Psycholog: Nie czekaj na cud. To od ciebie zależy, czy nowy rok będzie lepszy

Psycholog: Nie czekaj na cud. To od ciebie zależy, czy nowy rok będzie lepszy

Dodano: 
Szczęśliwa kobieta
Szczęśliwa kobieta / Źródło: Pexels / Oleg Magni
Życzenia noworoczne były monotematyczne: oby nowy rok był lepszy. Żyjemy nadzieją, że stanie się cud – jakaś magiczna siła sprawi, że będzie lepiej, spokojniej, bezpieczniej, jednocześnie nie zdając sobie sprawy z tego, przyszłość leży w naszych rękach. – Nie mów „muszę”, „chcę”, „powinienem”. Stań przed lustrem i powiedz z pełną odpowiedzialnością „wybieram” – mówi Dariusz Parzelski, psycholog sportu z warszawskiej kliniki Life Institute.

Ewelina Celejewska: Jakie są Pana obserwacje? Jaki ten 2020 rok był dla nas?

Dariusz Parzelski: Nie będę szczególnie odkrywczy – ten rok był szczególny, wyjątkowy. Wszystkich nas zaskoczył. Przechodziliśmy przez jego kolejne etapy poznając siebie i świat z zupełnie innej strony. To zdecydowanie był rok wyzwań – nie tylko dla tych, u których pojawiła się choroba lub trudności związane z życiem zawodowym czy prywatnym. O tym ostatnim elemencie przecież też mówiło się wiele – home office spowodował całkiem inną dynamikę funkcjonowania w wielu strefach. Dla niektórych przebywanie w otoczeniu rodziny 24 godziny na dobę było ogromnym wyzwaniem. Zdecydowanie można podsumować, że był to rok wielkich zmian i aklimatyzowania się w nowym trybie funkcjonowania. Wszystko działo się niemal z dnia na dzień – home office, kwarantanna, zdalne nauczanie, utrata pracy, czy wręcz nowe wyzwania zawodowe. Bo trzeba też pamiętać, że dla niektórych pandemia dała nowe możliwości rozwoju i zarobkowania, a i to przecież też zmusza do zmian i podejmowania wyzwań.

COVID-19 zmusił nas też do refleksji nad własnym zdrowiem?

Oczywiście. Rok 2020 zmusił nas do zwrócenia uwagi na swoje zdrowie, choćby poprzez respektowanie zaleceń i obostrzeń. Warto jednak zastanowić się na ile i z jakich powodów przestrzegaliśmy nowych zasad. Czy dlatego, by chronić siebie i innych, czy może dlatego, żeby nie dostać mandatu? Na ile jedynie chroniliśmy się przed wirusem, a na ile wzmacnialiśmy swoją odporność i ogólne zdrowie. Myślę, że dla wielu osób był to też rok przewartościowania pewnych rzeczy, a jeśli nie, to chociaż zachęty do opowiedzenia się po którejś ze stron.

Dla wielu osób pandemia pozostawi traumatyczne wspomnienia. Zastanawiam się więc, czy odporność psychiczna to cecha charakteru, czy też coś, co możemy w sobie wypracować.

To dobre pytanie, ale nie wiem, czy odpowiedź zaspokoi Pani ciekawość. Myślę, że jedno i drugie. Różnimy się wyjściową podstawą do bycia bardziej lub mniej odpornym psychicznie, możemy jednak tę cechę w sobie wzmacniać. Dobrym przykładem jest sport. Przez wiele lat funkcjonowało takie pojęcie „profilu mistrza” i szukanie takiego zawodnika, który wpasowałby się w ten profil. Po latach okazywało się, że złotymi medalistami igrzysk wcale nie zostają ci wytypowani mistrzowie, a osoby, których niekiedy nawet nie brało się pod uwagę. Wygrywały osoby, które pewnych rzeczy nauczyły się na drodze sportowej. I właśnie te wyuczone umiejętności pozwoliły im stanąć na podium. Mówię tu nie tylko o fizycznych treningach, ale także o wzmocnieniu odporności psychicznej z pomocą psychologa sportu. Nawet przy wyjściowo niesprzyjającym poziomie odporności psychicznej można osiągnąć sukces w tej strefie mentalnej. Może nam się wydawać, że w życiu trzeba być twardym, nie okazywać słabości, nie ronić łez…

Czasem okazanie słabości jest przecież największym dowodem siły i odwagi.

Dokładnie, to jest prawdziwa siła – umiejętność i gotowość do pokazania swojej słabości. Jeśli skontaktujemy się ze swoją słabością, zrozumiemy, co jest naszym brakiem, to możemy nad tym pracować. Niektórzy ludzie udają, pokazują na zewnątrz, jacy to są odporni psychicznie, zaciskają zęby, nie pozwalają sobie na słabość. To zdecydowanie nie sprawdzi się na dłuższą metę. Co ciekawe, nasze ciało zaczyna po jakimś czasie sygnalizować, że to nie działa.

