Ożywianie serca

Ożywianie serca

Dodano: 
Technologia przywracająca pracę serca poza organizmem dawcy może zrewolucjonizować medycynę transplantacyjną.

Wyobraźmy sobie urządzenie przypominające wózek, w którym leży żywe, bijące miarowo serce. Jest podłączone do systemu przewodów dostarczających mu bogatą w tlen krew i elektrolity. Pobrano je przed chwilą od zmarłego dawcy i już poza ciałem ożywiono. Ma zostać przetransportowane do szpitala, gdzie czeka biorca. Scena z filmu science fiction? Nie. Właśnie w taki sposób, dzięki metodzie opracowanej przez amerykańską firmę TransMedics z Massachusetts, można dziś po uprzedniej reanimacji przechowywać serca przeznaczone do transplantacji.

CIEPŁO-ZIMNO

Amerykański patent to oczywiście coś więcej niż wózek do transportu pobranego od dawcy serca. To skomplikowana aparatura składająca się na system OCS (Organ Care System), który przechowuje serce w tzw. normotermii, czyli w temperaturze ok. 37 st. C. OCS dostarcza mu niezbędne do życia składniki. Dlatego dociera ono do biorcy w najlepszym możliwym stanie. OCS wydłuża też czas, jaki mają transplantolodzy na przeszczep. Tradycyjny sposób przechowywania serca, w hipotermii, czyli w ok. 4 st. C, daje im na to cztery godziny, a normotermia nawet dwa razy więcej.

Możliwości, które daje OCS, jako pierwsi sprawdzili wiosną tego roku transplantolodzy z australijskiego szpitala St. Vincent. Od trzech dawców DCD, czyli takich, którzy zmarli w wyniku zatrzymania krążenia (Donor after Cardiac Death), pobrano serca przeznaczone do przeszczepu, podłączono je do OCS i przywrócono im funkcje życiowe. Przechowywane w normotermii przetrwały aż do chwili przeszczepu. Podobne transplantacje wykonano do dziś w kilkunastu szpitalach, m.in. w Wielkiej Brytanii, a w USA odbyły się na dużą skalę badania kliniczne z wykorzystaniem nowej aparatury.

STARE JAK NOWE

Przeszczep serca z ciała, w którym ustało krążenie? Jeszcze kilkanaście lat temu taki pomysł nie przyszedłby nikomu do głowy. Wiązałoby się to ze zbyt dużym ryzykiem. Wszczepione serce mogłoby nie podjąć pracy po transplantacji, bo jego niedokrwione komórki bardzo szybko obumierają. Przechowywanie przywróconego do życia mięśnia sercowego w normotermii pozwala jednak zapomnieć o tych obawach. Profesor Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji „Poltransplant”, przyznaje, że nowa metoda jest nadzieją dla pacjentów oczekujących na przeszczep, bo umożliwia nawet „naprawę” pobranego narządu. – W przeciwieństwie do klasycznego sposobu przechowywania narządów w hipotermii, normotermia daje szansę na przywrócenie metabolizmu tlenowego i na odbudowę zasobów energetycznych serca – tłumaczy prof. Danielewicz.

Jak to możliwe, że pobrane serce może się zregenerować? Według prof. Mariusza Kuśmierczyka, kierownika Kliniki Kardiochirurgii i Transplantologii w Instytucie Kardiologii im. Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Aninie, kluczowe znaczenie ma „dokarmienie” serca podłączonego do OCS. – Cały czas pompuje się natlenowaną i odżywioną krew – mówi. – Można więc pobrać serce w nie tak dobrym stanie, jak byśmy tego chcieli, odżywić je i po pewnym czasie przeszczepić biorcy już w znacznie lepszej formie. Dlaczego to takie ważne? – Ze względu na wciąż zbyt małą liczbę dostępnych do transplantacji organów, a dzięki normotermii być może będzie można wziąć też pod uwagę dawców w nieco gorszym stanie – odpowiada prof. Kuśmierczyk.

KOLEJKA PO ORGAN

Liczba przeszczepów serca jest w Polsce wciąż niewystarczająca. Według danych Poltransplantu w 2014 r. mięsień sercowy przeszczepiono 76 pacjentom, a do sierpnia br. kolejnym 58. W kolejce czeka 355 pacjentów. Według prof. Kuśmierczyka kolejkę po życie udałoby się jednak trochę skrócić, gdyby sięgnąć po tzw. dawców marginalnych, czyli osoby powyżej 50. roku życia. Jego zdaniem szansę na powiększenie puli o takich właśnie dawców daje OCS. – To urządzenie pozwala bowiem nie tylko na wydłużenie czasu, który mamy na zabieg, ale także na przeprowadzanie specjalistycznych badań pobranego serca bezpośrednio przed przeszczepem – tłumaczy prof. Kuśmierczyk. OCS pozwoliłby też według warszawskiego transplantologa ograniczyć przypadki, w których serce pobrane nawet od młodej, zdrowej osoby po wszczepieniu niespodziewanie nie podejmuje pracy. – To szansa dla biorców, bo będzie można wszczepiać serce, które nie jest hibernowane, jest odżywione i zostało przebadane – przekonuje prof. Kuśmierczyk i dodaje, że aparatura podtrzymująca funkcje życiowe serca do przeszczepu to prawdopodobnie rewolucja w medycynie transplantacyjnej.

