Cukier już nie krzepi

Cukier już nie krzepi

Dodano: 
cukier (fot. sxc)
Na opakowaniach słodzonych napojów w Kalifornii mają pojawić się etykiety ostrzegające przed otyłością, cukrzycą i próchnicą. Są jednak badania pokazujące, że efekt może być odwrotny do zamierzonego.

Senator Bill Monning od dawna walczy z otyłością w USA. W lutym 2013 roku złożył propozycję ogólnokrajowego podatku w wysokości 12 centów od puszki napoju coli. Pieniądze miały trafić bezpośrednio do programu zwalczającego otyłość u dzieci, m.in. poprzez poprawę jakości szkolnych posiłków. Choć ten projekt przepadł, to senator z Kalifornii się nie poddał i rok później postanowił zaatakować inaczej. Dodatkowe podatki zawsze budzą opór, dlatego też Monning zaproponował, żeby na opakowaniach słodzonych napojów zamieszczać etykiety ostrzegawcze – tak jak ma to miejsce w przypadku papierosów czy alkoholu. Zmianę zaczął też od swojego podwórka. W lutym 2014 roku senacki komitet ds. zdrowia stanu Kalifornia przyjął projekt ustawy wprowadzającej obowiązkowe etykiety ostrzegawcze. Opakowanie słodzonego napoju, który ma 75 lub więcej kalorii w 12 uncjach (około 341 mililitrów), będzie musiało zawierać napis w ramce o treści: „Stan Kalifornia ostrzega, że spożywanie bezalkoholowych napojów słodzonych przyczynia się do otyłości, cukrzycy i próchnicy”. Etykiety będą w dwóch rozmiarach, mniejszym na puszkę i większym na dwulitrową butelkę. Za złamanie zapisu ma grozić grzywna do 500 dolarów przy każdej inspekcji.

To pierwszy, ale ogromny krok na drodze do zrównaniu cukru z alkoholem czy tytoniem. Propozycja Monninga czeka teraz na akcept w kolejnych instancjach. Wszystko wskazuje, że regulacja przejdzie i etykiety staną się obowiązkowe 1 lipca 2015 roku.

Ameryka ma nadwagę

Przeciętny Kalifornijczyk pije około 170 litrów napojów słodzonych rocznie, co daje blisko pół litra dziennie. To około 50 g cukru, który spożywany jest także w innej postaci, bo dosładzanych jest wiele produktów, w tym jogurty, ketchup czy wędliny. Według Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom około 17 proc. amerykańskich dzieci ma nadwagę lub jest otyła, w przypadku dorosłych ten udział wynosi aż 1/3. W Kalifornii jest gorzej: około 60 proc. jej dorosłych mieszkańców i 40 proc. dzieci ma nadwagę.

Władze szacują, że nadwaga, otyłość i brak ruchu skutkują wydatkami na służbę zdrowia rzędu 52 miliardów dolarów rocznie oraz spadkiem produkcji, bo chorzy nie pracują lub gorzej wykonują swoje obowiązki.Wydatki USA na służbę zdrowia z tytułu otyłości wynoszą zaś około 200 mld dolarów rocznie, co stanowi 1/5 wartości świadczeń medycznych w tym kraju. Amerykańskie badania pokazują, że spożywanie jednej puszki coli dziennie zwiększa ryzyko nadwagi o 27 proc. u dorosłych, a o 55 proc. u dzieci. Puszka dziennie przez dwa tygodnie podnosi zaś poziom cholesterolu LDL (tzw. złego) i trójglicerydów o 20 proc. Picie jednej lub dwóch puszek dziennie słodzonych napojów ma też zwiększać ryzyko cukrzycy o 26 proc. Pomysłodawcy etykietowania ostrzegawczego podkreślają też, że w ciągu ostatnich 30 lat w USA liczba cukrzyków się potroiła, otyłych dorosłych podwoiła, nastolatków zaś potroiła, a otyłych dzieci w wieku 6-11 lat jest czterokrotnie więcej. W tym samym czasie spożycie napojów słodzonych wzrosło dwukrotnie.

Z innych badań wynika zaś, że pomiędzy 1997 a 2001 rokiem średnie spożycie kalorii w USA wzrosło o 250-300 kalorii dziennie, a 43% z nich pochodziło ze słodzonych napojów. Szacuje się także, że jedno na troje, a w przypadku rodzin latynoskich i afroamerykańskich co drugie dziecko urodzone po 2000 roku zachoruje na cukrzycę drugiego typu. Nic dziwnego, że propozycję Monninga poparły największe kalifornijskie organizacje działające na rzecz zdrowia.

Podatki i etykiety nie są skuteczne?

Specjalne podatki od soli, tłuszczu czy substancji słodzących nie są nowym pomysłem. Podobnie etykiety ostrzegawcze, które pojawiają się na opakowaniach papierosów, alkoholu, żywności czy kremów z litrem UV. W 39 stanach USA obowiązują niewielkie podatki na bezalkoholowe napoje słodzone (dotyczą zwykle sprzedaży w sklepach lub w automatach). Od stycznia 2014 roku w Meksyku obowiązuje podatek w wysokości 1 peso za litr. Ma to ograniczyć konsumpcję bezalkoholowych napojów słodzonych o 5 proc. i zahamować epidemię otyłości.

