Chaos w pakiecie

Chaos w pakiecie

Dodano: 
Do wprowadzenia pakietu onkologicznego został ledwie miesiąc. Pacjenci czekają niecierpliwie, część środowiska medycznego alarmuje: to będzie katastrofa.

Napięcie sięga zenitu. Część lekarzy żąda od premier Ewy Kopacz odroczenia wejścia w życie pakietu onkologicznego, zdezorientowani pacjenci grożą protestami, a Ministerstwo Zdrowia milczy. O co tak naprawdę chodzi? W tej kwestii wszystkie strony są wyjątkowo zgodne: o pieniądze. Wielkie pieniądze. Dobro pacjenta, które każda ze stron bierze na sztandary, raczej nie jest tu priorytetem.

LEKARZ OD WYKONANIA NORMY

Założenia pakietu są słuszne. Tego nie kwestionują nawet najwięksi oponenci. Jeśli do lekarza trafi pacjent z podejrzeniem nowotworu, na wykonanie badań i postawienie diagnozy będzie nie więcej niż dziewięć tygodni (docelowo w 2017 r. ten okres ma być jeszcze krótszy i wynosić siedem tygodni). Po tym czasie musi się rozpocząć leczenie. W przypadku pacjenta onkologicznego czas odgrywa kluczową rolę, bo od szybkiej i prawidłowej diagnozy nierzadko zależy jego życie.

Wiadomo więc, co trzeba zrobić, ale nie wiadomo jak, bo wciąż brakuje rozporządzeń wykonawczych. Bez nich pakiet nie ruszy. Resort zdrowia zapowiada, że zdąży do końca roku. Jeszcze w piątek trwały ostatnie konsultacje społeczne w tej sprawie. Jedno jest pewne: na dodatkowe badania diagnostycznetrzeba dodatkowych pieniędzy. Ile ich będzie, tego cały czas nie wiadomo. Szpitale dowiedzą się, ile dostaną, dopiero gdy wszystkie rozporządzenia będą gotowe.

BIUROKRACJA

„W tym kształcie organizacyjnym pakiet nie ma szans powodzenia” – pisze prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz w liście do premier Ewy Kopacz. Prezes uważa, że biurokracja, jaką zarzuci się lekarzy rodzinnych, kompletnie sparaliżuje ich pracę. Chodzi między innymi o zielone karty leczenia onkologicznego. – To obszerny papierowy dokument, który tak naprawdę dubluje tworzoną w placówkach medycznych historię choroby. Podwojeniu ulegnie więc także czas poświęcony biurokracji. Papierowa postać karty jest anachronizmem i może rodzić poważne utrudnienia, gdy pacjent, który ma się nią legitymować, ją zgubi – tłumaczy Hamankiewicz.

WSKAŹNIK WYKRYWALNOŚCI

Założenie pakietu jest takie, aby zielone karty zakładać pacjentom z podejrzeniem nowotworu. Aby jednak uniknąć nadmiernego szastania kartami i ponownego zapchania systemu, ustalono wskaźnik wykrywalności dla lekarza. Jeśli będzie on niższy niż jeden wykryty nowotwór na 15 pacjentów z podejrzeniem, lekarz będzie musiał pójść na dodatkowe szkolenie.

Jacek Krajewski, prezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie uważa, że to absurd, który sprawi, że lekarze rodzinni będą się bali wystawiać karty. Według Krajewskiego wysyłanie lekarzy na szkolenia jest formą kary dla nich. Porozumienie Zielonogórskie w ogóle raczej nie przebiera w słowach, zdaniem jego przedstawicieli pakiet onkologiczny jest propagandową próbą oszukania pacjentów. Szymon Chrostowski, prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych, również uważa, że lekarze rodzinni nie będą chcieli wydawać zielonych kart. A to oznacza, że liczba nowotworów wykrytych we wczesnych stadiach pozostanie bez zmian. Lekarzy broni Hamankiewicz. – Oni są dobrze przygotowani do rozpoznawania chorób i ich leczenia, a czujność onkologiczną mają wpajaną od chwili rozpoczęcia studiów – mówi prezes, ale dostrzega zagrożenie gdzie indziej: – By jednak wcześnie postawić diagnozę, trzeba mieć możliwość wykonania wielu badań. A to nie jest zagwarantowane, lecz jedynie deklarowane.