W jaki sposób?

Czasem te sygnały są delikatne, a czasami dramatyczne, jak nagłe zachorowanie i pogorszenie funkcjonowania całego organizmu. Może to być zawał, wylew, cokolwiek, co wywróci codzienność do góry nogami. Dzieje się coś, co mówi nam „Hola, hola, musisz skorzystać z pomocy innych, bo sam sobie nie dasz rady”.

Czy uważa Pan, że pożegnanie 2020 roku powinniśmy zacząć od analizy swoich słabości?

Nie skupiałbym się wyłącznie na słabościach. Powinniśmy zacząć od skontaktowania się ze sobą. Co było dla mnie ważne, a co było trudne? Jakie sytuacje czy wydarzenia mnie dotknęły, poruszyły i dlaczego? To dobry punkt wyjścia do treningu odporności psychicznej. Wtedy można znaleźć kierunek dalszych poszukiwań, co należy zmienić – czy chodzi o zdrowie fizyczne czy psychiczne? Czy trzeba zająć się narządem ruchu, a może dietą? Czy może były to potrzeby sfery psychologicznej, np. wynikające z ograniczonego kontaktu z innymi ludźmi, zamknięciem w domu. Mam znajomych, którzy od marca byli dosłownie dwa razy w biurze.

To prawie tak jak ja…

No właśnie. A nadmiar funkcjonowania w rodzinie, niemalże całą dobę, czego do tej pory przecież nie było, może być dla wielu wyzwaniem. Ta zmieniona dynamika jest dla mnie problemem? A może dobrze się w tym czuję? To też bardzo ważne pytania.

Wierzy Pan, że 2021 będzie lepszy?

Zauważyłem ostatnio pewien niepokojący trend, nie tylko wśród znajomych, ale także w social media czy w telewizji, który polega na tym, że ludzie zaczynają mówić „niech ten rok już się skończy, następny będzie lepszy”. A ja pytam, a niby dlaczego miałby być lepszy? Owszem, on może być lepszy, bo mamy szczepionkę, bo coraz lepiej poznajemy chorobę i tak dalej. Ale tak naprawdę, on może być lepszy tylko wtedy, kiedy wykonamy jakiś ruch ku temu.

Co ma Pan na myśli?

Takie oczekiwanie, że rok 2021 będzie lepszy, bo będzie nowy, a każdy z nas nic nie zrobi w tym kierunku, to wcale nie oznacza, że zajdą pozytywne zmiany.

Czy to, co powinniśmy zrobić, można nazwać „postanowieniami noworocznymi”?

Oj, nie! Jestem ich przeciwnikiem. 1 stycznia to najgorszy moment na zmianę, bo zwykle budzimy się zmęczeni, w kiepskiej formie i już pierwszego dnia ponosimy klęskę. Mieliśmy nie jeść słodyczy, a tu na śniadanie jemy ciasto. Bardziej chodzi mi o zastanowienie się, co chcemy wyartykułować za tym hasłem, że „2021 będzie lepszy”. Pierwsze pytanie brzmi: czego my oczekujemy, żeby nazwać go lepszym, a drugie: jaki będzie nasz wkład w to, by był lepszy? Czy zaczniemy inaczej dbać o zdrowie? A może o swoje finanse? Rok 2021 sam z siebie niewiele „może”. To od nas samych zależy, jak ten rok podsumujemy 31 grudnia.

Nasze zdrowie fizyczne i psychiczne w dużej mierze zależy od aktywności fizycznej. Podejrzewam, że w większość tych, którzy nie byli aktywni przed pandemią i lockdownem, nadal aktywni nie są. Są też tacy, którym obostrzenia zaburzyły rutynę ćwiczeń. Na pewno znajdzie się też sporo osób, które zdają sobie sprawę, jak ważna dla zdrowia jest aktywność fizyczna, jednak brakuje im motywacji. Myślę, że nie mogłam trafić na lepszego eksperta jak Pan, który mógłby doradzić, jak wziąć się za siebie.

Tak naprawdę znów wracamy do kontaktu z samym sobą i zrozumienia, co może nam dać ruch. Zapytajmy siebie, do czego potrzebuję aktywności fizycznej? Jak ona wpływa na moje samopoczucie, zdrowie, sprawność czy wygląd? Home office z pewnością obniżył poziom aktywności wielu osób. Kilka miesięcy chodzenia w piżamie czy dresie może mieć później swoje konsekwencje. Cóż, piżama prawdy nam nie powie o rozmiarach naszego ciała i pewnego dnia można doznać szoku. Co potwierdzają moi znajomi i klienci. Są też osoby, które by zachować zdrowie wcześniej ćwiczyły na siłowni, a po lockdownie nie potrafią zmotywować się do ćwiczeń w domu.