Są jednak badania pokazujące, że 10-procentowy podatek na słodzone napoje powoduje 7-procentowy spadek ich spożycia, natomiast większy podatek w wysokości 18 proc. będzie skutkować zrzuceniem 2 kg wagi w ciągu roku. Z innych badań wynika jednak, że zmiana podatku o jeden punkt procentowy ma znikomy wpływ na BMI, czyli wskaźnik poprawnej wagi. Okazuje się, że ostrzeżenia też nie muszą być nie tylko skuteczne, ale nawet mogą mieć odwrotny skutek do zamierzonego. Opublikowane w „Psychological Science” badania pokazują, że etykiety ostrzegawcze odstraszają tylko na krótką metę, w dłuższym czasie mogą paradoksalnie zachęcać do zakupu! Jednej grupie pokazano reklamy papierosów z ostrzeżeniami zdrowotnymi, drugiej bez. Bezpośrednio po obejrzeniu reklam uczestnicy, którzy byli w pierwszej grupie, nie kupowali papierosów, ale po kilku dniach kupowali ich więcej niż ci z drugiej grupy. Podobne wyniki otrzymano w przypadku słodzików i lekarstw. Autorzy badań tłumaczyli wyniki tym, że konsumenci, którzy obejrzeli wersję z ostrzeżeniami, dostali pełną informację o produkcie, co wzbudziło ich zaufanie (nic przed nimi nie ukryto), a długi okres pomiędzy komunikatem a decyzją zakupową sprawiał, że skutki uboczne nabrały wymiaru abstrakcyjnego.

Amerykańska wolność, europejskaperspektywa

Inicjatywa Monninga wpisuje się w zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia WHO, która na początku 2014 roku ustaliła nowe progi spożycia cukru, obniżając je o połowę. WHO zaleca, żeby dziennie 5 proc. energii pochodziło z cukrów. Odpowiada to 25 g, czyli sześciu łyżeczkom do herbaty. Dopuszczalna dawka jest dwukrotnie wyższa. Progi dotyczą cukru spożywanego jako takiego i w różnych produktach. WHO od dawna chciała zmienić zalecenia, ale napotykała na opór lobby cukrowego. Amerykanie dbają jednak bardzo o zęby,a cukier przyczynia się do próchnicy. To na tym WHO oparła swoją argumentację. Kalifornijskie etykiety także podkreślają ten aspekt. Nie powinna powtórzyć się więc historia z Nowego Jorku, gdzie burmistrz Michael Bloomberg chciał zakazać sprzedaży słodzonych napojów w dużych opakowaniach poza sklepami spożywczymi. Sąd uznał ten zakaz za niekonstytucyjny i ograniczający wolność konsumenta.

W USA podstawowym słodzikiem jest otrzymywany z kukurydzy syrop glukozowo-fruktozowy (HFCS), w Europie nazywany izoglukozą. W 2013 roku spożycie HFCS w USA spadło o 3 proc., w poprzednich dwóch latach zmniejszało się o jeden procent rocznie. Bezpośrednim powodem są właśnie obawy o zdrowie i badania pokazujące,że ze względu na skład cukrów w tych syropach przyczyniają się one bardziej do otyłości niż cukier. Dlatego zaczyna mówić się o powrocie do naturalnego cukru jako zdrowszego słodzika. W UE produkcja izoglukozy jest limitowana do niespełna 700 tys. ton i stanowi tylko 5 proc. kwoty produkcyjnej cukru. Zmieni się to po 2017 roku, kiedy zostaną zniesione limity produkcyjne, ale trudno oczekiwać, żeby niezdrowa izoglukoza wyparła cukier, choć przy produkcji słodzonych napojów będzie stanowić dla niego silną konkurencję.

– Przykład USA pokazuje, że niektórzy przedstawiciele władz chcą odgórnie wpływać na decyzje żywieniowe konsumentów, myśląc, że to rozwiąże problemy z otyłością. Tyle że za tym nie stoi troska o zdrowie, tylko chęć wskazania kozła ofiarnego i przerzucenie winy za złe nawyki żywieniowe oraz niezdrowy styl życia indywidualnej osoby na konkretny produkt. To rozwiązanie wygodne, ale całkowicie bezskuteczne, bo nie eliminuje źródła problemu – ocenia Marcin Mucha, dyrektor Biura Związku Producentów Cukru w Polsce.

W podobnym tonie wypowiada się Barbara Groele, sekretarz generalny Krajowej Unii Producentów Soków, która zauważa, że wprowadzenie ostrzeżeń na wyrobach tytoniowych nie przyniosło oczekiwanych efektów. – Zdecydowanie rekomendujemy uświadamianie konsumentów o zrównoważonej diecie, a nie wyrywkowe straszenie jednym z wybranych produktów. Konsumenci powinni świadomie wybierać produkty, znać ich wartość odżywczą i potrzeby swojego organizmu. Każdy nadmiar będzie szkodził. Kaloryczność napojów to zwykle 20-45 kcal/100 g, podczas gdy pszennej bułki bez dodatków to 250 kcal/100 g, kanapek typu burger 300-400 kcal/100 g, a czekolady około 550 kcal/100 g. To zestawienie pokazuje, że powinniśmy ostrzeżenia umieszczać na każdym produkcie – mówi. Groele podkreśla też, że w UE do soków owocowych i warzywnych nie wolno zgodnie z prawem dodawać konserwantów, barwników, a do soków owocowych również cukrów. – Przeniesienie pomysłu z rynku USA na rynek unijny byłoby pomysłem w stylu amerykańskim, czyli efektownym, ale raczej nie przyniosłoby oczekiwanego efektu – ocenia.

Czytaj także