Etyka znika z aptek

Etyka znika z aptek

Dodano: 
Winą za wielką sprzedaż suplementów należy obarczyć sieci aptek. Kierują się komercją, jakość nie ma znaczenia – uważa mgr farmacji Marcin Wiśniewski, właściciel dwóch aptek, inicjator Ruchu Aptekarzy Polskich.

Jak pan jako aptekarz postrzega szaloną popularność suplementów wśród Polaków? Czy takie szaleństwo może być zdrowe?

Suplementy diety nijak się mają do leków. I nie można od nich wymagać żadnej skuteczności. To zwykła żywność. Ich pojawienie się na rynku nie jest związane z procesem badawczym czy rejestracyjnym, jak w przypadku leków. Aby suplement zaistniał, wystarczy zgłosić (!) go w Głównym Inspektoracie Sanitarnym. Producenci dla stworzenia lepszego wrażenia pakują to pożywienie w formy kojarzące się z lekami – tabletki, kapsułki – opisują dawki itd., ale z przepisów wynika, że suplementy nie mogą zawierać leczniczych dawek. Winą za wielką ich sprzedaż należy obarczyć sieci aptek. Kierują się komercją, jakość nie ma znaczenia.

Co pana zdaniem spowodowało obniżenie etosu zawodu aptekarza?

Bezpośrednio stoi za tym fakt, że od 2001 r. aptekę może mieć każdy. Na skutek szkodliwego społecznie prawa apteki są kupowane przez np. fundusze inwestycyjne, spółki komercyjne etc. Te rozwijają swoje bezduszne sieci aptek. Powstają wyroby aptekopodobne. Sklepy z lekami. Zatrudniani w nich farmaceuci są zmuszani do marketingowo-biznesowych działań mających na celu zwiększenie sprzedaży, sprzedawanie konkretnego wysokomarżowego produktu, np. właśnie taniego suplementu zamiast leku, wciskanie pacjentowi dodatkowych produktów, bo akurat jest promocja itd.

Zjawisko sieci farmaceutycznych jest charakterystyczne dla Polski, ale nie dla większości dawnej UE. Dlaczego?

To zjawisko charakterystyczne głównie dla postkomunistycznych krajów Europy, bo są one przedmiotem kolonizacji. Wyjątkiem są Węgry, które od nastania rządów Victora Orbana wyślizgują się z matni. W 2010 r. wprowadziły one ustawę antysieciową przywracającą prawo zarządzania aptekami w sposób niezależny tylko węgierskim aptekarzom. Tak naprawdę nie zrobili żadnej rewolucji, po prostu zaimplementowali na swój rynek miks przepisów niemiecko-austriackich.

Dlaczego w krajach starej UE trwa dobra praktyka farmaceutyczna?

Bo w kraju, który dba o swoich obywateli, nikt nie zgodziłby się na to, żeby osoba reprezentująca zawód zaufania publicznego maskowała brudne interesy swojego pracodawcy. Nas, aptekarzy, wyuczono zawodu, służby, odpowiadamy cywilnie jak każdy, ale też zawodowo, przed sądami aptekarskimi, i społecznie – jeśli komuś zrobimy krzywdę, wiedzą o tym wszyscy w okolicy. I to jest zdrowe, bo motywuje nas do lepszej pracy, starania się, poświęcenia. A co mamy w Polsce? Leki kupujemy w sieciówkach, ryzykując, bo nikt za nic nie odpowiada. Degrengolada! Sieciówka to spółka z o.o., co oznacza, że w razie wpadki już jej nie ma, a na jej miejsce powstaje następna. Nie szkodzi, że skład osobowy zarządu jest ten sam.

Jak zweryfikować, kto jest etycznym farmaceutą?

Porozmawiać, pytać, testować. Poznamy go po tym, że wypuści nas z apteki z poradą, a bez zakupów. W sieciówce skończyłoby się to chyba naganą. Zasada naczelna jest taka, że etyczny farmaceuta optymalizuje terapię (sprzeda mniej, doradzi, czasami odradzi jakiś zakup), a komercyjny optymalizuje zysk. Trzeba to wyczuć.

Co jeszcze wynika z obecności sieci na rynku?

Po pierwsze, słynny brak leków. Według doniesień z rynku oraz dzięki informacji od osób pracujących w sieciach wiadomo, że niektóre z sieciówek skupowały leki w dużych ilościach po to, by je potem sprzedać za granicę. Dlaczego? Bo tam są droższe, a więc można osiągać większe zyski. A to, że brakowało leków dla polskich pacjentów? Pacjent się liczy, póki daje zysk. Jeśli większy zysk jest gdzie indziej, pacjent przestaje być istotny. Będąc etycznym farmaceutą, nie sprzedaję leku za granicę. Tym bardziej leku, którego miałoby zabraknąć dla moich pacjentów. Nawet gdybym miał przebitkę 1000 proc., to tego nie zrobię. Druga patologia – zwiększanie sprzedaży. Człowiek wchodzi do sieciówki po szampon, a wychodzi stamtąd z pełną torbą, bo wziął jeszcze suplement na wrzody, witaminy z promocji, produkt leżący przy kasie, coś, co mu doradzili itd.

I zamiast wydać 10 zł na szampon, płacę przy kasie 100 zł, ale mam pełną reklamówkę?

No właśnie. Tylko po co?

Ta moja torba pełna medykamentów zwiększa obroty.

Sieć nie wypuści pacjenta z apteki bez torby różnych produktów. Polska jest obecnie na pierwszym miejscu w Europie, jeśli chodzi o liczbę spożywanych medykamentów.

W sierpniu padł rekord sprzedaży suplementów i produktów bez recepty.

Sieć, która rządzi się prawem komercji, szuka taniego towaru. A tani towar to są suplementy diety. Doszło do tego, że sieci apteczne mają już własne marki suplementów. Nie produkują ich sami, tylko zlecają to na zewnątrz. Narodowy Instytut Leków, który wybiórczo bada także suplementy, ostrzega przed ich stosowaniem, jako że często nie zawierają deklarowanych przez producentów składników, czasem zawierają inne szkodliwe substancje, a czasem w ogóle coś niezgłoszonego... Poza tym nie są standaryzowane, tzn. każda tabletka może zawierać inne ilości danego składnika. ■

©℗ Wszelkie prAWA ZASTrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 42/2015
Więcej możesz przeczytać w 42/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0