Nauka w starciu z pandemią. Prof. Andrzej M. Fal mówi, co warto wiedzieć o szczepieniach przeciw COVID-19

Nauka w starciu z pandemią. Prof. Andrzej M. Fal mówi, co warto wiedzieć o szczepieniach przeciw COVID-19

Dodano: 
Szczepionka
Szczepionka / Źródło: Shutterstock
W obliczu doniesień o odczynach niepożądanych, które w różnych regionach świata zbiegły się czasowo ze szczepieniami przeciw COVID-19 produktem AstraZeneca, wokół tego specyfiku, jak i samych szczepień pojawiły się liczne niejasności. Na ten moment wiadomo jednak, że to właśnie szczepienia skutecznie chronią przed zachorowaniem i ciężkim przebiegiem choroby – o czym w rozmowie z Wprost mówił prof. Andrzej M. Fal, alergolog, specjalista w dziedzinie zdrowia publicznego, koordynator inicjatywy „Nauka przeciw pandemii”, w ramach której specjaliści ze środowiska naukowego szerzą rzetelne informacje na temat szczepień i technologii wykorzystywanych w szczepionkach.

Odczyny poszczepienne

Obecnie istnieją dwie technologie zastosowane w szczepionkach przeciwko COVID: mRNA i technologia wektorowa. Ze względu na ich odmienność mogą występować nieznaczne różnice, nie zmieniające faktu, że wszystkie te szczepionki są zarówno skuteczne, jak i bezpieczne. Ostatnio w przypadku szczepionek wektorowych wiele mówi się o występowaniu mniej lub bardziej wyrażonych odczynów poszczepiennych.

– Wektorem, czyli nośnikiem jest mało szkodliwy adenowirus, który powszechnie występuje w naszym otoczeniu i co do zasady ma zdolność wzbudzania pewnej odpowiedzi, reakcji naszego organizmu. W związku z powyższym podanie go jako wektora, choć nie wywołuje choroby, to jednak powoduje reakcję immunologiczną organizmu – mówi prof. Fal.

Objawem tej reakcji może być przejściowy wzrost ciepłoty ciała czy też dreszcze. Takie symptomy mogą występować do 48 godzin po przyjęciu szczepionki i jest to sytuacja, której można się spodziewać. – Oczywiście, objaw jest niepożądany, nikt nie chce, żeby taki objaw powstawał, on też nie powstaje w stu procentach przypadków, niemniej jest to rzecz w miarę spodziewana i nie stanowi istotnego zagrożenia – dodał specjalista.

Jeżeli w wyniku szczepienia jakąkolwiek szczepionką wystąpią istotne skutki uboczne: zaburzenia neurologiczne, parestezje, reakcje alergiczne czy wstrząs anafilaktyczny, wówczas rzeczywiście można mówić o istotnych niepożądanych odczynach poszczepiennych, czyli NOP. Takie reakcje wymagają interwencji lekarskiej.

– Wystąpienie takich odczynów trzeba zbadać, a w szczególności zbadany powinien zostać ich związek ze szczepionką. Wydaje się, że na dzisiaj takich bardzo istotnych objawów w Polsce nie zanotowaliśmy – zauważył prof. Fal.

Kontrowersje wokół szczepionki AstraZeneca

– Wiemy z doniesień z innych krajów, że podejrzewano istnienie związku między jedną z serii szczepionek wektorowych a nadmiernym wykrzepianiem wewnątrz naczyń krwionośnych. W wielu krajach wstrzymano tę serię do wyjaśnienia, natomiast w żadnym z nich nie zrezygnowano definitywnie z tej szczepionki. Byłoby to nierozsądne – zaznaczył profesor. I rzeczywiście komunikat EMA wskazuje, że „nie wykazano związku przyczynowego tych zdarzeń ze szczepionką firmy AstraZeneca, ale jest on możliwy i wymaga dalszej analizy”. Także w zakończonych przed kilkoma dniami badaniach III fazy w USA nie odnotowano przypadków wystąpienia CVST.

