Zabójcze leki nasenne

Zabójcze leki nasenne

Dodano: 
Przewlekłe podawanie leków nasennych utrwala bezsenność i powoduje zaburzenia świadomości – ostrzega dr n. med. Michał Skalski, specjalista zaburzeń snu.

Niedawno koleżanka powiedziała w towarzystwie, że od roku bierze pewien lek nasenny, a i tak na nią nie działa. Okazało się, że prawie wszyscy wiedzą, co to za lekarstwo, bo łyka je mama, mąż, ojciec…

…i to przewlekle, chociaż w ulotce napisane jest, że preparaty zolpidemu można podawać maksymalnie dwa tygodnie. Medycyna odkryła, że człowiek wpada w bezsenność oczywiście z powodu bólu, choroby i stresu, ale bezsenność przewlekła to już skutek samej bezsenności. Im gorzej śpię, tym bardziej się tym martwię, a im bardziej się martwię, tym gorzej śpię. Jeśli na początku tej bezsenności pojawi się tak dobry usypiacz jak wspomniany zolpidem i położę go koło łóżka, to sam fakt patrzenia na lek pozwala się nie bać bezsenności. Bo zawsze mogę po niego sięgnąć.

Jeszcze kilka lat temu lekarze przepisywali zolpidem jako lek bezpieczny.

Należy on do leków nasennych nowej generacji, które powstały na początku XXI w. jako alternatywa dla stosowanych wcześniej przez prawie pół wieku benzodiazepin. Ponieważ było wiadomo, że uzależniają, a ludzie ich chętnie nadużywają, tak jak alkoholu, szukano czegoś nowego. Wydawało się, że te nowsze leki są prawie idealne, bo działają tak samo dobrze, ale nie będą nadużywane. Po 15 latach okazało się, że są nadużywane równie często i równie często stają się przyczyną bezsenności. Bo przewlekłe podawanie leków nasennych utrwala bezsenność. Gdyby pani koleżanka przyszła do mnie i powiedziała, że od roku bierze zolpidem i nie śpi, to jedyną diagnozą, którą mógłbym jej postawić, byłaby bezsenność wtórna, spowodowana uzależnieniem od leków nasennych. Mam za złe lekarzom – psychiatrom, internistom, kardiologom i lekarzom rodzinnym – że takie leki podają przewlekle. W ten sposób utrwalają bezsenność przewlekłą, a ją trudniej wyleczyć niż czystą, bezlekową.

Inna koleżanka sama przestała brać zolpidem po trzech miesiącach, gdy rano zastała ślady po imprezie – zastawiony stół, do połowy opróżnioną butelkę. Jak przez mgłę pamiętała, że rozmawiała z dwiema osobami, tyle że sama była każdą z nich.

Dobrze, że to była miła wizja, bo gdyby zobaczyła napastnika albo złodzieja, to zaczęłaby z nim walczyć albo uciekać i mogłaby kogoś zabić albo wyskoczyć przez okno! Dziś miałem pacjenta, którego brat w ostatniej chwili ściągnął z parapetu. Dowiedziono, że po lekach nasennych nowej generacji występują epizody somnambulizmu – mózg śpi, a człowiek nadal działa. Dlatego zaczęto limitować ich wypisywanie, a dwa lata temu Amerykanie podnieśli alarm, że kobietom nie wolno podawać dawek większych niż pięć miligramów. Na szczęście, gdy dochodzi do takich epizodów, pacjenci zaczynają się bać.

I przychodzą do pana. Jak wygląda leczenie?

Miesiąc, dwa, trzy zmagamy się z objawami abstynencyjnymi: dużym pobudzeniem, niepokojem, bezsennością, po czym to mija. Miesiąc temu zgłosiła się do mnie emerytowana pielęgniarka, od roku stale na zolpidemie. W karcie wpisałem uzależnienie od tego leku i zaleciłem odstawienie, a wspomagająco przepisałem hydroksyzynę i inne łagodne środki antyhistaminowe. Przez miesiąc nie wzięła ani jednej tabletki zolpidemu, a na te 30 nocy miała tylko dwie gorsze, kiedy spała dwie-trzy godziny. Okazało się, że może rok temu miała jakiś epizod bezsenności, ale potem nie było o niej mowy. Życie pokazało, że świetnie śpi i nie potrzebowała leku. Czyli brała go tylko po to, by łagodzić objawy jego braku.

