Borelioza atakuje

Borelioza atakuje

Dodano: 
Barbara Kurdej-Szatan
Barbara Kurdej-Szatan / Źródło: Artur Zawadzki / Reporter
Każdego roku tą chorobą zarażają się dziesiątki tysięcy Polaków. Wielu z nich musi poruszać się o kulach czy na wózkach, bo nie zostali skutecznie zdiagnozowani i nie byli właściwie leczeni.

To już epidemia – alarmuje Rafał Reinfuss, prezes Stowarzyszenia Chorych na Boreliozę. Jego zdaniem, to jeden z najbardziej zaniedbanych problemów zdrowia publicznego. – Dziesiątki tysięcy osób, które mogłyby być zdrowe i w pełni sprawne, cierpi dziś niepotrzebnie wskutek kiepskiego systemowego podejścia do diagnostyki i leczenia. Wielu młodych ludzi porusza się o kulach czy na wózkach, bo nie zostali skutecznie zdiagnozowani i nie byli właściwie leczeni – dodaje. Jego zdaniem, pacjenci z boreliozą są w gorszej sytuacji niż którakolwiek inna grupa chorych.

A jest ich naprawdę wielu – z roku na rok rośnie bowiem w Polsce liczba osób zapadających na tę chorobę. Właściwie każdy rok przynosi kolejny rekord – w 2017 r. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny zarejestrował 21,5 tys. nowych przypadków choroby. – Ale ofcjalne dane nie pokazują pełnego obrazu sytuacji – tłumaczy. Według szacunków Stowarzyszenia Chorych na Boreliozę, rzeczywistych przypadków niewyrytej, niezdiagnozowanej na czas lub po prostu niezarejestrowanej w sanepidzie boreliozy mamy nawet trzykrotnie więcej, niż pokazują dane epidemiologiczne.

Pierwsze przypadki boreliozy można znaleźć w opisach chorób sprzed 100 lat. Arvid Afzelius, szwedzki dermatolog, w 1909 r. jako pierwszy zauważył, że pojawienie się rumienia na skórze może być związane z ukąszeniem kleszcza, wtedy nikt jednak nie używał nazwy borelioza, bo dopiero w 1982 r. amerykański naukowiec Willi Burgdorfer wyizolował bakterie Borellia burgdorferi. Nazwa choroby Borelioza z Lyme pochodzi od miejscowości Lyme w USA, gdzie w 1977 r. opisano przypadki boreliozy występujące u młodzieży i charakteryzujące się zapaleniem stawów.

Znikający rumień

Eugeniusza Priwieziencewa kochały miliony telewidzów za rolę grabarza-organisty Pereszczaki w serialu „Złotopolscy”. Aktor zmarł w 2005 r. z powodu boreliozy – to był pierwszy moment, w którym w Polsce zaczęto mówić głośno o konsekwencjach związanych z atakiem kleszczy. Od tego czasu choroba budzi wśród Polaków coraz większy lęk. Niestety, niebezpodstawnie. Zakażone kleszcze czają się w miejskich parkach, na skwerach i w przydomowych ogródkach. Okazją do ukąszenia mogą być spacer, piknik na trawie, zabawa pod gołym niebem z psem. Klasycznym i najbardziej charakterystycznym objawem zakażenia krętkami Borrelia jest rumień wędrujący. Zwykle pojawia się w 7-14 dni od ukłucia (choć może pojawić się także po pięciu-sześciu tygodniach) i nazywany jest czasem bawolim okiem, bo swoim wyglądem przypomina okrąg o średnicy minimum 5 cm, który z dnia na dzień się rozszerza. Jego pojawieniu towarzyszą najczęściej objawy grypopodobne – czyli bóle mięśni, stawów, dreszcze, gorączka. Rumień, nawet nieleczony, zwykle znika po miesiącu, ale po kilku tygodniach lub miesiącach mogą pojawić się inne objawy – zwykle są to zapalenie stawów, zaburzenia neurologiczne lub kardiologiczne. Problem w tym, że rumień pojawia się u mniej niż połowy chorych.

Czasami pojawia się pseudochłoniak boreliozowy (limfocytoma) – czyli pojedynczy ciemnoczerwony guzek nie większy niż 5 cm. Pojawia się kilka tygodni lub nawet miesięcy od ukłucia i zlokalizowany jest na płatku ucha, mosznie lub brodawkach sutkowych. Ponieważ zwykle od zakażenia mija wiele tygodni, bywa mylony z pierwotnym chłoniakiem skóry – badania histopatologiczne wykluczają wątpliwości.

Nie zawsze po ukłuciu kleszcza pojawia się rumień wędrujący. Szacuje się, że występuje on w ok. 30 proc. przypadków u dorosłych i zaledwie w 10 proc. przypadków u dzieci.

