Nowe (nie)zwykłe życie po przeszczepieniu narządu

Nowe (nie)zwykłe życie po przeszczepieniu narządu

Dodano: 
Spacer zimą
Spacer zimą / Źródło: Shutterstock / aroonroj.kul
Po przeszczepieniu pacjenci wracają do normalnego życia. Pracują, zdobywają tytuły naukowe, zakładają rodziny, mają dzieci. Choć muszą przestrzegać pewnych zasad i uważać na potencjalne infekcje, to ich życie nie różni się wiele od życia przeciętnego zdrowego człowieka – mówi prof. Krzysztof Zieniewicz, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Z czym musi liczyć się chory po przeszczepie?

Wszystko zależy od choroby, która prowadzi do przeszczepienia. Poza tym inaczej jest w przypadku serca, inaczej płuc, wątroby, nerek, czy trzustki. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich „przeszczepieńców” – biorców – jest konieczność przyjmowania leczenia immunosupresyjnego. Przy czym trzeba zaznaczyć, że ta immunosupresja inaczej wygląda w przypadku serca i płuc, a inaczej w przypadku wątroby: inny jest stopień nasilenia i konieczność monitorowania. Immunosupresja – jak każda zresztą terapia długotrwała – ma swoje działania uboczne: nadciśnienie tętnicze, zaburzenia gospodarki lipidowej, zaburzenia układu krzepnięcia, zaburzenia czynności nerek. Możliwości powikłań jest sporo. Dlatego konieczny jest dobry kontakt z transplantologiem w trybie ambulatoryjnym. Regularne kontrole i staranne badania wpływają na optymalne wydłużenie okresu, w którym nie ma problemów.

Zwykle po najbardziej trudnym okresie – około trzy miesiące od transplantacji – niemal wszyscy pacjenci powracają do normalnej aktywności życiowej, pomimo możliwości wystąpienia problemów związanych z przebytym przeszczepieniem. Jeśli zachowują powszechnie przyjęte reguły zdrowego trybu życia, ich funkcjonowanie nie różni się specjalnie od życia przeciętnego zdrowego człowieka. Nasi biorcy, jeśli tylko wiek im na to pozwala, wracają do pracy, zdobywają tytuły stopnie naukowe, wychodzą za mąż, rodzą dzieci. Mamy już całkiem przyzwoite przedszkole, około 100 dzieci urodzonych przez kobiety po przeszczepieniu narządów wątroby. Ich życie jest zupełnie normalne, nie odbiega od tego, co mogą przeżyć zdrowi ludzie.

To się chyba zmieniło na przestrzeni lat?

Zdecydowanie! Postęp medycyny wiele ułatwił. Wyjątkowość transplantacji spośród innych dyscyplin medycznych polega na tym, że jej rozwój jest uwarunkowany, żeby nie powiedzieć bezwzględnie, akceptacją społeczną. Bez niej nie istnieje. Nie mówię oczywiście o zawieruchach dziejowych, krytycznych sytuacjach typu wojny, czy kataklizmy, kiedy społeczność zajmuje się czymś innym i mniejsza jest gotowość do zachowań altruistycznych. Chodzi o otwartość społeczeństwa na tę metodę leczenia.

A jak to u nas obecnie wygląda?

Nie jest źle, choć statystyki w ostatnich latach nie są rewelacyjne. W 2019 r. przeprowadzono w Polsce prawie 1500 przeszczepień narządów, w tym 959 transplantacji nerek i 351 przeszczepień wątroby. Kłopot polega na tym, że zapotrzebowanie na przeszczepy, podobnie jak w innych krajach, jest u nas większe niż liczba dawców. Przyczyn należy szukać w niedoskonałościach organizacyjnych całego systemu.

To znaczy?

Twórca hiszpańskiego sukcesu transplantacyjnego Rafael Matesanz opowiadał mi, że oni w którymś momencie zdecydowali na się na powołanie sztabu i wykształcili zespół koordynatorów transplantacyjnych, których rozesłali po kraju, sowicie wynagradzając za ich trud w identyfikacji potencjalnych dawców. Edukowali społeczeństwo, tłumaczyli, że to bezpieczna metoda leczenia. To fantastyczna ilustracja tego, że mądrze zainwestowane pieniądze muszą się opłacać.

Drugi przykład to Turcja, która jest liderem w transplantacji wątroby i nerek od żywych spokrewnionych dawców. Tutaj rolę odgrywa inny mechanizm, bo ze względów kulturowych i religijnych nie do końca akceptowalne jest pobieranie narządów ze zwłok. Tam za to znakomicie jest rozwinięty system dawstwa rodzinnego. Rząd turecki zainwestował w edukację – rozesłał w latach dziewięćdziesiątych kilkuset swoich chirurgów do znakomitych ośrodków na świecie na szkolenia i teraz zbiera tego owoce.

Większe możliwości to także efekt postępu medycyny…

Zdecydowanie. Od pewnego czasu w przypadku nerek, a od niedawna także w przypadku serca i płuc oraz wątroby – w praktyce klinicznej pojawiła się możliwość poprawy pobranego narządu. Wiadomo, że nie wszystkie narządy nadają się do przeszczepienia ze względu na ich jakość – w wątrobie decyduje o tym stopień stłuszczenia, w płucach – stopień zwłóknienia, w sercu – stopień zaawansowania zmian miażdżycowych w naczyniach wieńcowych. Teraz mamy na to sposób: bardzo zaawansowane technologie do pozaustrojowej perfuzji (przepływu krwi przez dany narząd), które stanowią w coś w rodzaju SPA dla narządu. Po takim „podrasowaniu” ocenia się, czy to wystarczy, żeby dany narząd bezpiecznie przeszczepić pacjentowi, czy jednak trzeba z niego zrezygnować.

Czytaj także

 0