– Niewątpliwie bardzo poważną reakcją jest wstrząs anafilaktyczny – mówił specjalista i wskazał, by po takim wstrząsie zrezygnować z kolejnej dawki. – Jeżeli wstrząs anafilaktyczny wystąpi po pierwszej dawce, drugiej niewątpliwie nie należy przyjąć. Natomiast, jeśli po pierwszej mieliśmy stan podgorączkowy i dreszcze przez 12-24 godziny, nie jest to w najmniejszym stopniu przeciwwskazaniem do przyjęcia drugiej dawki.

Co dwie dawki, to nie jedna? Niekoniecznie

– W Polsce szczepionki jednodawkowej najwcześniej spodziewamy się w okolicach maja, jest to szczepionka wyprodukowana przez jedną ze spółek zależnych koncernu Johnson&Johnson. Jej skuteczność jest określona na około 60 procent i taką pozostaje. Obecnie, po autoryzacji przez EMA, zezwolono na jej stosowanie w Unii Europejskiej – poinformował profesor.

Trwają równocześnie badania, jak zmieni się skuteczność tej szczepionki w przypadku zastosowania jej również w wariancie dwudawkowym. – Takie dane niedługo będą dostępne, myślę, że około końca pierwszego półrocza tego roku, i wcale nie można wykluczyć, że również ta szczepionka stanie się szczepionką dwudawkową – dodał specjalista.

Szczepionka Johnson&Johnson również została stworzona w technologii wektorowej. Automatycznie pojawia się zatem pytanie, jakie ryzyko może przynieść ta szczepionka. Profesor Fal wskazał tutaj możliwość wystąpienia scenariusza podobnego do tych, które miały miejsce w przypadku produktu AstraZeneca:

– Odczyny niepożądane typu gorączka czy dreszcze trwające 48 godzin nie są kwalifikowane jako ciężkie i są one dosyć typowe dla szczepionek wektorowych. W związku z tym w każdej szczepionce wektorowej – w jednej w mniejszym odsetku, w innej w większym – takie odczyny się pojawią. Natomiast o ciężkich odczynach poszczepiennych, w tym zakrzepicy czy wstrząsie anafilaktycznym, jak na razie oprócz zbadanych przez EMA incydentów zakrzepicy potencjalnie związanej z jedną z partii szczepionek, nic nie wiemy.

Ochrona przed mutacjami

Obecnie społeczność naukowa ma świadomość istnienia kilku wariantów koronawirusa, spośród których najlepiej udało się poznać wariant brytyjski, południowoafrykański i brazylijski. Niedawno w Niemczech zidentyfikowano inny wariant posiadający cechy wszystkich trzech wymienionych.

– W przypadku przynajmniej dwóch z nich, czyli południowoafrykańskiego i brytyjskiego, szczepienia mRNA są w dużej mierze skuteczne – mówił profesor. – Co znaczy „w dużej mierze”? To znaczy, że nie osiągają 94 czy 95 procent skuteczności, tak jak w przypadku szczepu dzikiego, czyli pierwotnego szczepu, jednak wciąż są wysoce skuteczne.

W wynikach badań klinicznych nieco mniej skuteczne okazały się szczepienia szczepionkami wektorowymi. Zdaniem prof. Fala można postrzegać to jako potencjalnie rosnący problem. – Jednak z drugiej strony wiemy, że nawet jeżeli szczepienie nie zabezpiecza nas w stu procentach przed zachorowaniem, to niewątpliwie zmniejsza ciężkość przebiegu choroby i zmniejsza ryzyko odległych działań niepożądanych czy powikłań pochorobowych, jak włóknienie płuc czy włóknienie mięśnia sercowego – dodał specjalista.

