Borelioza czy pseudoborelioza? Fatalne błędy z powodu „fiksacji”. „Trafiają do nas osoby stosujące szkodliwe terapie”

Borelioza czy pseudoborelioza? Fatalne błędy z powodu „fiksacji”. „Trafiają do nas osoby stosujące szkodliwe terapie”

Dodano: 
Kleszcz
Kleszcz Źródło: Shutterstock / faustasyan
– Pacjenci mają objawy: bóle zwyrodnieniowe kręgosłupa, częste uczucie zmęczenia. Szukają pomocy, a są specjaliści, którzy stwierdzają: „to borelioza, mam sposób, by cię wyleczyć”. Fiksując się na boreliozie, można przeoczyć nowotwór, chorobę z autoagresji lub neurologiczną – mówi w rozmowie z „Wprost” prof. Joanna Zajkowska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji w Białymstoku. Wyjaśnia, kiedy faktycznie występuje ryzyko zakażenia boreliozą, dlaczego rumień wędrujący naprawdę „nie wędruje” i jak w Polsce objawia się późna postać tej choroby.

Katarzyna Pinkosz, „Wprost”: Klinika Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji ma największe doświadczenie w Polsce w leczeniu boreliozy, a właściwie neuroboreliozy. Niedawno Michał Janczura z TOK FM pokazał przypadki osób, które przez lata przyjmują antybiotyki i leczą się niekonwencjonalnymi metodami na „boreliozę”, której nie mają. Czy do kliniki również trafiają tacy pacjenci?

Prof. Joanna Zajkowska: Mierzymy się wielokrotnie z tym problemem. Nasza klinika specjalizuje się w leczeniu boreliozy, jesteśmy ośrodkiem, który od wielu lat zajmuje się jej diagnostyką i leczeniem. Okolice Puszczy Białowieskiej i Białegostoku to tereny endemiczne, na których znajduje się dużo zakażonych kleszczy. Trafiają do nas wielokrotnie osoby stosujące przedziwne terapie, weryfikując rozpoznanie. Te osoby mają jakiś problem medyczny, ale nie zawsze przyczyną jest borelioza. W dodatku często są leczone szkodliwymi terapiami.

Z mojego punkt widzenia, jako zakaźnika, epidemiologa, wielomiesięczne terapie antybiotykami wyrządzają pacjentom krzywdę, bo rujnują mikrobiotę jelitową, której regeneracja trwa potem wiele miesięcy.

Pojawiają się też szczepy bakterii wielolekoopornych na antybiotyki, co jest coraz bardziej niebezpieczne, bo nie mamy potem czym pacjentów leczyć.

To zacznijmy od początku. Wszyscy trochę obawiamy się kleszcza. Gdy wbije się w skórę, wyjmujemy go. I co dalej?

Po usunięciu kleszcza dezynfekujemy skórę, bo jest na niej kożuch naszych własnych bakterii, które mogą być wprowadzone w rankę i dojdzie do zakażenia bakteryjnego.

Warto zastanowić się, kiedy doszło do wkłucia się kleszcza. W przypadku boreliozy transmisja krętków wymaga czasu. Jeśli byliśmy w lesie dwie godziny temu, teraz znaleźliśmy kleszcza, który dopiero się wkłuł, to ryzyko zakażenia boreliozą jest bardzo małe.

Ślina kleszcza zawiera środki przeciwbólowe i przeciwkrzepliwe, niektóre osoby są wrażliwe na te składniki, więc poczują drobne swędzenie. Większość osób jednak nie czuje wkłucia się kleszcza, dlatego może minąć więcej czasu, zanim się go pozbędziemy. Jeśli od wkłucia minęło 12-24 godziny, ryzyko zakażenia boreliozą wzrasta.

Ma znaczenie, że kleszcz jest taki jakby „napity”, urósł?

Cały wywiad dostępny jest w 30/2023 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.