Potwierdzam, mam takich znajomych.

Tutaj potrzeba znalezienia motywatora, który wcześniej mobilizował nas do ćwiczeń. Dlaczego wtedy chodziłem regularnie na siłownie, a teraz nie chce mi się nawet pójść na dłuższy spacer. Znalezienie motywacji wymaga szczerej rozmowy z samym sobą. Zapytajmy siebie, czy ruch jest dla mnie ważny. Dla kogo ćwiczyłem lub chcę zacząć ćwiczyć? Co chcę osiągnąć poprzez aktywność fizyczną. Odpowiedzi na te pytania nie będą lekkie, łatwe i przyjemne. To dotyczy także sportowców. Wielu z nich stanęło przed ogromnym dylematem – po co teraz katować się na treningach, skoro igrzyska są przesunięte. Oni również muszą znaleźć w sobie motywację, bo zbyt długa przerwa czy rezygnacja z rutyny może odbić się na ich wynikach.

Niektórzy jednak wolą pozostawiać wszystko przypadkowi, losowi czy też sile wyższej – zwał jak zwał.

Jasne, często słyszę „dobra, ten rok będzie lepszy, zacznę się ruszać, jak otworzą siłownie”. A jeśli jeszcze długo nie otworzą? Albo nie będzie tak bezpiecznie? Trzeba zadać sobie pytanie, jak będę zwiększać aktywność fizyczną, jeśli siłowni nie otworzą. Oczywiście, każdy z nas ma swoje indywidualne upodobania – jedni lubią ćwiczyć pod okiem trenera, inni przed telewizorem czy na dworze. Jedna z moich magistrantek robiła na ten temat badania. Istnieją różnice osobowościowe w kwestii motywacji do sportu. Jeśli nie mamy aktualnie możliwości ćwiczyć tak, jak najbardziej lubiliśmy, tym bardziej trzeba zadać sobie pytanie, dlaczego to robiłem wcześniej. Jeśli zdrowie nadal jest dla mnie ważne, znajdę inny sposób. Kampanie społeczne czy otwarcie siłowni nie zastąpią tego dialogu ze sobą.

Niektórym spodobała się obecna wygoda i pewnie nie wrócą na siłownie.

Oczywiście. Przecież w dresach też się wygodnie chodzi. A że są rozmiar większe… to trudno. Niestety, łatwo się przyzwyczajamy do nowej rzeczywistości, akceptujemy ją, godzimy się. Dopóki nie skonfrontujemy się ze sobą i nie zauważymy jakieś niewygody, nic się nie zmieni. Proszę zauważyć, że akceptowanie nawyków antyzdrowotnych przychodzi nam z łatwością.

Każdy wie, że powinien się ruszać…

No właśnie, „powinien”. To perspektywa rodzicielska – „powinieneś coś tam”. Oczywiście, my wiemy, co powinniśmy robić, ale tego nie robimy. Z kolei perspektywa „chcę” jest perspektywą dziecka. To takie „chcę cukierka” i albo wezmę, albo nie. Natomiast tu chodzi o uruchomienie perspektywy dorosłego, czyli użycie takich słów jak „wybieram”, „decyduję”. To są słowa kluczowe na ten czas. „Wybieram zdrowie”, więc „decyduję się” robić to i to. Kiedy podejmuje się świadomy wybór, przeszkody są łatwe do pokonania. Zamknęli siłownie? Trudno, ćwicz w domu. Rok temu nie przyszło nam do głowy, że można mieć w szkole WF online, a jednak to się właśnie dzieje.

Największe wyzwanie społeczne w 2021 roku?

Kontakt z samym sobą. I jest to naprawdę spore wyzwanie!

Dariusz Parzelski:
Doktor psychologii, Certyfikowany Psycholog Sportu Klasy Mistrzowskiej Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, absolwent Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz Studiów Podyplomowych z zakresu Psychologii Sportu na warszawskim AWF. Od 2000 roku współpracuje z zawodnikami i trenerami w przygotowaniu mentalnym do treningów i startów. Od 2008 roku akredytowany Psycholog Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Członek Polskiego Towarzystwa Psychologicznego oraz wiceprzewodniczący Krajowej Komisji Akredytacyjnej Europejskiego Certyfikatu Psychologa EuroPsy. Autor licznych publikacji naukowych i popularnonaukowych z zakresu psychologii sportu i optymalnego działania. Były reprezentant Polski w łucznictwie. Aktualnie specjalizuje się we wprowadzaniu idei ewolucyjnego turkusu oraz zastosowania psychologii sportu w biznesie.

Czytaj też:
Postanowienia noworoczne. O czym pamiętać, zaczynając 2021 rok?

 0

Czytaj także