MIĘDZY ŻYCIEM A ŚMIERCIĄ

Pobieranie narządów od osób zmarłych w wyniku nieodwracalnego zatrzymania krążenia po odłączeniu od aparatury oddechowej, które nie przeszły wcześniej długotrwałej reanimacji, nie jest w Polsce prawnie dopuszczone. Tymczasem kilkanaście przeszczepów w Wlk. Brytanii i Australii, w których posłużono się już metodą OCS, przeprowadzono po zatrzymaniu krążenia u dawców właśnie w warunkach kontrolowanych, aby przyspieszyć moment przywrócenia do życia pobieranego serca i uzyskać w ten sposób jego optymalną przydatność do przeszczepu.

– W wariancie brytyjskim po stwierdzeniu braku możliwości dalszego leczenia i braku czynności neurologicznych do zatrzymania krążenia dochodzi po wyłączeniu aparatury oddychającej za pacjenta, następuje pięciominutowy okres „non touch” [tyle trwa obserwacja po zakończeniu nieudanej resuscytacji – przyp. red.] i rozpoczęcie pobrania. Ergo, zatrzymanie krążenia jest krótkotrwałe i „kontrolowane” – tłumaczy prof. Danielewicz.

Jak podaje magazyn „Technology Review”, w szpitalu St. Vincent w Australii kardiochirurdzy odczekali tylko dwie minuty po ustaniu pracy serca i zajęli się jego pobraniem, a w ciągu 20 minut podłączyli je do OCS. Dzięki tak krótkiemu czasowi zatrzymania czynności serca nie uległo ono trwałym uszkodzeniom i nadawało się do przeszczepu. Polskie przepisy nie pozwalają na taki pośpiech. Według naszego prawa osoba, u której dochodzi do zatrzymania krążenia, jest poddawana 30-minutowej reanimacji. Dopiero gdy nie ma już szans na przywrócenie krążenia, odstępuje się od reanimacji i przechodzi do pięciominutowego okresu „non touch”, kiedy lekarz tylko czeka. Jeśli w tym czasie nie stwierdza się czynności oddechowej, krążeniowej i odruchów neurologicznych, pacjenta należy uznać za zmarłego. Dopiero wtedy można rozpocząć pobieranie narządów. – Serce będzie już miało za sobą 30-40 minut, w czasie których się nie kurczy, a więc stopień jego niedokrwienia będzie głęboki – mówi Danielewicz. – Takie serce nie będzie funkcjonowało nawet po umieszczeniu w OCS. Wyklucza to obecnie rozważania na temat wprowadzenia w Polsce takiego jak w Wlk. Brytanii sposobu pozyskiwania serca do przeszczepu.

BEZ DYLEMATÓW

W Polsce pobiera się więc serca od osób, u których stwierdzono śmierć mózgu. Aparatura podtrzymuje u nich oddech i utrzymuje przy życiu serce, wątrobę i nerki. – Gdyby nie zastosowano respiratora i leków, doszłoby do spontanicznego zatrzymania krążenia już po kilku minutach. Zatem mamy tu do czynienia z osobą zmarłą, choć do pobrania przystępuje się „przy bijącym sercu” – tłumaczy prof. Danielewicz. Stwierdzenie przez komisję lekarską śmierci mózgu w większości przypadków oznacza, że wyłącza się aparaturę podtrzymującą oddech i kończy nieskuteczną terapię. Wyjątkiem są tylko sytuacje, kiedy narządy osoby zmarłej są przeznaczone do transplantacji.

Wątpliwości w kwestii odłączenia aparatury w przypadku śmierci mózgowej rozwiewa dodatkowo prof. Andrzej Chmura, transplantolog ze Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie. – Gdy następuje śmierć mózgu, a tylko o takich sytuacjach mówimy, to nie ma mowy o przywróceniu jego funkcji – podkreśla. – Bez respiratora, człowiek ze śmiercią mózgu traci funkcje wszystkich narządów, a serce przestaje bić. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 41/2015
Więcej możesz przeczytać w 41/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0