Prof. Gil: Pacjenci kardiologiczni wciąż boją się COVID. Nawet ci zaszczepieni

Prof. Gil: Pacjenci kardiologiczni wciąż boją się COVID. Nawet ci zaszczepieni

Dodano: 
Prof. Robert Gil
Prof. Robert Gil / Źródło: Archiwum prywatne
Stan chorych na niewydolność serca pogorszył się w czasie epidemii: nawet, jeśli trafili do szpitala, to często do przypadkowego. Obecnie nadal pacjenci z zawałem serca później dzwonią po pogotowie niż to było przed pandemią, duża część obawia się COVID-19 – mówi prof. Robert Gil, kierownik Kliniki Kardiologii Inwazyjnej Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA. Mówi też, jak obecnie wyglądają przyjęcia do szpitala, odwiedziny rodziny i szanse na testy genetyczne, które potrafią określić, jak ciężko będzie przebiegać zachorowanie na COVID-19.

Wprost: Kieruje Pan oddziałem kardiologii szpitala MSWiA w Warszawie, który od początku epidemii leczy pacjentów z COVID-19. Dziś fala COVID opadła, czy w związku z tym pacjenci kardiologiczni wracają do szpitala? Jak przeżyli epidemię? Widać dalekosiężne skutki epidemii COVID, jeśli chodzi o kardiologię?

Prof. Robert Gil: Pacjenci w dalszym ciągu z dużym oporem zgadzają się na przyjście do szpitala na zabiegi; to nie jest tak, że wszyscy są chętni do przyjścia na zabieg. Być może w przypadku naszego szpitala powodem jest to, że byliśmy szpitalem jednoimiennym, nadal mamy zabezpieczonych sto kilkadziesiąt łóżek dla  Pacjenci wiedzą, że nasz szpital nie jest do końca „czysty”, że nadal są tu pacjenci covidowi, pytają o bezpieczeństwo, o czas pobytu, o odwiedziny rodziny. Tak więc nawet mimo, że wiedzą o swoich problemach zdrowotnych, nadal obawiają się COVID-19. Nawet ci, którzy są już zaszczepieni. Nie jest więc tak, że wszyscy pacjenci chcą przyjść do szpitala i się leczyć. Jeśli chodzi o szpitale, które nie były szpitalami covidowymi, to zgłaszalność pacjentów jest znacznie wyższa.

Czytaj też:
Prof. Mamcarz: Jest małe prawdopodobieństwo, że Eriksen wróci na boisko

Czy widać, że chorzy kardiologicznie bardzo ucierpieli podczas pandemii przez to, że dostęp do leczenia znacznie się pogorszył?

Można wyodrębnić dwie grupy pacjentów. Pierwsza to chorzy z niewydolnością serca. Przychodzą oni dziś do szpitala bardzo często w stanach zaostrzenia niewydolności serca. Nie byli do końca optymalnie leczeni podczas epidemii COVID-19.

Nawet, jeśli byli leczeni, to często w przypadkowych miejscach, gdyż ich szpital był zamknięty, covidowy. Stan tych chorych ewidentnie się pogorszył.

Druga grupa to pacjenci z przewlekłą chorobą wieńcową. Ich stan często jest stabilny, są np. po koronarografii, u niektórych z nich trzeba wykonać zabiegi, np. wszczepienia stentów. Część z nich jest dziś bardzo dobrze wyedukowana; często pytają, co jako szpital mamy im do zaoferowania, jak będzie wyglądało ich leczenie. Pytają: mam mieć zakładane stenty, by passy, a co potem? Kto będzie mnie dalej prowadził? Niestety, jest ogromny problem z opieką nad chorymi po zabiegach kardiologicznych z powodu problemów z opieką w AOS. Dziś musimy pacjentowi powiedzieć, gdzie będzie dalej leczony, co będzie z nim działo się po wykonaniu zabiegów kardiologii interwencyjnej. Nie wspominam tutaj o tzw. ostrych zachorowaniach (m.in. z zawałem serca), ale tylko wspomnę, że trafiają oni później i w gorszym staniu niż w okresie przed pandemią.

Artykuł został opublikowany w 26/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także