Udręczone przez pęcherz

Udręczone przez pęcherz

Dodano: 
Z problemem nadreaktywnego pęcherza borykają się nawet 3 mln Polaków. Wciąż nie mogą wywalczyć dostępu do nowoczesnych leków i operacji.

Niektóre pacjentki potrafią „donieść” mocz do domu, ale strumień puszcza, kiedy zobaczą drzwi do mieszkania, czasem do windy – opowiada prof. Ewa Barcz, szefowa oddziału Uroginekologii i Ginekologii Zabiegowej Centrum Kobiety i Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Co tydzień z problemem nadreaktywnego pęcherza zgłasza się do niej od kilku do kilkunastu pacjentek. Przepisuje im leki, dzięki którym wiele z nich wraca do normalnego funkcjonowania. Bez nich wiele kobiet latami żyje na pół gwizdka – w izolacji, z dala od rynku pracy, z którego wyeliminowało je ciągłe siedzenie w pracowniczej toalecie, w bezpiecznej odległości od ludzi, którzy mogliby poczuć zapach moczu.

Nadreaktywny pęcherz albo OAB (ang. overactive bladder) zgodnie ze statystykami europejskimi dotyka 17 proc. kobiet i mężczyzn, czyli nawet 3 mln Polaków, ale to panie cierpią najbardziej. Myślą, że tak być musi, że nietrzymanie moczu ma prawo wystąpić po porodzie, ujawnić się z wiekiem i dręczyć przy nawet małym wysiłku. Tymczasem nietrzymanie moczu objawia się parciami naglącymi – koniecznością oddania moczu, która nie poddaje się woli albo poddaje się jej w ograniczonym stopniu, np. tylko do drzwi mieszkania. OAB dręczy chorych 24 godziny na dobę, w sytuacjach prywatnych i zawodowych, w towarzystwie i w samotności. Pacjenci znają mapę wszystkich toalet w mieście, w restauracjach wybierają stolik blisko łazienki, na kilka godzin przed wyjściem powstrzymują się od picia.

DIAGNOZA, LEKI I WKŁADKI

W Polsce trudno wciąż jednak o właściwą diagnozę. Wiele osób od lekarza pierwszego kontaktu odchodzi z kwitkiem. Tymczasem wystarczyłaby recepta na skuteczne leki. Działania niepożądane leków tańszych, które kosztują ok. 20 zł, są bardzo poważne. – Suchość w ustach jest tak silna, że pacjentka nie może mówić, a zaparcia powodują mocne bóle brzucha – mówi prof. Barcz. Nie ma więc obaw, że chore będą z nich korzystać w nadmiarze, obciążając budżet Ministerstwa Zdrowia. Nowe leki nie mają takich działań, ale podobnie jak pozostałe metody nie są refundowane, choć mają pozytywną opinię Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

Kolejnym kosztem dla pacjentów są wkładki absorpcyjne. Refundacja należy się tylko tym, u których powodem nietrzymania moczu jest choroba nowotworowa, stwardnienie rozsiane lub wada wrodzona, czyli jedynie co dwusetnemu pacjentowi z OAB. Ale nawet refundacja nie rozwiązuje w takich wypadkach problemu, bo chorym należy się tylko 30 pieluchomajtek na miesiąc, a kwota refundacji nie zmieniła się od 15 lat. To sprawia, że chorzy muszą dopłacać. – Gdyby ministerstwo wprowadziło pełną refundację, wiele kobiet mogłoby być nadal aktywnych zawodowo. Z jednej strony, wymaga się od nas pracy do 67. roku życia, z drugiej – skazuje nas na izolację. Wybieramy więc świadczenie ZUS-owskie – rentę lub emeryturę – i państwo płaci więcej niż za jakiekolwiek leki – zauważa Teresa Bodzak, przewodnicząca sekcji OAB stowarzyszenia UroConti.

NIEMIARODAJNE BADANIE

Dla pacjentów, u których leki przestają być skuteczne, ratunkiem są metody inwazyjne – interwencje chirurgiczne, a także nierefundowana w Polsce neuromodulacja nerwów krzyżowych. Ale sama refundacja nie wystarczy. Pacjenci od lat walczą z niezrozumiałym, zarówno dla nich, jak i dla lekarzy, zapisem o konieczności badania urodynamicznego, bolesnego, nieprzyjemnego, a co najważniejsze – niemiarodajnego. Polega ono na wprowadzeniu do pęcherza za pomocą cewki soli fizjologicznej i obserwacji, w jaki sposób się opróżnia. Trwające mniej więcej półtorej godziny, wymagające pustej sali i drogiego sprzętu, kosztuje ok. 500 zł. Polscy specjaliści zgadzają się z międzynarodowymi autorytetami, że do zdiagnozowania OAB wystarczyłby dzienniczek mikcji, czyli wizyt w toalecie i mimowolnego oddawania moczu.

Pacjenci i lekarze od lat apelują do resortu zdrowia o zmianę przepisów. Walczy o to także Parlamentarna Grupa Kobiet. – Jeżeli zrobimy wszystko, by usunąć zapis o konieczności badania urodynamicznego, będzie to milowy krok do przodu. Dołożymy wszelkich starań, by tak się stało – obiecuje posłanka Bożena Szydłowska, przewodnicząca grupy. Ma nadzieję, że zapis o badaniu zniknie najwcześniej w lipcu, a najpóźniej w nowym roku. ■

Okładka tygodnika WPROST: 12/2015
Więcej możesz przeczytać w 12/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0