Anestezjolog o leczeniu bólu: Pacjentka stała w wiacie i paliła papierosa. To był sukces

Anestezjolog o leczeniu bólu: Pacjentka stała w wiacie i paliła papierosa. To był sukces

Dodano: 
Kobieta cierpiąca z powodu bólu głowy
Kobieta cierpiąca z powodu bólu głowy Źródło: Shutterstock / zdj. ilustracyjne
Jedna z moich pacjentek miała przerzuty do miednicy i kręgosłupa, była przykuta do łóżka. Zrobiłem jej zabieg neurolizy. Dwa dni później stała w wiacie i paliła papierosa. Uśmiechnęła się do mnie i pokiwała ręką: „cześć doktorze”. To był mój największy sukces onkologiczny – mówi Piotr Buczkowski, anestezjolog, specjalista medycyny bólu, członek Królewskiego Kolegium Anestezjologów w Londynie.

Krystyna Romanowska: Po obejrzeniu znakomitego serialu Dopesick („Lekomania”) o aferze opioidowej w USA, która pochłonęła pół miliona ofiar, pacjentów uzależnionych od przepisywanych przez lekarzy specyfików przeciwbólowych, trudno uwierzyć, że dzisiaj można skutecznie, i bez wpędzania pacjentów w uzależnienie, leczyć ból.

Piotr Buczkowski: Można, wiemy jak to robić niefarmakologicznymi metodami minimalnie inwazyjnymi. Wymaga to jednak dokładnej diagnostyki. Niestety diagnostyka mechanizmu bólu jest pracochłonna i bardziej skomplikowana niż wystawienie recepty. Rozwój każdej dyscypliny wymaga nakładów finansowych, a leczenie bólu jest raczej słabo doceniane i wyceniane przez NHS w Anglii czy NFZ w Polsce.

Jak lekarze dzisiaj myślą o bólu?

Mogę powiedzieć, jak ja o tym myślę. Dla mnie najważniejsze jest postawienie precyzyjnej diagnozy mechanizmu bólu. Dzięki temu wiem, czy danego pacjenta można skutecznie uwolnić od bólu. Staram się nie dopuścić do sytuacji, w której pacjent musi żyć z bólem możliwym do wyleczenia – to byłby najgorszy scenariusz. Myślę, że około 90 proc. mojej pracy to diagnostyka, a 10 proc. – leczenie.

W praktyce jestem chyba dosyć staroświecki – staram się indywidualnie podejść do pacjenta, nawiązać z nim kontakt, wysłuchać i dokładnie zbadać.

Moja konsultacja z nowym pacjentem trwa około godziny. Wspólnie z pacjentem ustalamy plan diagnostyki i leczenia. Sądzę jednak, że większość kolegów nie myśli w ten sposób.

Źródło: Wprost