistów, a tym samym zwiększy się dostępność zabiegów dla pacjentów.

Jak wyglądały początki waszej działalności?

A.G.: Zaczynaliśmy tak naprawdę od zera, ale mieliśmy przewagę, ponieważ dostrzegaliśmy możliwości ekspansji. Wcześniej pracowałem w agencjach reklamowych, gdzie została we mnie zakorzeniona idea creative disruption. Właśnie ją implementuję w działania Cromy. Dążymy do zmiany percepcji medycyny estetycznej, kreowania nowych rozwiązań i sposobów komunikowania. Nasze nieszablonowe działania w tej kategorii okazały się strzałem w dziesiątkę.

Nie baliście się takiego balansowania na krawędzi?

M.G.: Postawiliśmy wszystko na jedną kartę – albo się uda i osiągniemy sukces, albo stracimy wszystko. Sprawdziła się zasada ekonomiczna: „Warto inwestować w czasie kryzysu”. Kiedyś inne firmy krytykowały nasze rozwiązania, a teraz je wręcz kopiują. A.G.: Można powiedzieć, że byliśmy firmą trendsetterską. Jako jedni z pierwszych edukowaliśmy nie tylko lekarzy, zapraszaliśmy również dziennikarzy na kongresy w Paryżu czy w Monte Carlo. Staraliśmy się odróżniać od firm, które były medyczne, „białe”, zachowawcze. Wprowadzaliśmy odrobinę lifestyle’u do branży medycznej.

Czy dzięki tym działaniom obserwowaliście tendencje wzrostowe?

M.G.: W początkowych latach nasze wzrosty sprzedaży wynosiły dużo powyżej 100 proc. Niemniej tak wysokie wyniki są normalne przy wprowadzaniu w życie nowego projektu. Taki stan rzeczy utrzymywał się do 2008 r. Najważniejsze są dla nas trzy ostatnie lata, ponieważ w 2013 r. po zmianie strategii firmy skupiliśmy się na medycynie estetycznej. Wzrost obrotu w latach 2013 i 2014 wynosił ponad 40 proc. Na rok 2015 planujemy wzrost 20 proc. i zbliżenie się do 20 mln zł obrotu.

Czym wyróżniacie się na tle konkurencji?

A.G.: Nasze wyróżniki to: jakość, edukacja, dialog z lekarzem, nieszablonowość. Jesteśmy dumni z tego, że w ciągu kilku lat udało nam się wspiąć na szczyt rynku i stać popularnym brandem w tym sektorze. M.G.: Ważnym aspektem i silną stroną Cromy jest stabilność działu sprzedaży. Postawiliśmy na stały zespół, aby relacje przez niego budowane przekładały się na wyniki firmy. A.G.: Kolejnym ważnym aspektem naszego biznesu jest etyka działania i wysoka jakość produktów i usług. Stawiamy na bezpieczeństwo. W produkcji kwasu hialuronowego Croma ma ogromne doświadczenie – produkujemy rocznie w Austrii ponad 2 mln ampułek kwasu hialuronowego i wszystkie przechodzą wieloetapowy proces kontroli jakości. Podejmujemy współpracę tylko z firmami, których produkty spełniają wysokie normy jakościowe.

Powiedzcie szczerze: czy nie jest tak, że Polki wciąż boją się medycyny estetycznej i nie stać je na takie zabiegi?

