Psycholog: Wytoczyliśmy za ciężkie działa przeciw COVID-19. Skutki dla dzieci są dziś nieznane

Psycholog: Wytoczyliśmy za ciężkie działa przeciw COVID-19. Skutki dla dzieci są dziś nieznane

Dodano: 
Dziecko na placu zabaw - zdjęcie ilustracyjne
Dziecko na placu zabaw - zdjęcie ilustracyjne Źródło: Newspix.pl / Stanisław Krzywy
Już wcześniej w Chinach czy Korei wiele osób chodziło w maseczkach. W tamtych krajach jest duża liczba zaburzeń lękowych, samobójstw. Młodzi izolują się w domach, nie chcą wychodzić na zewnątrz. Maseczki cały czas przypominają, że sytuacja jest wyjątkowa. Jednak lato to czas, kiedy można podbudować psychikę, zarówno dziecka, jak dorosłego – mówi dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięca.

Wprost: Coraz częściej słyszymy, że nadciąga czwarta fala COVID-19. Małe dzieci, 2-4 latki nie pamiętają już sytuacji, gdy nie było maseczek, epidemii. To będzie dla nich jest trauma, która pozostanie do końca życia?

Dr Aleksandra Piotrowska: Tego dziś jeszcze nie wiemy. Małe dzieci dopiero uczą się odczytywać emocje drugiego człowieka, a podstawową rolę odgrywa w tym mimika. Maseczka powoduje, że mimiki niemal nie widać. Być może okaże się, że pojawi się opóźnienie rozwoju umiejętności odczytywania emocji. Zastanawia mnie też, jak będzie np. z powstawaniem obrazu człowieka w oczach najmniejszych dzieci, które nie pamiętają czasu „sprzed maseczek”. Kiedy chcemy bardzo wcześnie diagnozować możliwości intelektualne dziecka, wnioskujemy o tym m.in. z tworzonego przez nie uogólnienia postaci ludzkiej. Prosimy o narysowanie ludzkiej postaci i dużą uwagę przywiązujemy do tego, jak wygląda na tym rysunku twarz, ponieważ nie jest to wiedza, którą dziecko nabywa od kogoś, tylko wynik aktywności jego umysłu. Żeby jednak twarz narysować, to trzeba tę twarz widzieć.

Dzieci widują twarze bliskich w domach, natomiast przez wiele miesięcy na dworze widywały twarze w maskach. Może to utrudnić wytwarzanie pewnych uogólnień, rozwój wyższych form myślenia.

Myślę, że najpoważniejsze będą konsekwencje pandemii dla rozwoju emocjonalnego. Dzieci są różne, bez wątpienia rozwoju niektórych nie zakłóca epidemia. Są jednak też dzieci, które miewają wręcz ataki lęku, boją się, że coś złego stanie się im lub bliskim.

Zdarzały się wcześniej sytuacje, że dziecko oglądało katastrofę, jak choćby atak na World Trade Center. Nigdy nie była to jednak sytuacja tak długofalowa, jak obecnie…

Atak na WTC był wydarzeniem jednorazowym i zdarzyło się to daleko. Obecne zagrożenie stało się doświadczeniem generacyjnym. Warto jednak pamiętać, że maseczki nie pojawiły się w związku z pandemią, już wcześniej w Chinach czy Korei wiele osób chodziło w maseczkach, z różnych powodów: głównie ze względu na jakość powietrza. Z drugiej strony wiemy, że w tamtych krajach jest bardzo duża liczba zaburzeń lękowych, samobójstw.

Hikikomori: to zjawisko pojawiło się właśnie w Japonii - jest tam wielu młodych ludzi izolujących się w domach, niechcących z nich wychodzić. Czy jednak miały na to wpływ maseczki? Na pewno nie tylko.

Czytaj też:
COVID wykańcza psychikę, walka z rakiem na Instagramie, sekrety właściciela Dino. Nowy „Wprost”

Maseczka pokazuje jednak, że jest zagrożenie. Nie jesteśmy bezpieczni.

To prawda: jeśli wszystko jest w porządku, to nie nosi się maseczki. Maseczki cały czas przypominają, że sytuacja nie jest taka, jak powinna. Przedłużające się pobudzenie osi stresu może skutkować narastaniem zaburzeń lękowych.

Od czego zależy, czy dziecko zareaguje traumą, czy spokojem?

