Uzależnieni od zdrowia

Uzależnieni od zdrowia

Dodano: 
Lekarze ostrzegają, żeby nie przesadzać ze zdrowym odżywianiem, bo pożyteczny zwyczaj coraz częściej przeradza się w chorobliwą obsesję.

Agnieszka na początku była dumna z tego, jak o siebie dba. Wszystko zdrowe, ekologiczne, żadnych śmieciowych posiłków. Po jakimś czasie jadła już właściwie tylko to, co sama przygotowała. Oczywiście po dogłębnej analizie etykietek, ważeniu i mierzeniu porcji produktów. Efekt? Zakupy w markecie stały się katorgą. Bezpieczniejsze były sklepy ze zdrową żywnością, ale i tu trzeba było wszystko trzy razy sprawdzić, żeby mieć pewność, że żadna trucizna nie trafi do organizmu. – Potrafiłam wpaść w histerię, gdy ktoś przygotował dla mnie posiłek, bo od razu myślałam: „Co on tam mógł włożyć?!”. Nie chciałam tego jeść. Płakałam. Chore? No tak, chore – mówi Agnieszka. Uświadomiła sobie, że coś z nią jest nie tak, że kompletnie siadła jej psychika.

Jedzenie przejmuje władzę

Na tym polega paradoks ortoreksji, czyli obsesji zdrowego odżywiania. Coś, co z założenia ma być pozytywne i zbawienne, po jakimś czasie może stać się zagrożeniem dla zdrowia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Zaczyna się od stopniowego eliminowania poszczególnych pro­duktów. Na liście zostają jedynie te, które uważamy za niczym nieskażone. Z czasem ta lista staje się coraz krótsza. Tak jak w przypadku Moniki, która zaczęła od odstawienia słodyczy i tłustych potraw. A teraz tylko nieliczne produkty wydają się jej bezpieczne. Zdarza się, że planowanie i przygotowanie posiłku zajmuje jej kilka godzin. Oprócz tego dwa razy dziennie pije napar z korzenia cykorii i je dwie łyżeczki siemienia lnianego. Ale jeśli chodzi o te dwa ostatnie produkty, ma dylemat i dlatego pyta na internetowym forum, czy przypadkiem nie wchodzą one ze sobą w interakcję i czy na pewno można je łączyć. Kilkakrotnie podkreśla, że się nie odchudza. Po prostu chce się zdrowo odżywiać.

Trudno zdać sobie sprawę z faktu, że zdrowe jedzenie może być szkodliwe. Wydaje nam się całkowicie bezpieczne i nie dostrzegamy niebezpieczeństwa uzależnienia, które pojawia się, gdy tracimy umiar. – Przechodzenie na zdrową dietę zawsze na początku zostaje dobrze odebrane przez otoczenie, przynosi też zazwyczaj widoczne korzyści zdrowotne. A to z kolei zachęca do kolejnego kroku i część ludzi narzuca sobie coraz większe restrykcje. Chcemy przejąć kontrolę nad jedzeniem, tymczasem może stać się tak, że powoli tę kontrolę tracimy. Tak jak i wolność, bo jedzenie i jego jakość zaczynają nami rządzić – mówi dietetyczka Zuzanna Antecka. O ortoreksji mówi się od niedawna. W Polsce dopiero zaczęto ją badać. Bo na cisk na zdrowe żywienie to względnie nowy trend. – Ale już jesteśmy tym bombardowani ze wszystkich stron. Jak grzyby po deszczu wyrastają sklepy ze zdrową żywnością. No i media, reklamy, moda… Coraz więcej osób stara się eliminować z posiłków rozmaite produkty, które zgodnie z nowinkami medycznymi, toksykologicznymi czy po prostu medialnym przekazem są przedstawiane jako szkodliwe. To oczywiście dobrze, ale pod warunkiem że podchodzi się do tego z umiarem i po konsultacji ze specjalistą – dodaje Antecka.

Ortoreksja, w przeciwieństwie do anoreksji czy bulimii, nie figuruje na oficjalnej światowej liście zaburzeń psychicznych związanych z jedzeniem. Zdaniem wielu ekspertów to może niedługo się zmienić. Dr Anna Brytek-Matera, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, od lat zajmuje się badaniem zaburzeń odżywiania. Z jej obserwacji wynika, że w Polsce problemy z ortoreksją dotyczą głównie kobiet, a wśród pań chorujących na anoreksję prawie 40 proc. ma jednocześnie symptomy obsesji zdrowego jedzenia. – Mimo że anoreksja i ortoreksja mają wspólne cechy, to różnią się od siebie. Upraszczając, można powiedzieć, że kobieta chorująca na anoreksję myśli: „Chcę schudnąć (i dlatego nie jem)”, a ta, która przejawia zachowania ortorektyczne: „Chcę być zdrowa (i dlatego wybieram zdrowe jedzenie)” – tłumaczy Brytek-Matera. Jednej pani chodzi o piękne ciało i ograniczenie ilości jedzenia, drugiej o zdrowie i jakość pożywienia. – Te zaburzenia mogą jednak współistnieć, każde może doprowadzić do fizycznego spustoszenia organizmu i zmian psychicznych – dodaje Antecka.