Ale nie u wszystkich odstawienie przebiega tak łagodnie?

Oczywiście, że nie, bo to normalne uzależnienie jak od alkoholu czy narkotyków. Z reguły odstawienie musi trwać od kilku miesięcy do roku. Na początku proponuję odstawienie ambulatoryjne. Jeśli pacjent bierze codziennie po jednej tabletce, powinien co dwa tygodnie odejmować po jednej czwartej. Jeśli sobie nie poradzi, bo się boi albo ma silne objawy abstynencyjne, kieruję go do niedawno powstałego w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie oddziału leczenia uzależnień od benzodiazepin. Kiedyś odtruwaliśmy takich pacjentów na oddziałach psychiatrycznych. Odstawialiśmy lek w ciągu trzech-czterech tygodni, bo szpitali nie było stać na dłuższą terapię. Ale też mieliśmy większą możliwość interwencji w przypadku objawów abstynencyjnych, takich jak wysokie tętno, wysokie ciśnienie, duży niepokój. Mogliśmy podać leki przeciwlękowe czy nasenne niebenzodiazepinowe, a obecność lekarza czy pielęgniarki upewniała pacjenta, że gdyby coś się z nim działo, ktoś będzie w stanie mu pomóc. Wbrew opinii niektórych lekarzy uzależnienie od benzodiazepin jest w pełni wyleczalne, ale trzeba umieć i chcieć to robić, a pacjent musi być zmotywowany.

Coraz więcej osób skarży się na uzależnienie od xanaxu, który część bierze właśnie po to, żeby zasnąć.

Alprazolam to jedna z najbardziej uzależniających benzodiazepin, na tyle silna, że przerywa napady lęku. Jak na ironię, kiedy ponad 20 lat temu wprowadzano go na rynek, reklamy mówiły, że to świetny lek uspokajający, który nie usypia. Rzeczywiście, można wziąć małą dawkę, która uspokoi, a nie uśpi, ale ten lek najbardziej „wżera” się w mózg. Objawy abstynencyjne opisywano już po dwóch, trzech tygodniach stałego przyjmowania. Ja straszę swoich studentów zdjęciami Michaela Jacksona i Whitney Houston, też uzależnionych od alprazolamu. Na szczęście w 2013 r. po raz pierwszy od 2001 r. spadła sprzedaż benzodiazepin, więc pacjenci naprawdę widzą, że to nic dobrego.

A co z tymi, którzy na sen biorą paracetamol w wersji na noc? I zapijają go alkoholem?

Paracetamol może być toksyczny, a jego wersja „ułatwiająca zasypianie” zawiera domieszkę leków antyhistaminowych, które kiedyś stosowano jako łagodne środki nasenne, ale wycofano ze względu na toksyczność. I powstał paradoks, bo osobno nie można ich kupić, a jako dodatek do paracetamolu – w dowolnej ilości i to bez recepty. Niedawno opisywano 60-latka z Opola, który zmarł po przedawkowaniu paracetamolu. Śmiertelna dawka to sześć gramów, czyli 12 tabletek po 500 mg, ale u osoby zdrowej. Chorą, np. na wątrobę, uśmiercić może dużo mniej. Alkohol zwiększa toksyczność paracetamolu, więc usypianie się w ten sposób grozi śmiercią.

Skąd w Polakach taka potrzeba brania usypiaczy?

Bezsenność bywa w pewien sposób dziedziczna. Z badań, również polskich, wynika, że bezsenność u matki jest bardzo silnym czynnikiem wystąpienia bezsenności. Również dlatego że w domu jest dostęp do leków nasennych. Jeśli zapytać pacjentów, skąd po raz pierwszy wzięli leki, mówią: „A, nie mogłam spać parę nocy, to mamusia mi dała estazolam, bo sama łyka”. Na kłopoty ze snem narzeka około 30 proc. Polaków i ten odsetek rośnie z wiekiem, po 65.-70. roku życia sięga 50 proc. Ale najbardziej dotykają one kobiet po czterdziestce. Nasz kraj jest pod tym względem ewenementem. I nie chodzi o menopauzę, raczej o czynniki pozamedyczne – może niespełnienie zawodowe, konflikty w domu? Na problemy ze snem narzeka też co piąty licealista. Winne są komórki, smartfony, facebooki, które utrzymują w stanie ciągłego czuwania. Ostatnio zgłosił się do mnie młody pacjent, który sypia około czterech godzin na dobę. Przychodzi ze szkoły, kładzie się na godzinę, a potem nie może spać do czwartej nad ranem. A osoby w tym wieku powinny spać osiem-dziewięć godzin na dobę, więc chłopak funduje sobie trzy-czterogodzinną deprywację snu. Oczywiście, że w weekend odsypia i śpi 12 godzin, ale to nic nie daje.