Od wielu czynników. Na pewno w dużym stopniu od rodziców: po pierwsze to oni „przekazując materiał genetyczny” mają ogromny wpływ na to, jaki typ funkcjonowania układu nerwowego będzie miało dziecko. Rodzice stwarzają też określone warunki. Przebywając z nimi, dziecko może codziennie wysłuchiwać kolejnych wiadomości, ile osób zachorowało, ile umarło, ile jest pod respiratorem. Wzrasta wtedy przekonanie, że dzieje się coś złego.

Czytaj też:
Jak odbudować psychikę po COVID? Psychiatra: Pozycja z lotu ptaka pozwala patrzeć inaczej

Inaczej jest, kiedy rodzice chronią dziecko przed tego typu informacjami. Ważne jest, w jaki sposób przekazujemy informacje: czy mówimy, że trzeba myć ręce, bo to ważne dla zdrowia, czy dlatego, że nie myjąc starannie dłoni zarazimy się i będziemy ciężko chorować. Wiele zależy od tego, czy my mamy w sobie lęk. Jeśli tak, to wtedy nawet, jeżeli dziecko nie wszystko rozumie, to dzięki neuronom lustrzanym przejmuje stany emocjonalne rodzica. Duże znaczenie ma też postawa organizatorów życia społecznego.

Było opisywane przedszkole, z którego usunięto niemal wszystkie zabawki, bo „wirus może się na nich gromadzić”, a odległość od bawiącego się kolegi była cały czas korygowana kijkami odpowiedniej długości.

Przypominano dzieciom, by nie zbliżały się do kolegi na odległość bliższą niż kijek. Można stwierdzić obecność koronawirusa na przedmiotach, nie stwierdzono jednak ani jednego przypadku, żeby w taki sposób doszło do zakażenia. Wiele działań, jakie podejmowaliśmy, chcąc chronić się przed zachorowaniem, było zbędne i nietrafione, niepotrzebnie podwyższające poziom lęku i niepokoju.

Czytaj też:
O 30 proc. wzrost liczby chorych na depresję. Prof. Dudek: Reforma psychiatrii to konieczność

Z powodu pandemii bardziej cierpią dzieci czy dorośli?

To sprawa bardzo indywidualna: zarówno wśród dzieci, jak dorosłych są osoby głęboko przeżywające sytuację. Są też osoby, które starają się w ogóle nie zwracać na to uwagi. Nie powiedziałabym, że dzieci ponoszą większe konsekwencje pandemii niż dorośli.

Przeraża mnie te natomiast liczba godzin, jakie obecnie spędzają przed ekranem laptopa, smartfona. Myślę, że to jest jedna z najpoważniejszych konsekwencji pandemii.

Godzina dziennie przed ekranem zmieniła się w sześć, siedem, bo przecież w pewnym momencie nawet dzieci w wieku przedszkolnym miały zajęcia przed komputerem. Tak duża ilość czasu spędzanego przed ekranem powoduje, że zmienia się funkcjonowanie układu nerwowego: dziecko jest bardziej pobudliwe, a z drugiej strony mniej wydolne, szybciej się męczy. Dzieci odwykają od kontaktów z innymi dziećmi, zaczynają uważać, że kontakt z innymi nie jest w zasadzie potrzebny. W sieci można przecież znaleźć wszystko, to po co się z kimś umawiać?

W pewnym momencie część naszych dzieci zaakceptowało izolację, a taka sytuacja jest bardzo niebezpieczna. Tak jakby nie potrzebowały kontaktów społecznych.

Jest lato, wakacje, mniej zakażeń, choć jesienią czeka nas czwarta fala. Jak ten czas wykorzystać na odbudowanie psychiki dziecka?

Zarówno psychiki dziecka, jak psychiki dorosłego, gdyż wszystkim jest to nam bardzo potrzebne. Najprostsze są trzy rady. Pierwsza: jak najdalej od ekranów (od smartfonów po telewizory). Druga: jak najwięcej aktywności fizycznej na świeżym powietrzu. Trzecia: przebywanie jak najczęściej z innymi, w grupie. Polecam to wszystkim.

Dr Aleksandra Piotrowska jest psychologiem dziecięcym, wieloletnim wykładowcą na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego, autorką kilkudziesięciu publikacji naukowych.
Źródło: Wprost
 0

Czytaj także