GROŹNE BADANIA

Na badania potrzebne są bowiem pieniądze i o nie toczy się najwięcej sporów. Anna Wilczyńska-Zając z firmy Euromedic, specjalizującej się w diagnostyce i leczeniu radioterapeutycznym chorób onkologicznych, uważa, że niski poziom finansowania diagnostyki przewidziany przez rozporządzenia spowoduje, że najdroższe badania po prostu nie będą zlecane. – Jednym z najdokładniejszych dostępnych obecnie badań, pozwalających określić stopień zaawansowania i umiejscowienie nowotworu, a także stwierdzić, czy mamy do czynienia z przerzutami, jest pozytonowa tomografia emisyjna zwana PET-CT. Jest to diagnostyka dość kosztochłonna, rekomendowana jednak przez NFZ w przypadku wielu różnych rodzajów nowotworów – tłumaczy. Wilczyńska uważa, że lekarze zostaną zmuszeni do zlecania badań alternatywnych. – Wykonywanych na starym, jakościowo gorszym sprzęcie i przy użyciu najtańszych znaczników, które nie tylko nie pozwolą na uzyskanie dobrej jakości obrazu, ale będą wręcz zagrażały bezpieczeństwu pacjentów – mówi.

MY, PACJENCI, CHCEMY

Najwięcej nadziei z pakietem wiążą pacjenci. – Żeby dostać się do szpitala onkologicznego, nieraz trzeba przejść najpierw przez prywatny gabinet lekarski – mówi Krystyna Wechmann, prezes Federacji Stowarzyszeń „Amazonki”. Jej zdaniem wielu lekarzy, którzy chcą opóźnić wejście pakietu, martwi się po prostu o stan własnych portfeli. Bez trudu można znaleźć pacjentów, którzy kosztowną diagnostykę wykonywali za własne pieniądze, prywatnie. Czekanie w kilkumiesięcznych i dłuższych kolejkach w przypadku nowotworów może oznaczać wyrok śmierci, więc jeśli kogoś stać, płaci.

Szymon Chrostowski z Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych jest przekonany, że pakiet onkologiczny uszczelni system. – Lekarze będą musieli raportować każdą wykonaną procedurę, co zmniejszy możliwość nadużyć i tworzenia fikcyjnych świadczeń. Ja po dziesięciu latach leczenia się w Centrum Onkologii w Warszawie przez przypadek sprawdziłem i dowiedziałem się, że w mojej przychodni rejonowej byłem leczony na reumatoidalne zapalenie stawów i rozpisywano leki na moją kartę. Nigdy nie miałem takiej choroby – opowiada. Chrostowski nie kryje, że pacjenci z niepokojem patrzą na negatywne podejście lekarzy rodzinnych do pakietu onkologicznego. – Przez ich gabinety przechodzą rocznie dziesiątki tysięcy nierozpoznanych raków. Potem onkolodzy muszą wszelkimi siłami tych ludzi ratować. Czasem jest jednak już za późno – mówi. A Wechmann dodaje: – My, pacjenci, chcemy, żeby pakiet ruszył 1 stycznia. Jeśli coś nie zadziała, poprawiajmy, udoskonalajmy na żywym organizmie. Pacjenci nie chcą już dłużej czekać!

GŁODÓWKĄ W OPONENTÓW

Stowarzyszenie „Pacjent Jest Najważniejszy” (SPJN), zrzeszające chorych i ich rodziny, a także lekarzy i pielęgniarki, zapowiedziało protest głodowy, jeśli pakiet nie wejdzie w życie 1 stycznia w takiej formie, jak obiecał to minister zdrowia. Ordynator oddziału urologii w Mazowieckim Szpitalu Onkologicznym Tomasz Chwaliński, który również reprezentuje SPJN, przekonuje, że pakiet jest szansą, by wreszcie NFZ płacił szpitalom za wykonane świadczenia. – Minister stwo zapewnia, że pieniądze będą. Nie mam powodu, żeby w to nie wierzyć – mówi. Jego zdaniem dla szpitali niewiele się zmieni.

Najwięcej zmian czeka lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, którzy – wszystko na to wskazuje – będą musieli wykonać więcej pracy za te same pieniądze. Joanna Szeląg z Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce podkreśla, że źródło konfliktu nie leży po stronie lekarzy. – Od czasu konferencji prasowej pana ministra Arłukowicza w marcu było bardzo dużo czasu, by przeprowadzić szerokie konsultacje ze wszystkimi środowiskami, które miałyby być zaangażowane w realizację pakietu. Ten czas został stracony bezpowrotnie. Nie dokonano i nie przedstawiono niezbędnych analiz wykonalności. Nie przeprowadzono żadnych pilotaży, które pozwoliłyby ocenić efektywność planowanych przedsięwzięć – wylicza. – Kolegium Lekarzy Rodzinnych od samego początku wielokrotnie zgłaszało swoje uwagi, pokazując poważne błędy i nierealne założenia. Bez efektu – dodaje.

Naczelna Rada Lekarska upiera się, aby pakiet wszedł w życie w styczniu, ale jedynie jako program pilotażowy w wybranych regionach Polski. Premier Ewa Kopacz ciągle nie ustosunkowała się do tych żądań, a Minister stwo Zdrowia odmawia komentarzy do czasu zakończenia negocjacji z Federacją Porozumienie Zielonogórskie. �

Okładka tygodnika WPROST: 49/2014
Więcej możesz przeczytać w 49/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0