Termin „orthorexia nervosa” stworzył amerykański lekarz Steven Bratman. Oparł się na własnych doświadczeniach. Od dziecka był alergikiem i musiał eliminować z diety część produktów. Coraz bardziej się w to wkręcał. Skrupulatnie i długo przygotowywał sobie posiłki, zaczytywał się w nowoczesnych dietach, trendach żywieniowych. Zaczął nawet opracowywać dietę cud, dzięki której miał uniknąć chorób i dłużej zachować młodość. Dopiero gdy pojawiły się kłopoty ze zdrowiem, uświadomił sobie, że coś jest nie tak. Zrozumiał, że takie podejście do jedzenia mu szkodzi. Gdy rozpoczął pracę z pacjentami, zauważył, że wielu z nich ma podobne obsesje. Swoje spostrzeżenia opisał w książce „W szponach zdrowej żywności”.

Zdaniem ekspertów, występowanie ortoreksji narasta. Międzynarodowy zespół naukowców pod kierownictwem prof. Lorenzo M. Doniniego z Uniwersytetu La Sapienza w Rzymie opracował kwestionariusz składający się z 15 pytań, który pomaga stwierdzić, czy u danej osoby występuje obsesja zdrowego odżywiania. Ma też pomóc zbadać skalę zjawiska. – Jedno z pytań brzmi: „Czy myśli o jedzeniu niepokoją cię więcej niż trzy godziny dziennie?” – podaje przykład dr Brytek-Matera, członkini zespołu, który opracował polską adaptację kwestionariusza.

PATRZCIE NA MNIE!

Badania przeprowadzone we Włoszech, w Turcji, Portugalii i na Węgrzech wykazały, że nasilenie występowania ortoreksji zależy między innymi od regionu. Najwięcej osób dotkniętych tym zaburzeniem odnotowano we Włoszech. Najczęściej ulegają mu studenci – na Węgrzech jest to prawie 57 proc. Dr Brytek-Matera przeprowadziła badania wśród polskich studentów w wieku 18-25 lat. Z 327 przebadanych osób 68,5 proc. kobiet i 43,1 proc. mężczyzn przejawiało zachowania ortorektyczne.

Według ekspertki młodzi ludzie najchętniej wpisują się w obowiązujący kanon zdrowego stylu życia: modę na zdrowe odżywianie, dążenie do jak najdłuższego zachowania młodości i bycia fit. – Jestem jednak daleka od twierdzenia, że rolę odgrywa tu wyłącznie czynnik społeczno- -kulturowy. Przecież nie każdy, kto chce zdrowo żyć, uzależnia się od zdrowej diety. Tak samo jak nie każdy, kto chodzi na siłownię, robi to kilkanaście razy w tygodniu. Z czynników psychologicznych ważną rolę odgrywa niskie poczucie własnej wartości – mówi Brytek-Matera.

Przejście na zdrową dietę rzeczywiście może wpłynąć na poprawę samooceny i wywołać pozytywne zainteresowanie innych. Jeśli jednak zdrowe odżywianie przerodzi się w obsesję, człowiek jest na prostej drodze do społecznej izolacji. – Może się wydawać abstrakcją, że ktoś rozważa, czy zdrowo jest łączyć cykorię z siemieniem lnianym. Ale dla osoby skon centrowanej na zdrowym jedzeniu to gigantyczny problem, z którym często jest sama – podkreśla Brytek-Matera. Znajomi nie chcą już słuchać opowiadań o zdrowych produktach, przestają rozumieć, dlaczego nie można się spotkać w pizzerii, śmieszy ich, że na przyjęcie przychodzi się z własnym jedzeniem w plastikowych pojemnikach.

CZERWONA LAMPKA

Zuzanna Antecka podkreśla, że absolutnie nie należy nikogo zniechęcać do zdrowego stylu życia. Warto jednak zwrócić uwagę, że w pewnym momencie można przekroczyć granicę między tym, co zdro we, a tym, co chore. Kiedy powinna zapalić się czerwona lampka? – Gdy kwestię jedzenia zaczynamy przedkładać nad inne aspekty życia, takie jak praca, rodzina, znajomi. Wtedy należy się nad sobą zastanowić – tłumaczy dietetyczka. Ania, która swoją historię także opisała na internetowym forum, podkreśla, że w jej przypadku skończyło się terapią, bo żywieniowa obsesja doprowadziła ją do depresji. Pisze: „Już od trzech miesięcy jem normalnie, czuję się i wyglądam o wiele zdrowiej. Ale tak prawdziwie zdrowiej”. ■

Okładka tygodnika WPROST: 50/2014
Więcej możesz przeczytać w 50/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0