Nieswoiste objawy

U Barbary Kurdej-Szatan zaczęło się od bólu ręki, potem pojawiły się miejscowe bóle mięśniowe i obrzęki. Prawdopo- dobnie aktorka cierpiała z powodu tzw. przewlekłego zanikowego zapalenia skóry. To charakterystyczny objaw skórny dla boreliozy – pojawia się zwykle po kilku latach od zakażenia. Na skórze rąk lub nóg pojawiają się nieregularne czerwonosine zmiany, początkowo nogi lub ręce mogą się wydawać lekko opuchnięte, wszystkiemu towarzyszą bóle stawów. Z czasem skóra w miejscu zapalenia staje się bardzo cienka i zaczyna przypominać bibułę.

Ale objawy skórne to niejedyne symptomy boreliozy – u bardzo wielu chorych one nie występują. Wiele tygodni lub miesięcy od kontaktu z kleszczem nagle zaczynają się źle czuć: zmęczenie, chudnięcie, bezsenność, wypadanie włosów. Może pojawić się drętwienie rąk czy nóg, skurcze, zaburzenia smaku czy zapalenie stawów. To objawy, które niewiele osób łączy z kleszczami, tak pojawiają się one dlatego, że krętki dostały się do krwi lub chłonki i infekcja rozprzestrzeniła się w ogranizmie.

Jeśli krętki Borrelia dostaną się do układu nerwowego, możemy mieć do czynienia z tzw. neuroboreliozą – choroba może objawiać się zapaleniem opon mózgowych, kłopotami z pamięcią, zaburzeniami słuchu, czucia i widzenia. Tak było w przypadku dziennikarza Wojciecha Jagielskiego, u którego borelioza spowodowała bardzo poważne problemy ze wzrokiem. W przypadku neuroboreliozy, obok klasycznych testów diagnostycznych, czasem konieczne jest badanie płynu rdzeniowo-mózgowego, by potwierdzić lub wykluczyć chorobę, bo objawy tego typu mogą oznaczać różne schorzenia.

Z danych Głównego Inspektora Sanitarnego wynika, że do 2012 r. w Polsce liczba zgłoszonych przypadków boreliozy nie przekraczała 10 tys. rocznie, w ubiegłym roku zgłoszono ich ponad 21 tys. Najwięcej w Małopolskiem, Śląskiem, Mazowieckiem, Lubelskiem, Podlaskiem, Pomorskiem i Warmińsko-Mazurskiem.

Trudna diagnoza

„Head above the water” („Głowa nad wodą”) to najnowszy singiel kanadyjskiej piosenkarki Avril Lavigne, który wydała po pięciu latach milczenia. To bardzo osobisty krążek, który jest pokłosiem doświadczeń artystki, która kilka lat temu zniknęła ze sceny, bo rozchorowała się na boreliozę. Choroba początkowo niezdiagnozowana niszczyła jej organizm. – Pewnej nocy myślałam, że umrę i zaakceptowałam to, moja mama położyła się ze mną w łóżku i mnie przytuliła. Czułam, że tonę. Modliła się: Boże pomóż utrzymać mi głowę nad wodą – powiedziała w jednym z wywiadów artystka tłumacząc tytuł singla. Diagno- zowanie choroby u Avril trwało niemal 8 miesięcy. Dlaczego tak długo? Nie ma testów potwierdzających lub wykluczających boreliozę. Badania serologiczne krwi wykrywają przeciwciała IgM i IgG przeciwko krętkom Borrelia, a to oznacza, że pokazują jedynie, czy kiedykolwiek, w przeszłości, nasz organizm walczył z zakażeniem krętkami, a nie, czy walczy z nimi obecnie. Podstawowe badanie diagnostyczne to badanie ELISA (ang. Enzyme-Linked Immunosorbent Assay). Test wykonywany jest z krwi lub z płynu rdzeniowo-mózgowego (w przypadku objawów neurologicznych). W przypadku testu ELISA, zwłaszcza w pierwszym stadium boreliozy, wynik może wyjść fałszywie ujemny. To. tzw. okienko serologiczne – bakterie są już w organizmie, ale nie wytworzyły się jeszcze przeciwciała, które je zwalczają. Dlatego badanie należy powtórzyć po 3-4 tygodniach. Wynik fałszywie ujemny może wyjść także u osób z zaburzeniami odporności, które mają problemy z produkcją przeciwciał. W przypadku, gdy wynik jest dodatni lub niejednoznaczny, należy wykonać następne badanie – tzw. test potwierdzenia Western blot.

Test Western blot, jest znacznie czulszy niż ELISA – daje pewność w około 70-80 proc. Wynik negatywny nie wyklucza boreliozy, dla- tego lekarze zwykle zalecają powtórzenie testu po kilku tygodniach.

Testy ELISA i Western blot są refundowane przez NFZ, ale skierowania na nie może wypisać lekarz rodzinny. Na badanie może skierować tylko specjalista, czas oczekiwania to ok. cztery miesiące. Oba badania można zrobić prywatnie – koszt ElISA to ok. 40-70 zł, Western blot – 150-300 zł.