Szczepionka a odporność stadna

Sposobem na pokonanie koronawirusa wciąż pozostaje szczepionka. Skuteczność procesu nabycia odporności poprzez przechorowanie – jest kwestią dyskusyjną ze względu na wspomniane wcześniej mutacje. Ostatnia publikacja w Lancecie, wskazująca na co najmniej sześciomiesięczną „trwałość” odporności poinfekcyjnej jest niezwykle pozytywną informacją. Porównując jednak poziom przeciwciał u ozdrowień i osób po szczepieniu jasno widzimy, że szczepienie powoduje znacząco większą immunizację.

– Immunizacja naturalna czynna jest znanym, niezaprzeczalnym faktem. Zwróćmy jednak uwagę na to, co stało się w brazylijskim mieście Manaus. Ponad 70 procent mieszkańców tegoż miasta przechorowało COVID, czyli przeszło infekcję dzikim typem wirusa SARS-CoV-2 i kiedy naukowcy zastanawiali się, czy nie uznać Manaus za miejscowość, która w sposób naturalny, czynny, nabyła odporności swoistej przeciwko COVID-19, okazało się, że ponad 60% zachorowało ponownie w efekcie kontaktu z nowym wariantem wirusa – mówi profesor Fal.

To właśnie w Manaus zidentyfikowano wariant brazylijski koronawirusa, na który nie miała w tym przypadku wpływu odporność wynikająca z przechorowania. Innymi słowy odporność stadna, która prawdopodobnie wykształciła się względem pierwotnego szczepu SARS-CoV-2, nie okazała się wystarczająca lub właściwa wobec zmienionego wirusa.

– Odporność poinfekcyjna jest ponadto odpornością o zmiennej wielkości. Tak naprawdę ona w dużej mierze zależy od tego, jak ciężko chorowaliśmy – zauważa specjalista. – Ci, którzy doświadczyli cięższego przebiegu choroby, mają wyższy poziom przeciwciał – potencjalnie większą odporność.

Ta zależność pokazuje też, że istnieje sens szczepienia ozdrowieńców - potwierdza profesor Fal. Szczepionki, przynajmniej te w technologii mRNA, bardzo wysoko zabezpieczają przed infekcjami kolejnymi wariantami znanymi nam dzisiaj, natomiast jak widać, samo przechorowanie infekcji nie zabezpieczyło ludności Manaus przed reinfekcją wariantem.

Konieczność szczepień jest uzasadniona

– Od samego początku pandemii wiemy, że szczepienia są konieczne, od grudnia dysponujemy szczepionkami, udało się przekonać wielu dotychczas sceptycznie dzięki m.in. inicjatywie Nauka Przeciw Pandemii. Natomiast do pełnego efektu wiele nam brakuje. Ocenia się, że w zależności od innych elementów zaszczepienie 65-70 procent całej populacji powinno gwarantować tak dużą odporność, że wirus, mówiąc obrazowo, nie będzie miał możliwości swobodnego przenoszenia się – powiedział profesor.

To może spowodować, że nawet te osoby, które nie przyjęły szczepionki, będą w pewien sposób chronione poprzez odporność populacyjną. Grupa osób, które nie powinny się szczepić, jest bardzo mała. – Nie powinni szczepić się na pewno ci, którzy mieli ciężkie wstrząsy anafilaktyczne związane z substancjami zawartymi w szczepionce. Innych grup z bezwzględnymi przeciwwskazaniami do szczepienia na ten moment nie widzę.

Czy zatem przeciwnicy szczepionek nie mają racji? Jak podsumował profesor Fal:

– Mówię o tym mniej więcej od dziesięciu lat. Nie tylko przy okazji szczepionek na COVID.

Czytaj też:
Dr Kuba Sienkiewicz o szczepionce AstraZeneca: Trzy dni wyjęte z życia
Czytaj też:
Tak objawiają się zakrzepy krwi. Nie ignoruj ich

+
 0

Czytaj także