Nie można się wyspać na zapas?

Można trochę odrobić, ale gdy ktoś raz śpi cztery godziny, a raz 12, to kompletnie rozregulowują mu się mechanizmy regulacji snu. Głównym czynnikiem decydującym o naszym spaniu jest zegar biologiczny, który przestawia się na spanie i na czuwanie. Jeśli prowadzimy w miarę regularny tryb życia, to on działa, choć z wiekiem trochę słabiej. Zaburzenie rytmu dobowego potrafi mieć straszne konsekwencje. Wśród pacjentek mam mnóstwo stewardes. Jedna wyliczyła, że na 30 nocy w miesiącu w normalnym rytmie przesypia tylko dwie, trzy. Lata tylko rejsami za ocean, kiedy u nas jest noc, a ląduje, gdy tam już jest dzień. W rezultacie nie może spać ani w USA, ani w Polsce. Rysowaliśmy na kartce, jak to zrobić, by mogła przespać przynajmniej dziesięć nocy w miesiącu, ale i z tym był problem. Boję się, że gdy zacznie latać już tylko po Europie, problem nie zniknie.

Jak pan będzie ją leczył?

Zacznę od higieny snu, czyli podstawowych zasad: nie zmuszaj się do spania, nie leż za długo w łóżku, nie czytaj, nie oglądaj telewizji. Jeśli nie możesz zasnąć, wstań i zajmij się czymś innym. Mam pacjentkę, matkę rocznego dziecka, która nie może spać, mimo że dziecko już dobrze śpi i płakało w nocy tylko przez pierwsze trzy miesiące. Ona teraz leży w nocy 12 godzin, ale przesypia tylko cztery. Zamiast wstać, przewraca się z boku na bok, patrzy w sufit. To najgorsze, co może być, takie liczenie baranów.

Przecież barany każą nam liczyć od lat!

Całkiem niesłusznie. Najlepiej wstać nawet w środku nocy i zająć się czymś, choćby prasowaniem. Ta czynność jest absorbująca, męczy i do łóżka wrócimy senni. Na początek trzeba sobie wyznaczyć stałe, na przykład pięciogodzinne pory snu, powiedzmy od pierwszej do szóstej. A gdy mózg się przyzwyczai, że to czas na sen, rozszerzać je i spać np. od północy do szóstej, a potem do siódmej.

Najprostsze metody bywają najtrudniejsze. Niektórzy wolą alkohol.

Takich jest bardzo wiele, głównie mężczyzn, ale mam panie, które nie zasną bez trzech kieliszków. Niedawno zgłosiła się do mnie 18-latka, która na spanie wypija trzy butelki wina. To nie tylko zaburzanie rytmu dobowego, ale alkoholizm. Czasem do tego ludzie biorą leki. Mieszanka piorunująca, czasem śmiertelna.

A pan jak śpi?

Nie mam kłopotów ze snem, chociaż śpię krótko, bo za dużo snu zaburzałem w swoim życiu, głównie przez dyżury w szpitalu i badanie snu u swoich pacjentów. Trudno spać, gdy pod opieką ma się szpital psychiatryczny z kilkoma oddziałami i izbą przyjęć. Zawsze ktoś nie spał, a w latach 80. milicja zwoziła mi jako wariatów włamywaczy na teren ambasady ZSRR. Jakoś tych, którzy chcieli się dostać na teren ambasady USA, zamykali w areszcie. Miałem po 15 dyżurów w miesiącu, więc wiem, co to znaczy nie spać. �

©(P) WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 11/2015
Więcej możesz przeczytać w 11/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także