Metody leczenia

Prezydent George W. Bush po powrocie z wakacji w 2007 r. zauważył na nodze dużą czerwoną plamę – okazało się, że był to rumień wędrujący typowy objawem boreliozy. Biały Dom wydał komunikat na temat choroby prezydenta, ale nie podał metody, jaką był leczony, zasłaniając się tajemnicą lekarską. To wywołało spekulacje w prasie, bo w przypadku boreliozy metodyka leczenia budzi wiele kontrowersji. Zgodnie z metodologią Amerykańskiego Stowarzyszenia Chorób Zakaźnych, która jest stosowana także w Polsce i większości krajów Unii Europejskiej, leczenie wdraża się dopiero przy pierwszych objawach boreliozy. Na początek chory dostaje 3-4 tygodniową doustną terapię antybiotykową (zwykle jest to doksycylina, amoksylina lub cefuroksym). W niektórych przypadkach (np. neuroboreliozy) antybiotyki podaje się dożylnie. Po miesięcznej kuracji leczenie uznaje się za zakończone, a wszelkie objawy, które nie ustąpiły, traktowane są jako zespół poboreliozowy. Tylko w szczególnych przypadkach zaleca się powtórzenie antybiotykoterapii.

Inna szkoła, związana z Międzynarodowym Towarzystwem ds. Boreliozy i Chorób z nią Powiązanych, uważa, że zespół poboreliozowy to tak naprawdę niezaleczona borelioza i zaleca kilkumiesięczną terapię antybiotykową, by nie było nawrotów choroby. Czasem terapia antybiotykowa metodą ILADS może trwać nawet kilka lat. Dodatkowo terapia wspierana jest przez odpowiednią dietę oraz zestaw witamin, probiotyków i mikroelementów.

ILADS nie jest uznawana za oficjalną metodę leczenia boreliozy w Polsce, nie jest polecana przez większość lekarzy, a co za tym idzie nie jest refundowana.

Mylne rozpoznanie

Dwa lata temu piosenkarka Kasia Kowalska powiedziała w programie Kuby Wojewódzkiego, że walczy z boreliozą, lecząc się u brazylijskich szamanów wywarem z ayahuasca. Dziś artystka wcale nie ma pewności, że to była borelioza. Tym bardziej, że objawy tej choroby są bardzo niespecyficzne, a strach przed chorobami odkleszczowymi zdecydowanie rośnie. Z raportu Centrum Badania Opini Społecznej, opublikowanego w ubiegłym roku wynika, że 53 proc. Polaków ocenia ryzyko zainfekowania poważną chorobą odkleszczową jako średnie, 35 proc. twierdzi, że jest wysoce prawdopodobne, a zaledwie 13 proc. uważa, że jest małe. Ten strach oznacza, że coraz więcej osób aktywnie interesuje się profilaktyką antykleszczową. Odpowiedzią na to zainteresowanie są np. badania kleszczy. Za ok. 150-300 zł można zbadać kleszcza, którego wyciągnęliśmy z ciała. Badanie PRC kleszcza ma na celu wykrycie DNA krętków Borreli. Nie jest to badanie zalecane i uznawane przez towarzystwa specjalistów chorób zakaźnych. Dlaczego? Bo wykrywa tylko materiał genetyczny, czyli DNA krętków Borelli, nie daje jednak odpowiedzi, czy są one aktywne, a więc czy zarażają. Po drugie nie ma też wystarczających testów potwierdzających przydatność tego badania w profilaktyce boreliozy. Podobnie jest z innymi metodami diagnostycznymi proponowanymi na rynku. Za ok. 500 zł można zrobić test LTT (ang. lymphocyte transformation test), czyli sprawdzić, czy organizm miał kiedykolwiek kontakt z krętkami Borrelia. Test nie odpowiada na pytanie, czy są one aktualnie aktywne w organizmie, tylko czy kiedykolwiek w nim były. Modną metodą diagnostyczną jest także badanie CD57 – badanie markerów pozwalających rozróżnić komórki układu odpornościowego tzw. NK (cena ok.150 zł). Nie jest on wykorzystywany w diagnostyce boreliozy, bo zmiany liczby komórek NK następują przy różnych chorobach, m.in. nowotworach, przewlekłych zakażeniach, tj. cytomegalia, HIV, HCV. Trudno więc go traktować jako miarodajny w przypadku wykrywania boreliozy.

Nie wszystkie kleszcze są zakażone krętkami Borrelia (szacuje się, że ma je kilka proc. tych owadów) i nie każde ukłucie przez zakażonego kleszcza kończy się zachorowa- niem na boreliozę. W większości przypadków nasz organizm sam zwalcza chorobę. W Polsce przeciwciała przeciwko krętkom Borrelia można wykryć u kilkunastu procent całkowicie zdrowych ludzi, którzy owszem mieli kontakt z boreliozą, ale nic im nie jest.
Okładka tygodnika WPROST: 42/2018
Artykuł został opublikowany w 42/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także