M.G.: Polki boją się przede wszystkim powikłań, bólu, nie wiedzą, czego mogą się spodziewać. Wstydzą się wizyty u lekarza, wzbraniają się przed zasięgnięciem opinii. Trudno jest też precyzyjnie określić, co je hamuje, bo tak naprawdę nie mamy kontaktu z tymi pacjentami, którzy nie przychodzą do lekarzy. A.G.: W 2011 r. na zlecenie firmy Croma OBOP przeprowadził badanie „Postawy Polek względem nowoczesnych metod odmładzania”. Badania wykazały, że 82 proc. Polek interesuje się sposobami i metodami, które pozwalają zachować młody wygląd. Okazało się jednak, że najmniejsze zainteresowanie zabiegami wyraziły kobiety po 55. roku życia. Przyczyną tego jest zapewne niska świadomość możliwości, jakie daje medycyna estetyczna, ponieważ obecnie wiedzę na jej temat czerpie się z sieci – z forów internetowych, blogów, z którymi starsze osoby są po prostu mniej zaznajomione. M.G.: Kolejnym istotnym elementem są oczywiście wspomniane finanse. Czasami jednak większe znaczenie mają wzorce kulturowe, panująca w kraju moda. Medycyna estetyczna jest bardzo popularna np. we Francji, Włoszech, w Hiszpanii i Rosji. Z kolei Niemki i Holenderki korzystają z niej stosunkowo rzadziej niż Polki.

Czy widzicie jakiekolwiek zagrożenia na rynku medycyny estetycznej?

A.G.: Obawiamy się przede wszystkim preparatów sprowadzanych prywatnie, przez malutkie, jednoosobowe firmy przywożące je „w walizce”, bez certyfikatów, potwierdzonych badań, z niewiadomych źródeł. Te preparaty mogą być niebezpieczne dla pacjenta i co najważniejsze, podważają zaufanie do jakości dostępnych na rynku produktów.

Jakie trendy przewidujecie w najbliższym czasie?

M.G.: Na pewno możemy powiedzieć, że odchodzi się od tego, by efekty zabiegów były bardzo widoczne. Dziś staramy się zatrzymać czas, a nie zmienić wygląd. Obecny trend to różnego rodzaju nici, które można stosować nie tylko na twarzy. Coraz częściej człowiek postrzegany jest całościowo, a nie od kołnierzyka w górę.

Czy potencjał tego rynku w ciągu najbliższych 10-20 lat będzie rósł?

M.G.: Wartość rynku medycyny estetycznej będzie się zwiększała rocznie o mniej więcej dziesięć procent. Dla porównania rynek chirurgii plastycznej rośnie o jeden-dwa procent rocznie. Ludzie pragną być dłużej młodzi – przesuwanie się średniej wieku społeczeństwa z równolegle panującym kultem zdrowia i młodości będzie generowało wzrost tego rynku. A.G.: Rynek ten będzie napędzany nowościami. Dzisiaj są nimi preparaty, o których trzy lata temu nikt nawet nie myślał. Niemniej gdybyśmy nawet wiedzieli, co będzie hitem, nie możemy tego zdradzić – ważne jest, by być wizjonerem. Tak było z nićmi wchłanialnymi. Na początku nawet lekarze byli wobec nich sceptyczni, ale dzięki naszej wizji, determinacji i szkoleniom jesteśmy teraz liderem w tym sektorze na rynku polskim. Sprzedaż nici zaczyna wyprzedzać sprzedaż wypełniaczy, które były dotychczas podstawą naszego biznesu. M.G.: Mogę podsumować całość tak: jesteśmy elastyczni, nie boimy się nowości i wyzwań, obserwujemy na bieżąco rynek. Dlatego śmiało mogę zapowiedzieć, że rok 2015 będzie należał do nas! Co dalej – czas pokaże. �

Pełna wersja wywiadu na www.wprost.pl

Nr 1 w Polsce

sprzedaż ilościowa i wartościowa w kategorii nici wchłanialnych

Nr 1 w Polsce

sprzedaż ilościowa w kategorii wypełniaczy na bazie HA

Nr 3 w Polsce

sprzedaż wartościowa w kategorii wypełniaczy na bazie HA

Ponad 40-procentowy

wzrost sprzedaży w 2014 r.

Cel w 2015 r.

20-procentowy wzrost sprzedaży, zbliżenie się do 20 mln zł obrotu

Okładka tygodnika WPROST: 7/2015
Więcej możesz przeczytać w 7/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0